12.12.2022, 11:59 ✶
- Oczywiście, że tak! – oburzył się Darcy, a od tego oburzenia jego policzki aż pokryły się czerwienią. Siedemnaście lat! Siedemnaście! Co za wstyd! Jak można w ogóle wziąć statecznego już – prawie – że – dziewiętnastolatka za siedemnastoletniego gówniarza? To wszystko przez ten przeklęty wzrost, był pewien. Podczas gdy wśród mugoli i większości kolegów ze szkoły wzrostowo klasyfikował się całkiem normalnie, tak na Pokątnej i w Dolinie jakoś zawsze trafiał na każdym kroku na olbrzymów. Miał ochotę nawet sięgnąć po różdżkę, by udowodnić, że i owszem, żaden Namiar już na nim nie ciąży, ale na szczęście przypomniał sobie w ostatniej chwili, że nie są w magicznym Londynie, kto wie, czy nie zaplątał się tutaj jakiś mugol… A pieniądze? No naprawdę, nie wyglądał chyba na biedaka! Nie był może bogaty jak Malfoyowie i Crouchowie, ale jego rodzice prowadzili bardzo popularną księgarnię, on też już zaczął zarabiać w Czarownicy. Ukradkiem nawet zerknął na swoją szatę, ale całkiem była porządna, czysta, ani trochę zniszczona.
Chętnie odszedłby do innego stolika, ale przy jednym pobliskim obejmowała się jakaś para, przypominając mu boleśnie o nieudanej randce, a kolejny był okupowany przez całą grupę czarodziejów. Wyjście z dumnie uniesioną głową zaś pozbawiłoby go tej szansy na piwo, Lockhart opadł więc w końcu na krzesło.
- Trzy duże piwa poproszę! – zawołał do kelnerki, wyciągając pieniądze. Normalnie nie byłby chętny do stawiania napitków komukolwiek (no dobrze, chyba że tym kimkolwiek była ładna blondynka, ewentualnie bardzo ładna i bardzo mądra brunetka, bo by zainteresował się brunetką, miał trochę wyższe wymagania…), ale teraz musiał udowodnić, że Wcale Nie Jest Wagarowiczem Z Hogwartu Bez Knuta Przy Duszy.
Darcy zmieszał się trochę, gdy nazwano go paniczem, i gdy spytano go o wydarzenia, które wstrząsnęły światem czarodziejów. W duchy zrobił bardzo szybki przegląd nagłówków, czytanych ostatnio mniej uważnie niż zwykle, wszak był zakochany (a przynajmniej tak mu się wydawało). Chodziło o sensacyjną wygraną Srok w meczu z Harpiami? Ogłoszenie powstania nowego zespołu muzycznego? A może… Ach, tak!
- Ten Volde coś tam? – spytał, spoglądając to na jednego, to na drugiego. Jego mózg uruchomił się wreszcie i chłopak starał się przewidzieć, jaką opinię mają siedzący przy stole mężczyźni. Swoje własne owszem, posiadał. Ale wyrażał je dosadnie głównie przy siostrze. Albo kimś, o kim był pewny, że je podzieli. Wypowiadając się, zniżył na wszelki wypadek głos. – No nie wiem, jak się tak ogłasza publicznie, w prasie, to trochę jakby się prosił, żeby go szybko złapali, prawda? Te wszystkie ich znaki, maski, przecież to jak wiecie, narysowanie sobie tarczy na plecach dla Brygady i Aurorów. Ja tam się wcale nie dziwię, że za bardzo nie lubią mugoli, przez nich musimy się ukrywać, ale taki radykalizm to zawsze kończy się w jeden sposób, nie? W areszcie. Jak ten poprzedni, Grindelwald. Tylko zanim jego aresztowano, to trochę minęło, bo tamten to się trochę krył z tym, co zamierza, więc tu pewnie będzie szybciej.
Chętnie odszedłby do innego stolika, ale przy jednym pobliskim obejmowała się jakaś para, przypominając mu boleśnie o nieudanej randce, a kolejny był okupowany przez całą grupę czarodziejów. Wyjście z dumnie uniesioną głową zaś pozbawiłoby go tej szansy na piwo, Lockhart opadł więc w końcu na krzesło.
- Trzy duże piwa poproszę! – zawołał do kelnerki, wyciągając pieniądze. Normalnie nie byłby chętny do stawiania napitków komukolwiek (no dobrze, chyba że tym kimkolwiek była ładna blondynka, ewentualnie bardzo ładna i bardzo mądra brunetka, bo by zainteresował się brunetką, miał trochę wyższe wymagania…), ale teraz musiał udowodnić, że Wcale Nie Jest Wagarowiczem Z Hogwartu Bez Knuta Przy Duszy.
Darcy zmieszał się trochę, gdy nazwano go paniczem, i gdy spytano go o wydarzenia, które wstrząsnęły światem czarodziejów. W duchy zrobił bardzo szybki przegląd nagłówków, czytanych ostatnio mniej uważnie niż zwykle, wszak był zakochany (a przynajmniej tak mu się wydawało). Chodziło o sensacyjną wygraną Srok w meczu z Harpiami? Ogłoszenie powstania nowego zespołu muzycznego? A może… Ach, tak!
- Ten Volde coś tam? – spytał, spoglądając to na jednego, to na drugiego. Jego mózg uruchomił się wreszcie i chłopak starał się przewidzieć, jaką opinię mają siedzący przy stole mężczyźni. Swoje własne owszem, posiadał. Ale wyrażał je dosadnie głównie przy siostrze. Albo kimś, o kim był pewny, że je podzieli. Wypowiadając się, zniżył na wszelki wypadek głos. – No nie wiem, jak się tak ogłasza publicznie, w prasie, to trochę jakby się prosił, żeby go szybko złapali, prawda? Te wszystkie ich znaki, maski, przecież to jak wiecie, narysowanie sobie tarczy na plecach dla Brygady i Aurorów. Ja tam się wcale nie dziwię, że za bardzo nie lubią mugoli, przez nich musimy się ukrywać, ale taki radykalizm to zawsze kończy się w jeden sposób, nie? W areszcie. Jak ten poprzedni, Grindelwald. Tylko zanim jego aresztowano, to trochę minęło, bo tamten to się trochę krył z tym, co zamierza, więc tu pewnie będzie szybciej.