Instrukcje były w tym wypadku bardzo jasne - miał pojawić się przy pomocy świstoklika, pojawi się przy pomocy świstoklika. Po raz kolejny jednak, Stanley, nie miał pojęcia kto się na tym spotkaniu pojawi. Ostatnimi czasy, Robert lubił zaskakiwać. Wcześniej zaprosił Anthony'ego, więc kogo teraz? Wskrzesił Anne zza światów i zaprosił ją na rodzinne reunion? Bez szans.
Ubrany tak jak zawsze - nudno, klasycznie i w większości na czarno, stawił się u celu. Tym razem nie zdecydował się na wejście z fajką w buzi, a raczej na aportowanie się. Wolał poczekać i być może zaproponować reszcie zgromadzonych papieroska - tego wymagały szeroko pojęte zasady savoir vivre'u i pewnie innych rzeczy, którymi należało się kierować w życiu.
Borgin nie miał jednak czasu, aby się nad tym zastanawiać, wszak miał poważniejsze sprawy. Jego oczy ujrzały to - świętego Graala. Mulciber w jeden osobie ale w postaci dwóch osób. Co za pojebana akcja... Stanley nie sądził, że Robert i Richard mogliby go oszukiwać, ale jakoś tak wypierał to ze świadomości. Teraz jednak miał najprawdziwszy dowód - zarówno jeden jak i drugi istnieli. To nie był żart. To nie była żadna iluzja.
Zamrugał kilkukrotnie, starając się za wszelką cenę dostrzec jakieś różnice o których wspominał mu wujek. Minę musiał mieć co najmniej ciekawą, a najpewniej wpatrywał się w nich z pewnym wytrzeszczem. Mało brakowało, a całkowicie zignorowałby czwartego mężczyznę, który się tutaj znajdował. Kojarzył go z widzenia, może nawet z dwa razy minął w Ministerstwie. Kim on był? Nie miał pojęcia ale zapewne będzie im dane się zapoznać.
Dalej jednak stał wryty jak kamień i nie wypowiadał ani słowa. Sprawnym ruchem dłoni sięgnął po paczkę papierosów do wewnętrznej kieszeni płaszcza. Wyjął jednego i czym prędzej odpalił. Potrzebował jakiegoś stymulanta, aby zaraz tu nie oszaleć. W głowie miał jedną myśl - jak się do nich zwracać, aby czegoś nie odjebać? Pomylenie ojca z wujem i w drugą stronę, to mógł być odrobinę problem. Może jednak powinien przejść do bardziej bezpiecznej formy jaką było ich nazwisko. "Mulciber" brzmiało jako alternatywne wyjście.
- Wzywałeś, więc jestem - rzucił w kierunku Mulciberów. Oczekiwał, że któryś spojrzy się z jakimś skarceniem w oczach i będzie wiedział, że ten z nich to właśnie Robert. Wolną dłonią położył paczkę z papierosami, aby inni mogli się poczęstować. W tym momencie też zrodziła się inna myśl - Richard też lubił zapalić z tego co pamiętał, a jego ojciec unikał tytoniu jako samego w sobie. Stanley dostrzegł jak jeden z bliźniaków pali ów papierosa. Trafiony, zatopiony.
Borgin podszedł w jego kierunku i zwrócił mu spinkę do krawatu. No chyba, że nagle wielce szanowany staruszek postradał już wszystkie zmysły i zaczął udawać Richarda, a to już było za dużo jak na umysł Stanleya - Oddaje - skwitował, kiwając odrobinę głową, a następnie powrócił na swoje miejsce. Dalej jednak stał, nie miał zamiaru na razie siadać.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972