12.03.2024, 09:38 ✶
- Sam, przecież oboje wiemy, że są w Kniei miejsca, których dotknęła czarna magia. Tam nikt nie jest bezpieczny - powiedziała Brenna łagodnie. Też wierzyła, jeszcze do niedawna, że nic nie może spotkać jej złego w Dolinie, że Knieja Godryka, tak dobrze znana, nie kryje żadnych niebezpieczeństw. Ale powoli zaczęła sobie uświadamiać, że jednak istnieją pewne zagrożenia - nawet jeśli póki co myślała o nich w kontekście raczej zagrożenia wobec innych niż wobec niej.
Bywała zbyt brawurowa i bywała hipokrytką.
- Proszę - stwierdziła, wydobywając z kieszeni banknoty. Nawet lepiej: Sam pewnie nie wiedział do końca, ile taki funt jest wart. Nie, nie zamierzała go oszukać, raczej dać trochę więcej niż takie kwiatki były warte... chociaż... z drugiej strony... wartość była przecież bardzo subiektywna, a ona kupowała prezent dla matki, prawda? - Nie kupuj niczego na stoisku starej Grety, ona zawsze próbuje ludzi naciągnąć. Może jakaś biżuteria albo chusta? Pani Horwing ma całkiem ładne u siebie i daje uczciwe ceny - oświadczyła. Było chyba w tym trochę bezczelności, pewnie skutek wychowania w domu, w którym Brenna nieco przywykła do stawiania na swoim i komenderowania kuzynkami oraz niekiedy nawet bratem.
Obserwowała Samuela uważnie, kiedy mówił o tych ostrych kolcach, o kokonie, i poza jego słowami wychwytywała też inne rzeczy - to zająknięcie, jakby się bał do tego przyznać, i echo dawnego wspomnienia, gdy na widok bogina odpychał ją od siebie i prosił, by uciekała. Nie uciekła jednak wtedy i nie wydawało się, że ucieknie i teraz - zmarszczyła tylko na moment brwi, obiecując sobie, że poszuka więcej informacji na ten temat. Jedno wiedziała jednak na pewno.
- Gdyby to było błogosławieństwo, nie bałbyś się, że skrzywdzisz nim przyjaciół. Błogosławieństwa nie ranią innych - powiedziała, a potem chwyciła go po prostu za dłoń i pociągnęła w stronę stoiska z deserami. skoro sobie tego życzył. Nie, to co opisywał nie brzmiało jak błogosławieństwo - za to jeśli było przekleństwem, istniał może sposób na to, aby je zdjąć? - Myślę, że Nora byłaby smutna, gdybyś przestał z nią rozmawiać, bo uważasz, że lepiej dla niej, aby prezenty dawał jej ktoś inny. Nieładne tak decydować za innych ludzi, nie uważasz, Sam? Ale skoro przyznałeś się mnie, powinieneś przyznać się i jej, zanim dasz jej prezent. I hm, co u mnie... zdałam kurs na teleportację na przykład? Lubię się teleportować. Mam zamiar spróbować skoczyć aż stąd do Londynu, chociaż mama kazała mi najpierw ćwiczyć po Dolinie, zanim na to pozwoli. Chcę się tam spotkać ze znajomym, który już skończył z Hogwart.
Bywała zbyt brawurowa i bywała hipokrytką.
- Proszę - stwierdziła, wydobywając z kieszeni banknoty. Nawet lepiej: Sam pewnie nie wiedział do końca, ile taki funt jest wart. Nie, nie zamierzała go oszukać, raczej dać trochę więcej niż takie kwiatki były warte... chociaż... z drugiej strony... wartość była przecież bardzo subiektywna, a ona kupowała prezent dla matki, prawda? - Nie kupuj niczego na stoisku starej Grety, ona zawsze próbuje ludzi naciągnąć. Może jakaś biżuteria albo chusta? Pani Horwing ma całkiem ładne u siebie i daje uczciwe ceny - oświadczyła. Było chyba w tym trochę bezczelności, pewnie skutek wychowania w domu, w którym Brenna nieco przywykła do stawiania na swoim i komenderowania kuzynkami oraz niekiedy nawet bratem.
Obserwowała Samuela uważnie, kiedy mówił o tych ostrych kolcach, o kokonie, i poza jego słowami wychwytywała też inne rzeczy - to zająknięcie, jakby się bał do tego przyznać, i echo dawnego wspomnienia, gdy na widok bogina odpychał ją od siebie i prosił, by uciekała. Nie uciekła jednak wtedy i nie wydawało się, że ucieknie i teraz - zmarszczyła tylko na moment brwi, obiecując sobie, że poszuka więcej informacji na ten temat. Jedno wiedziała jednak na pewno.
- Gdyby to było błogosławieństwo, nie bałbyś się, że skrzywdzisz nim przyjaciół. Błogosławieństwa nie ranią innych - powiedziała, a potem chwyciła go po prostu za dłoń i pociągnęła w stronę stoiska z deserami. skoro sobie tego życzył. Nie, to co opisywał nie brzmiało jak błogosławieństwo - za to jeśli było przekleństwem, istniał może sposób na to, aby je zdjąć? - Myślę, że Nora byłaby smutna, gdybyś przestał z nią rozmawiać, bo uważasz, że lepiej dla niej, aby prezenty dawał jej ktoś inny. Nieładne tak decydować za innych ludzi, nie uważasz, Sam? Ale skoro przyznałeś się mnie, powinieneś przyznać się i jej, zanim dasz jej prezent. I hm, co u mnie... zdałam kurs na teleportację na przykład? Lubię się teleportować. Mam zamiar spróbować skoczyć aż stąd do Londynu, chociaż mama kazała mi najpierw ćwiczyć po Dolinie, zanim na to pozwoli. Chcę się tam spotkać ze znajomym, który już skończył z Hogwart.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.