12.03.2024, 14:33 ✶
Nie chciała mówić Brennie, że właśnie to podejrzewała. Że ten naszyjnik wciąż gdzieśtam tkwił i miał moc, by trzymać Dylana uwięzionego w ich świecie. I z jednej strony faktycznie być może myślenie Longbottom było lepsze niż jej samej, bo to by oznaczało, że duch i Jase się połączyli, ale… Niestety każda komórka w ciele Olivii podpowiadała jej, że tak nie było. Że było zupełnie inaczej, że on gdzieś nadal tu był, tkwił w zawieszeniu i szalał z rozpaczy, bo minęło przecież wiele, wiele lat - i niby to jak nic dla ducha, ale jeśli nikt tutaj nie przychodził, to mógł myśleć, że czekała go wieczność w samotności i bólu.
- Nie wiem, Brenn, czasem mam wrażenie, że za mocno stąpasz po ziemi i boisz się dać temu szansę - odpowiedziała, chociaż zupełnie niezłośliwie. Brenna była trochę jej przeciwieństwem, bo mimo całej otoczki, którą wokół siebie kreowała, to była kobietą dość racjonalną. Olivii tego racjonalizmu brakowało. - Jest rzadka, to prawda. Ale skoro Jasie tyle wycierpiała… Ech, czy duchy mogą kochać po śmierci? W sensie: zakochać się.
Zadała pytanie, bo cholera jasna - nie wiedziała. Nie uważała na zajęciach, nie pytała o to duchów. Kojarzyła tylko te z Hogwartu, a one były… Specyficzne. Na przykład taka Marta. Albo Nick. Albo nawet Mnich. Mnicha lubiła, był wesoły i zdecydowanie bardziej przypadł jej do gustu, niż Rowena. Ale Barona się bała, a Bezgłowy… No cóż, fujka z tymi jego żartami o na wpół odrąbanej szyi.
- A to nie było po prostu zabezpieczenie, które chroniło samą komnatę? W zasadzie Brenn nie widziałyśmy dokładnie, co tam było, Jasie nie wrzuciła szczegółowych wspomnień. Może to tam leży brakujący element układanki? - może faktycznie coś ukradł. Może nawet ten naszyjnik - i skłamał kobiecie o klątwie, która go tu więzi, a klątwą było dotknięcie i niezwrócenie właścicielowi tej błyskotki… Albo może go zgubił i trzeba było go tu przynieść, ale brakowało mu czegoś bo się zgubiło na przestrzeni lat i uruchomiła się klątwa? - Co za pojebana akcja.
Skomentowała tylko, czując że głowa jej puchnie od tego gdybania. Zatrzymała się więc, rozmasowała bolącą łydkę i odczekała tyle, żeby faktycznie być te kilka długich kroków za Longbottom. Też nie podejrzewała, że coś zaraz na nich wyskoczy, ale no… Brenna to Brenna, a Olivia to Olivia. Co by zrobiła z przeciwnikiem: zagadała go na śmierć?
Quirke szepnęła słowa zaklęcia, by i na końcu jej różdżki pojawiło się blade światło. Kiwnęła głową, pozwalając by rude włosy rozsypały się wokół piegowatej twarzy i na ramiona. Zeszła razem za nią.
Schody były cholernie strome, a w środku od razu czuć było nieprzyjemny zaduch, charakterystyczny dla zaniedbanych piwnic. Oczywiście że w miejscu takim jak to nie mogło być poręczy, dlatego dla bezpieczeństwa lepiej było schodzić albo na siedząco (ale kurzu tu było tyle, że pewnie obie by miały spodnie do wywalenia), albo bokiem, trzymając się ściany jedną ręką. Przejście było bardzo wąskie, a stopy ledwo mieściły się na stopniach. Było też stromo, ale niezbyt długo - nie schodziły kilkuset metrów pod ziemię, a zaledwie kilka. Wyglądało na to, jakby ktoś tutaj wybudował… Komnatę? Albo zaadaptował naturalną jaskinię, co miało więcej sensu. Obie kobiety znalazły się w czymś w rodzaju przedsionka, który kierował dalej, jakby do głównej komory.
