12.03.2024, 11:28 ✶
- Bo to by oznaczało, że dalej jest tu uwięziony i że wciąż trzeba znaleźć ten właściwy naszyjnik, przez który został w świecie żywych, i który próbowała znaleźć ta dziewczyna. A to nie wydaje się łatwym zadaniem, skoro jej zajęło lata i w końcu natknęła się na jakąś fałszywkę z klątwą - przyznała Brenna uczciwie. Jasne, była cholernie ciekawska, jasne, nie umiała się powstrzymać przed robieniem pewnych rzeczy, ale nawet dla niej ta sprawa wyglądała niemal beznadziejnie. I trochę się bała, że duch poprosi, aby ruszyły na te poszukiwania... - Hm... może skoro kazała go zakopać, nie dało się ich zniszczyć? Albo to uruchomiłoby klątwę? - zastanowiła się Brenna. Nie znała się na tym dostatecznie, by mieć pewność. Równie dobrze kobiety mogły po prostu nie znaleźć sposobu na zniszczenie klejnotów, a chciały się ich pozbyć z widoku, skoro jedna z nich przez nie umierała...
- Nie wiem. Bo jest złym duchem, przepełnionym nienawiścią do żywych? - zasugerowała Brenna, ale zaraz pokręciła po prostu głową: ten pomysł chyba faktycznie był trochę szalony. Chyba. Do diaska, może powinna najpierw zapytać Sebastiana, czy duch po śmierci może się zakochać. - Kto powiedział, że w nią nie wierzę, Livy? Po prostu wiem, jaka jest rzadka - dodała, obracając się i posyłając Quirke uśmiech. To nie tak, że Brenna była sceptyczką w tej kwestii. Wierzyła w prawdziwą miłość szczerze, nie wątpiła choćby, że jej rodzice bardzo się kochali i wiedziała, jak gorącym uczuciem Derwin Longbottom darzył swoją żonę, czarownicę półkrwi, dla której zaryzykował status całego rodu. Wierzyła, że ta kobieta czekała na niego poza ogniem, w który Derwina wprowadziła matka.
Po prostu wiedziała, że pewne rzeczy nie są dla każdego - na przykład nie dla niej. Ale to nie oznaczało, że nie wierzyła w nie w ogólności.
- Wydaje mi się, że przerwała jakieś zabezpieczenie... myślałam początkowo, że miało więzić tego ducha, ale wtedy nie szukałaby tych skarbów, które Dylan… nie wiem. Zgubił? Ukradł i chciał oddać? – Brenna zamarła na moment, pochłonięta myślą, dlaczego właśnie jakiś naszyjnik sprawił, że duch nie odszedł do Limbo: nie przeszedł przez ogień na drugą stronę istnienia. Jasne szukała tych skarbów początkowo po to, by uratować rodzinę, potem z nadzieją na uwolnienie Dylana… – Jasne. Wątpię, żeby coś się miało dziać, ale na wszelki wypadek zostań trzy metry za mną, dobrze? – poprosiła, wyciągając różdżkę. Gdyby była tu jakaś pułapka albo zaklęcie, nie powinno mieć większego pola rażenia.
Powoli skierowała się w stronę, w którą lata temu poszła dziewczyna, której wspomnienia miały szansę śledzić. Skierowała różdżkę w miejsce, w którym powinny znajdować się zabezpieczenia – rośliny, spowijające okolicę, skurczyły się, potraktowane zaklęciem.
Z kręgu pieczęci pozostały tylko pojedyncze ślady. Wciąż był usunięty. Brenna odetchnęła z ulgą, bo absolutnie nie znała się na runach i nie odważyłaby się przy nich grzebać. Nie po tym, jak ostatnio pułapka, której Brenna się nie spodziewała, wciągnęła nie tylko ją, ale też Olivię. Podeszła bliżej i nacisnęła mniej więcej tam, gdzie zrobiła to Jasemine…
– No cóż… to chyba wchodzę – powiedziała, spoglądając w ciemność, na strome, pokryte kurzem schody. Na końcu różdżki rozbłysło światło zaklęcia lumos.
- Nie wiem. Bo jest złym duchem, przepełnionym nienawiścią do żywych? - zasugerowała Brenna, ale zaraz pokręciła po prostu głową: ten pomysł chyba faktycznie był trochę szalony. Chyba. Do diaska, może powinna najpierw zapytać Sebastiana, czy duch po śmierci może się zakochać. - Kto powiedział, że w nią nie wierzę, Livy? Po prostu wiem, jaka jest rzadka - dodała, obracając się i posyłając Quirke uśmiech. To nie tak, że Brenna była sceptyczką w tej kwestii. Wierzyła w prawdziwą miłość szczerze, nie wątpiła choćby, że jej rodzice bardzo się kochali i wiedziała, jak gorącym uczuciem Derwin Longbottom darzył swoją żonę, czarownicę półkrwi, dla której zaryzykował status całego rodu. Wierzyła, że ta kobieta czekała na niego poza ogniem, w który Derwina wprowadziła matka.
Po prostu wiedziała, że pewne rzeczy nie są dla każdego - na przykład nie dla niej. Ale to nie oznaczało, że nie wierzyła w nie w ogólności.
- Wydaje mi się, że przerwała jakieś zabezpieczenie... myślałam początkowo, że miało więzić tego ducha, ale wtedy nie szukałaby tych skarbów, które Dylan… nie wiem. Zgubił? Ukradł i chciał oddać? – Brenna zamarła na moment, pochłonięta myślą, dlaczego właśnie jakiś naszyjnik sprawił, że duch nie odszedł do Limbo: nie przeszedł przez ogień na drugą stronę istnienia. Jasne szukała tych skarbów początkowo po to, by uratować rodzinę, potem z nadzieją na uwolnienie Dylana… – Jasne. Wątpię, żeby coś się miało dziać, ale na wszelki wypadek zostań trzy metry za mną, dobrze? – poprosiła, wyciągając różdżkę. Gdyby była tu jakaś pułapka albo zaklęcie, nie powinno mieć większego pola rażenia.
Powoli skierowała się w stronę, w którą lata temu poszła dziewczyna, której wspomnienia miały szansę śledzić. Skierowała różdżkę w miejsce, w którym powinny znajdować się zabezpieczenia – rośliny, spowijające okolicę, skurczyły się, potraktowane zaklęciem.
Z kręgu pieczęci pozostały tylko pojedyncze ślady. Wciąż był usunięty. Brenna odetchnęła z ulgą, bo absolutnie nie znała się na runach i nie odważyłaby się przy nich grzebać. Nie po tym, jak ostatnio pułapka, której Brenna się nie spodziewała, wciągnęła nie tylko ją, ale też Olivię. Podeszła bliżej i nacisnęła mniej więcej tam, gdzie zrobiła to Jasemine…
– No cóż… to chyba wchodzę – powiedziała, spoglądając w ciemność, na strome, pokryte kurzem schody. Na końcu różdżki rozbłysło światło zaklęcia lumos.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.