12.03.2024, 17:05 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.10.2024, 18:12 przez Alexander Mulciber.)
TW: nwm, jakiś taki pojebany i trochę bardziej mizoginistyczny niż zwykle ten post mi wyszedł
Więc Loretta chciała triumfować? Uśmiechnął się tylko pod nosem, wyciągając dłoń, która do tej pory spoczywała na oparciu krzesła kobiety, tak, by palce – niespokojne jak wtedy, kiedy zamiast wróżyć, używał tarota by zademonstrować jakąś karcianą sztuczkę z lat chłopięcych – mogły muskać delikatnie jej kark, skąd bardzo blisko było do rozkosznie wygiętej szyi ozdobionej świecidełkami, rozanielonej twarzy, wykrzywionej w uwodzicielskim grymasie i pociągniętych szminką ust, które nieustannie się ruszały, jak żerujące na baudelaire’owskiej padlinie muchy. Miała mu tak wiele do powiedzenia? Urocze.
– Może po prostu pozwalam pani wygrać – Axel droczył się z nią niespiesznie, teraz już swobodnie rozwalony na krześle. – Bo nie nawykłem do tak prostych... podbojów? – w jego oczach błyszczały złośliwość i pożądanie, ale głos miał pewny i spokojny, kiedy niby to niewinnie przesunął palcami najpierw po jej szyi, a potem i po policzku, pod pretekstem odgarnięcia z twarzy dziewczyny upartego kosmka, wtedy, gdy Loretta nachyliła się ku niemu, spowita ożywczym zapachem perfum. Tak, pomyślał, z zimną satysfakcją, bliżej. – Albo do tak ujmująco śmiałych kobiet – powtórzył po niej, nauczony doświadczeniem, że ludziom zwykle wystarczy powtórzyć ich własne słowa – poddane delikatnej trawestacji jedynie – by dać im to, co chcą usłyszeć najbardziej.
A Loretta przecież najbardziej ze wszystkiego chciała być podziwiana.
Axel pozwolił błądzić i palcom, i myślom – bezwiednie (i kompletnie bezwstydnie) sięgając dalej, poza granice zwykłej percepcji, by wybadać jej intencje; teraz robił to niemal automatycznie, choć niegdyś przecież wzdragał się nieco przed wpuszczaniem cudzych myśli do wnętrza swojej głowy – i patrzył; kiedy ona zasłaniała się hipnotycznymi figurami retorycznymi, on analizował, chłodno, metodycznie, i zrozumiał, że chociaż pośród tych wszystkich wysokich i rozpoetyzowanych emocji ukrywa się prawda równie ordynarna i niska, co jego żądze, wyrażona prostym: chcę cię; teraz, szybko, gwałtownie, a przede wszystkim, chcę przestać się, kurwa, nudzić.
Co mamy do stracenia? No właśnie, co?
– Absolutnie nic. Poza seansem spirytystycznym – zawyrokował z beznadziejną zdroworozsądkowością.
Jeżeli próbowała grać niedostępną, cóż, Mulciber nie wróżył jej udanej kariery aktorskiej.
Była piękna i potrafiła równie pięknie mówić – śliczne słowa, śliczna buzia, śliczne ciało; wszystko w tej dziewczynie było śliczne, i tak szalenie działało na ogarniętego chucią Alexandra – Loretta dobierała wykwintne frazy z namaszczeniem stylistki układającej kwietne kompozycje…
Niestety, cały ten bukiet czarującej kobiecości miał urok pogrzebowej wiązanki, począwszy od jej umarłych uśmiechów, po szmirowate słowa, kompletnie pozbawione jakiejkolwiek treści.
Nie dowiedział się o niej absolutnie niczego.
Nazywała się jednak senną marą, a Mulciber bardzo lubił powtarzać rodową maksymę pomyśl, że to sen, kiedy potrzebował dystrakcji. Czy Loretta Lestrange była dystrakcją? Och tak, i to wyjątkowo skuteczną.
