12.03.2024, 11:28 ✶
W odpowiedzi na słowa Murthaga na jej czole pojawiła się głęboka bruzda wyrażająca zmartwienie. Wciąż uśmiechała się do niego łagodnie, lecz w tym grymasie więcej było ukrytego matycznego bólu, aniżeli radości.
— Znasz już odpowiedź — rzekła łagodnie — Nawet ona nie ma takiej mocy.
Fakt, że kobieta zdawała się czytać w myślach Murthaga, nikomu z was nie wydał się niczym dziwnym. Wręcz przeciwnie, ogarnęło was przeczucie, że właśnie tak powinno być, że przecież Matka najlepiej zna swoje dzieci - ich upodobania, obawy, humory...
Poklepała czarodzieja po ramieniu i ruszyła w stronę Septimy oraz Leviathana. Nagle jednak znieruchomiała i spojrzała w stronę majaczących na horyzoncie górskich szczytów. Zaraz potem wbiła wzrok w niebo - ten nietypowy firmament przypominający rozpruty materiał, z którego wyzierała konstelacja, z księżycem w pełni jaśniejącym zamiast słońca.
— Zbiera się na burzę — oświadczyła. Też to poczuliście, to samo napięcie powietrza, które towarzyszyło wam w Stonehenge na moment przed uderzeniem pioruna. Ale to nie grom spadł z nieba, lecz silny podmuch powietrza zakołysał zbożem, porwał w górę ścięte kłosy i uderzył was z tak wielką siłą, że z trudem udało wam się utrzymać na nogę. Matka tymczasem chwyciła Murthaga za rękęi podbiegła do Septimy oraz Leviathana - ostatanie, czym pamiętaliście, był trzepot jej spódnicy na wietrze. Zdawało się, że materiał na moment przysłonił wam wizję.
W następnej chwili siedzieliście ciasno przytuleni do siebie pod szarym namiotem. Widzieliście, jak wiatr szarpie jego ściany, ale nie docierał do was. Było wam duszno, nieco niewygodnie, gdy słoma wbijała się w waszą skórę, ale byliście bezpieczni. Matka natomiast wyglądała na jeszcze bardziej zmartwioną.
— Znasz już odpowiedź — rzekła łagodnie — Nawet ona nie ma takiej mocy.
Fakt, że kobieta zdawała się czytać w myślach Murthaga, nikomu z was nie wydał się niczym dziwnym. Wręcz przeciwnie, ogarnęło was przeczucie, że właśnie tak powinno być, że przecież Matka najlepiej zna swoje dzieci - ich upodobania, obawy, humory...
Poklepała czarodzieja po ramieniu i ruszyła w stronę Septimy oraz Leviathana. Nagle jednak znieruchomiała i spojrzała w stronę majaczących na horyzoncie górskich szczytów. Zaraz potem wbiła wzrok w niebo - ten nietypowy firmament przypominający rozpruty materiał, z którego wyzierała konstelacja, z księżycem w pełni jaśniejącym zamiast słońca.
— Zbiera się na burzę — oświadczyła. Też to poczuliście, to samo napięcie powietrza, które towarzyszyło wam w Stonehenge na moment przed uderzeniem pioruna. Ale to nie grom spadł z nieba, lecz silny podmuch powietrza zakołysał zbożem, porwał w górę ścięte kłosy i uderzył was z tak wielką siłą, że z trudem udało wam się utrzymać na nogę. Matka tymczasem chwyciła Murthaga za rękęi podbiegła do Septimy oraz Leviathana - ostatanie, czym pamiętaliście, był trzepot jej spódnicy na wietrze. Zdawało się, że materiał na moment przysłonił wam wizję.
W następnej chwili siedzieliście ciasno przytuleni do siebie pod szarym namiotem. Widzieliście, jak wiatr szarpie jego ściany, ale nie docierał do was. Było wam duszno, nieco niewygodnie, gdy słoma wbijała się w waszą skórę, ale byliście bezpieczni. Matka natomiast wyglądała na jeszcze bardziej zmartwioną.
Pięknie proszę o odpis do wtorku (19.03)