Okazało się, że życie było bardzo kruche, szkoda, że dotarło to do niej w najmniej oczekiwanym momencie. To nie tak, że się nad tym ostatnio nie zastanawiała, bo działo się w jej życiu wiele, ale nigdy nie była jeszcze tak blisko drugiej strony. Czy w ogóle druga strona istniała, czy było coś dalej? Czy zostałaby duchem krążącym nad jeziorem, straszącym pary, których historia miałaby się rozpocząć w tym miejscu. Nigdy się tego nie dowie, na szczęście.
Kiedy przyciągnął ją do siebie i przytulił coś w niej pękło. Czuła się bezpiecznie, wiedziała, że nic już jej nie grozi, że żywioł jej nie pochłonie, że wszystko będzie dobrze.
Zaczęła łkać. Wtuliła się w niego mocno, nie chciała uciec, nie teraz, choć pewnie na chłodno zdecydowanie unikałaby tego kontaktu fizycznego, bo powodował, że wspomnienia wracały. Wiele razy zdarzało im się tutaj trwać w podobnych okolicznościach, tyle, że pierwszy raz był to efekt walczenia ze śmiercią, nieco zmieniało to wizję świata. Bardzo nie chciała, żeby wypuścił ją z objęć.
Ta bliskość była jej potrzebna, aby uspokoić emocje, które przejmowały władzę nad jej drobnym ciałem. Starała się nad tym zapanować, ale wcale nie ułatwiał tego fakt, że Sam zaczął się śmiać. Jakże różne mogą być reakcje na stres, który pojawił się znienacka.
Wysiliła się na niewielki uśmiech, kiedy odgarnął kosmyki włosów z jej twarzy, oczy miała zaczerwienione od łez, ale najwyraźniej przestały już płynąć. Już było w porządku, przynajmniej na tyle, na ile mogło być.
Jej oddech się uspokoił, serce biło powoli, miarowo. Na pewno pomogło w tym jego kołysanie, przyniosło ulgę, ukojenie, którego potrzebowała w tej chwili. - Nie tak łatwo się mnie pozbyć. - Powiedziała cicho, próbowała zażartować, chociaż czuła, że nie jest z nią dobrze. Walka z żywiołem kosztowała ją sporo sił, których i tak nie miała zbyt wiele.