Powiedziała mu, że jest jej przeznaczeniem, i szalenie rozbawiło to Mulcibera, bo tylko po tych słowach zdołał skonstatować, że kobieta nie może być jasnowidzką – takich tekstów używali tylko niedojrzali chłopcy, nadrabiający zdolnością wieszczenia braki w charyzmie, którzy chcieli szybko zaruchać, a akurat Lorettcie charyzmy nie brakowało – czy była zatem jedną z tych fascynatek wróżbiarstwa, które pozwalały astrologii dyktować wszystkie swoje decyzje, bo tylko w ten sposób mogły zyskać ułudę kontroli nad swoim popapranym życiem?
Był pewny jednego: Loretta starała się udawać niewinną, ale była aż nazbyt świadoma zasad gry, jaką prowadzili, i zdawała się wyzuta z jakiegokolwiek poczucia wstydu, kiedy mówiła mu, że „zyskuje przy bliższym poznaniu”.
Mulciber pogardzał takimi kobietami, ale przecież nie potrafił bez nich żyć.
Czy to godzi w moje dobre imię?, kusiła dalej kobieta, zasypując Alexa kolejnymi pytaniami retorycznymi. Na pewno nie w moje, bo nawet go nie znasz, Loretto, pomyślał z pewnym rozczuleniem wręcz, ślizgając się spojrzeniem po jej twarzy. Upadłe anioły, spadające gwiazdy... Może jeszcze kobiety upadłe? Ale tego Alexander nie powiedział na głos, w końcu była damą, a te – niezależnie od tego, jak zblazowane by nie były – nie lubiły wysłuchiwać przestarzałych prawideł o moralności.
A powinny. Zaoszczędziłoby to im wielu łez i bolesnych rozczarowań, gdyby wiedziały, że Mulciber był jednym z tych mężczyzn, który kobiety traktował jak gówno, kiedy już dostał od nich to, czego chciał… A oddawały mu się łatwo, zwykle wystarczyło, że wyciągnął pożądliwie dłoń.
Ale tym razem, Alex nie musiał nawet sięgać. To ona powiodła go za rękę w ostępy wielkiego ogrodu na tyłach rezydencji.
Opadł razem z nią na miękką trawę, podsuwając jej po dżentelmeńsku swoje ramię, by mogła użyć wygodnie głowę.
– Doprawdy? – pytanie gładko spłynęło z jego ust, kiedy Loretta dalej sypała dwuznacznościami. Wiedziała w ogóle, w co się pakuje, czy to była jakaś dziewczęca fantazja rodem z szekspirowskiego Snu Nocy Letniej? Przykre, że Alexander mógł jej zaproponować co najwyżej jarmarczną trawestację tejże sztuki. Nie z nią zwykł przecież dyskutować o literaturze. – Więc jakie są twoje warunki?
Pytał, chciwie sunąc wzrokiem po jej ciele, ale nie pozwolił jej odpowiedzieć – nigdy nie oczekiwał zresztą odpowiedzi – aż zatrzymał się na jej oczach. Jego ruchy były pewne i gwałtowne: zaciskając pożądliwie dłoń na wiotkiej szyi Loretty, upajał się rytmicznym pulsowaniem wyczuwalnej palpacyjnie tętnicy, i całował łapczywie, chwilę wcześniej niecierpliwym ruchem starłszy wierzchem dłoni szminkę z jej ust.
Nie chciał się ubrudzić.
Nie pozwolił jej wziąć oddechu, chciał, by walczyła pod nim, ale kiedy wreszcie rozluźnił chwyt i błądził ustami po jej szyi, poczuł, że…
Nagle stracił w ogóle ochotę na wszystko, jak rozkapryszone dziecko.
Czy to nie było zbyt łatwe? Wolał łapać chwile, przedłużać gonitwę, a potem orgazm. Wolał, kiedy zaczynały się opierać.
Odsunął się od niej, beznamiętnie, bez słowa. Wstał i odpalił papierosa. Patrzył teraz na Lorettę z góry: na jej śliczną buzię, na rozmazaną szminkę, potargane włosy, falującą pierś, i pogniecione ubranie.