- Myślisz, że to jakaś pozostałość po tunelach w jaskiniach? W końcu to wybrzeże - w sumie to nie lubiła ciemnych jaskiń a znowu się do jednej władowała. Może powinna zmienić zawód na magigrotołaza? Olivia odważyła się odezwać tylko dlatego, że tutaj nic nie było słychać poza ich własnymi krokami, oddechem i szelestem odzieży. Żadnej kapiącej wody, żadnego upiornego zawodzenia - nic.
- Nie wiem, Brenn, czasem mam wrażenie, że za mocno stąpasz po ziemi i boisz się dać temu szansę - odpowiedziała, chociaż zupełnie niezłośliwie. Brenna była trochę jej przeciwieństwem, bo mimo całej otoczki, którą wokół siebie kreowała, to była kobietą dość racjonalną. Olivii tego racjonalizmu brakowało. - Jest rzadka, to prawda. Ale skoro Jasie tyle wycierpiała… Ech, czy duchy mogą kochać po śmierci? W sensie: zakochać się.
Zadała pytanie, bo cholera jasna - nie wiedziała. Nie uważała na zajęciach, nie pytała o to duchów. Kojarzyła tylko te z Hogwartu, a one były… Specyficzne. Na przykład taka Marta. Albo Nick. Albo nawet Mnich. Mnicha lubiła, był wesoły i zdecydowanie bardziej przypadł jej do gustu, niż Rowena. Ale Barona się bała, a Bezgłowy… No cóż, fujka z tymi jego żartami o na wpół odrąbanej szyi.
- A to nie było po prostu zabezpieczenie, które chroniło samą komnatę? W zasadzie Brenn nie widziałyśmy dokładnie, co tam było, Jasie nie wrzuciła szczegółowych wspomnień. Może to tam leży brakujący element układanki? - może faktycznie coś ukradł. Może nawet ten naszyjnik - i skłamał kobiecie o klątwie, która go tu więzi, a klątwą było dotknięcie i niezwrócenie właścicielowi tej błyskotki… Albo może go zgubił i trzeba było go tu przynieść, ale brakowało mu czegoś bo się zgubiło na przestrzeni lat i uruchomiła się klątwa? - Co za pojebana akcja.
Skomentowała tylko, czując że głowa jej puchnie od tego gdybania. Zatrzymała się więc, rozmasowała bolącą łydkę i odczekała tyle, żeby faktycznie być te kilka długich kroków za Longbottom. Też nie podejrzewała, że coś zaraz na nich wyskoczy, ale no… Brenna to Brenna, a Olivia to Olivia. Co by zrobiła z przeciwnikiem: zagadała go na śmierć?
Quirke szepnęła słowa zaklęcia, by i na końcu jej różdżki pojawiło się blade światło. Kiwnęła głową, pozwalając by rude włosy rozsypały się wokół piegowatej twarzy i na ramiona. Zeszła razem za nią.
Schody były cholernie strome, a w środku od razu czuć było nieprzyjemny zaduch, charakterystyczny dla zaniedbanych piwnic. Oczywiście że w miejscu takim jak to nie mogło być poręczy, dlatego dla bezpieczeństwa lepiej było schodzić albo na siedząco (ale kurzu tu było tyle, że pewnie obie by miały spodnie do wywalenia), albo bokiem, trzymając się ściany jedną ręką. Przejście było bardzo wąskie, a stopy ledwo mieściły się na stopniach. Było też stromo, ale niezbyt długo - nie schodziły kilkuset metrów pod ziemię, a zaledwie kilka. Wyglądało na to, jakby ktoś tutaj wybudował… Komnatę? Albo zaadaptował naturalną jaskinię, co miało więcej sensu. Obie kobiety znalazły się w czymś w rodzaju przedsionka, który kierował dalej, jakby do głównej komory.
- Myślisz, że to jakaś pozostałość po tunelach w jaskiniach? W końcu to wybrzeże - w sumie to nie lubiła ciemnych jaskiń a znowu się do jednej władowała. Może powinna zmienić zawód na magigrotołaza? Olivia odważyła się odezwać tylko dlatego, że tutaj nic nie było słychać poza ich własnymi krokami, oddechem i szelestem odzieży. Żadnej kapiącej wody, żadnego upiornego zawodzenia - nic.