Mimo swojej mądrości życiowej, jaką udało jej się uzyskać podczas tego krótkiego czasu, kiedy stąpała po świecie, nie umiała poradzić sobie z pewnymi kwestiami. Raz zraniona nie próbowała zbliżyć się nigdy do kogokolwiek. Tak jak pisali w bajkach, taka miłość zdarzała się tylko raz, pogodziła się, że nie będzie dane jej zaznać szczęśliwego zakończenia, nie można mieć wszystkiego. Przyjmowała to z pokorą, zaakceptowała to, że tak będzie wyglądało jej życie. Przynajmniej do tej pory uważała, że jest to jedyna, słuszna droga.
Nie miała pojęcia, jak głęboko sięgają rozmyślenia Sama, nie zdawała sobie sprawy, jak bardzo złożone było źródło jego wątpliwości. Może, gdyby ze sobą rozmawiali o wszystkim łatwiej byłoby jej to zrozumieć, tyle, że nigdy o tym nie mówił, nie dał jej możliwości wytłumaczenia tego, jak ona to widzi.
Nie do końca rozumiała to o czym mówił. Wydawało jej się, że to wszystko wydarzyło się samo, że los tak chciał, nie doszukiwała się u żadnego z nich źródła problemu, bo nie wiedziała nawet, że istnieje możliwość, aby ktoś był na tyle blisko z naturą, żeby móc w jakikolwiek sposób nad nią panować.
- Przecież to nie twoja wina. - Ton jej głosu był spokojny, zostawiła już za sobą, to co się przed chwilą wydarzyło. Nadal była nieco zagubiona, bo nie zakładała, że tego wieczoru może się tyle wydarzyć.
- Czy ja wiem, jestem tylko jednym z wielu, nic nieznaczących elementów, świat pewnie by nie zauważył mojego zniknięcia. - Takich jak ona można było znaleźć wielu, kto wie ile z tych osób codziennie zamykało swoje oczy na zawsze. Każdego dnia ktoś umierał, a świat żył dalej, jakby nic się nie stało.
Jego dotyk był przyjemny, tak samo jak te osiem lat temu, kiedy palce Sama po raz pierwszy muskały jej ciało w ten sposób. Nie wiedzieć, czy było to chwilowe zaćmienie spowodowane tym, co stało się przed kilkoma minutami, czy po prostu tęsknota, przymknęła swoje oczy, i przysunęła się jeszcze bliżej niego. Oplotła ręką jego szyję, i pozwoliła, aby ta chwila trwała. Leżeli na łące z dala od codzienności, jakby nigdy nic złego się nie wydarzyło Nie myślała o tym, że będzie musiała zaraz wrócić do rzeczywistości. Było w niej teraz bardzo dużo z tej siedemnastoletniej Nory, która bywała z nim nad tym jeziorem, jej obawy wydawały się być również takie same, nie była pewna, czy postępuje słusznie, czy powinna tak tkwić w tym uścisku, jakby nic się nie stało. Wydawało jej się jednak, że zasłużyli na lepsze pożegnanie, niż to, które dostali. Może był to odpowiedni moment, aby je uzyskać?
Cicho westchnęła, kiedy poczuła delikatny pocałunek na swoim policzku. To wystarczyło, by potwierdzić słuszność tego wykradzionego teraźniejszości momentu. Wydawało jej się, że śni, bo te obrazy już do niej wracały, ale budziła się i nie było go obok, ale teraz, teraz Samuel trwał w tym z nią, czuła bicie jego serca i ciepło dłoni.