Podziwiał swoje dzieło.
– Ładnie ci tak. – porzucił grzecznościowe formy, gdy tylko uciekli przed wzrokiem postronnych. – A odpowiadając na twoje pytanie – leniwym ruchem strzepnął popiół na ziemię, ślizgając się wzrokiem po kuszącym cieniu jej rozwartych ud, teraz, kiedy nieprzyzwoicie zadarł jej spódnicę. – Przestałem się nudzić, ponieważ zacząłem się zastanawiać, w którym miejscu ogrodu powinienem cię zerżnąć.
Uśmiechnął się do niej protekcjonalnie.
– Więc powiedz mi, Loretto – który zakątek wydał ci się najbardziej malowniczy?
Choć niewątpliwie pochlebiała mu uwaga i powłóczyste spojrzenia zblazowanych kokietek – nawet teraz, czuł, że zbytnio dał się ponieść, że ta gówniara pewnie wodzi go za nos, a on jej ulega, jak skończony głupiec – to nie próżność motywowała jego podboje, ale coś bardziej pierwotnego.
Być może, ten skurwiały sadyzm był dla niego jakimś synonimem męskości – może potrzebował tych przelotnych miłostek, by zaspokoić swoje potężne ego? – choć nie sądził, że próbuje sobie coś tym udowodnić czy zrekompensować, jak to już parę kurewek wykrzyczało mu w twarz. On doskonale wiedział, czego chce, kiedy wciskał im palce do majtek, kazał klękać, zmuszał do uległości – one widziały w nim kochanka, ale on nigdy nie skalałby swojego sumienia mówiąc, że „kochał się” z jakąś kurwą, bo przecież nie od tego były – Mulciber uważał, że jako mężczyzna ma pewne potrzeby, które można zaspokoić jedynie przez takie przelotne miłostki.
Bo przecież żadna kobieta godna szacunku nie zasługiwała na takie traktowanie. Żadna kobieta, która mogła zagościć w jego sercu, nie mogłaby znieść czegoś takiego, bo zwyczajnie przestałaby być tym ideałem, który nosił w sercu. Dla takiej musiał być najlepszą wersją samego siebie.
Dlatego Alex był zdecydowany, że istnieją pewne granice, których nie ośmieliłby się nigdy przekroczyć z kobietą, którą kocha.
Przekraczał je z każdą inną. Dzisiaj była to Loretta, a jutro...? Kto wie.
Co najlepsze, uważał się za uczciwego faceta, bo przecież nigdy tym kobietom nie kłamał. Zawsze mówił: nie kocham cię; to zabawa, nie przywiązuj się, skarbie; nie myśl, że tutaj chodzi o jakiekolwiek uczucia; mogę uwierzyć w miłość od pierwszego wejrzenia, ale nie od pierwszego włożenia. Nie udawał nigdy księcia na białym koniu: mógł co najwyżej dumnie powiedzieć, że jego matka prawie została cygańską królową, ale on, wbrew stereotypom, nie był, i nie zamierzał być żadnym koniokradem.
To one zawsze doszukiwały się głębi pod ordynarną powierzchnią, jaką im pokazywał; a im bardziej chamski, brutalny i niedostępny był, tym chętniej wracały.
Czy to nie wystarczyło, by uczynić go człowiekiem pełnym pogardy do rodzaju niewieściego?
Zamierzał powiedzieć jej jeszcze więcej, jeszcze bardziej ją upodlić, zgnoić dla czystej frajdy, i zobaczyć, czy i tak ostatecznie odrzuci tę swoją damulkowatą dumę, i się z nim prześpi.
Oczywiście, że to zrobi.
W końcu była taka młoda, uległa… Zasługiwała na kogoś, kto pokaże jej, że życie to nie bajka.
Koniec sesji
Kiedy tańczę, niebo tańczy razem ze mną
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat
Kiedy gwiżdżę, gwiżdże ze mną wiatr
Kiedy milknę, milczy świat