13.03.2024, 00:08 ✶
— A my, że tak chętnie nam się odwdzięczasz swoimi wypiekami i dozgonną przyjaźnią — odparł z łatwością, nie pozwalając, aby to Nora miała ostatnie słowa w tej wymianie uprzejmości. — Jestem pewny, że czeka nas jeszcze wiele wspaniałej przyjaźni i owocnej współpracy. — Nagle usta Erika ułożyły się w nieco zjadliwy uśmieszek, jakby doskonale wiedział, że właśnie prowokuje blondynkę. — Mogę sobie tylko wyobrazić, jak daleko zajdziemy, gdy w końcu zgodzisz się na miniaturowego hipogryfa dla młodej.
Sięgnął po swoją filiżankę z herbatą, siorbiąc z niej głośno, jakby w ten sposób mógł uciszyć wszelkie protesty Nory. Oczywiście, już od dawna wiedział, że nie przepadała za tym pomysłem. Przede wszystkim za kwestiami logistycznymi. Erikowi zdarzało się zapominać, że chociaż obie panny Figg przebywały w Dolinie Godryka bardzo często i potrafiły godzinami przesiadywać w Warowni oraz ''U Lizzy'', tak ich obecne lokum znajdowało się w centrum Londynu. A sam środek wielkiej metropolii raczej średnio nadawał się do tego, aby trzymać tam na mały metrażu tak absorbujące stworzenie.
Mimo to... Dobrze było pomarzyć. Kto wie, może za parę lat, gdy ''Nora Nory'' przerodzi się w markę samą w sobie i zostanie sieciówką, właścicielka przybytku będzie już na tyle nadziana, że będzie mogła sobie pozwolić na zakup domu na wsi. Hipogryf miałby tutaj idealne warunki. O ile do tego czasu ktoś łaskawie pozbędzie się Widm z Kniei Godryka. W sumie nie rozmawiali zbyt często o tym, gdzie Figg chciałaby osiąść na stałe. Czarodziejom kwestie takie jak odległość nie sprawiały dużych problemów, gdy mogli za machnięciem ręki zamówić Błędnego Rycerza, czy teleportować się z miejsca na miejsca.
— Obrzydliwe, prawda? Jak brat z rodzoną siostrą — rzucił z ironią, pokazując blondynce język, aby zaraz wrócić do popijania herbaty. — Cieszę się, że akurat w tym przypadku obyło się bez mojej asysty. Trzy osoby to już tłum, a obawiam się, że tej nocy nie zdołalibyśmy wymazać z naszej pamięci. Wyobraź sobie te wszystkie wskazówki i ciekawostki, jakimi mógłbym cię dopingować. — Sarknął głośnym śmiechem, aby zaraz się zaczerwienić, jak burak. Odstawił filiżankę na spodeczek. — Przepraszam!
Zasłonił usta dłonią, starając się powstrzymać kolejną salwę śmiechu. Spojrzał z pretensją na przyjaciółkę. Jako jedna z nielicznych potrafiła nacisnąć w takie miejsca, aby włączył mu się głupkowaty humor. Tak to jest, jak spędzasz z kimś pół życia i wiesz dosłownie, o czym przypomnieć drugiej osobie, aby włączyć u niej słowotok. Przeklęta przyjaźń, ale za to jaka piękna.
— Dyrekcja, kadra pedagogiczna, opiekunowie domów, niektórzy prefekci... — zaczął wyliczać, a część grona nauczycielskiego wymienił nawet z nazwiska, chociaż parę nazwisk zdążyło mu wylecieć z głowy. Głównie z przedmiotów, na jakie uczęszczał tylko w pierwszych kilku latach swojej edukacji w Hogwarcie. — Jak już ich odstawimy na bok, to ty jesteś numerem jeden. Wątpię, aby Dumbledore kiedykolwiek włożył durszlak na głowę.
Za to, jakby tak chodził po kuchni w fartuszku, to na pewno wszyscy by się go słuchali, pomyślał przelotnie. Bądź co bądź, profesor do brzydali nie należał. Dalej był stosunkowo młody, a jakby przestał nosić te cudaczne szaty ze szkolnych ceremonii, to na pewno traktowano by go nieco poważniej. Jakby tak jeszcze dobrać do jego sylwetki jakiś dobry garnitur, który podkreślałby jego atuty... W sumie może nawet garnitur byłby przesadą. Biała koszula, sztruksowe spodnie, jakaś elegancka biżuteria i byłby facet jak malowany. Zaraz, o czym to oni...
— Hmm? — Uniósł brwi, wbijając w Norę pytające spojrzenie, nie zdając sobie sprawy, że od paru dobrych chwil przygryzał dolną wargę, wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt. — Wybacz, coś mówiłaś?
Sięgnął po swoją filiżankę z herbatą, siorbiąc z niej głośno, jakby w ten sposób mógł uciszyć wszelkie protesty Nory. Oczywiście, już od dawna wiedział, że nie przepadała za tym pomysłem. Przede wszystkim za kwestiami logistycznymi. Erikowi zdarzało się zapominać, że chociaż obie panny Figg przebywały w Dolinie Godryka bardzo często i potrafiły godzinami przesiadywać w Warowni oraz ''U Lizzy'', tak ich obecne lokum znajdowało się w centrum Londynu. A sam środek wielkiej metropolii raczej średnio nadawał się do tego, aby trzymać tam na mały metrażu tak absorbujące stworzenie.
Mimo to... Dobrze było pomarzyć. Kto wie, może za parę lat, gdy ''Nora Nory'' przerodzi się w markę samą w sobie i zostanie sieciówką, właścicielka przybytku będzie już na tyle nadziana, że będzie mogła sobie pozwolić na zakup domu na wsi. Hipogryf miałby tutaj idealne warunki. O ile do tego czasu ktoś łaskawie pozbędzie się Widm z Kniei Godryka. W sumie nie rozmawiali zbyt często o tym, gdzie Figg chciałaby osiąść na stałe. Czarodziejom kwestie takie jak odległość nie sprawiały dużych problemów, gdy mogli za machnięciem ręki zamówić Błędnego Rycerza, czy teleportować się z miejsca na miejsca.
— Obrzydliwe, prawda? Jak brat z rodzoną siostrą — rzucił z ironią, pokazując blondynce język, aby zaraz wrócić do popijania herbaty. — Cieszę się, że akurat w tym przypadku obyło się bez mojej asysty. Trzy osoby to już tłum, a obawiam się, że tej nocy nie zdołalibyśmy wymazać z naszej pamięci. Wyobraź sobie te wszystkie wskazówki i ciekawostki, jakimi mógłbym cię dopingować. — Sarknął głośnym śmiechem, aby zaraz się zaczerwienić, jak burak. Odstawił filiżankę na spodeczek. — Przepraszam!
Zasłonił usta dłonią, starając się powstrzymać kolejną salwę śmiechu. Spojrzał z pretensją na przyjaciółkę. Jako jedna z nielicznych potrafiła nacisnąć w takie miejsca, aby włączył mu się głupkowaty humor. Tak to jest, jak spędzasz z kimś pół życia i wiesz dosłownie, o czym przypomnieć drugiej osobie, aby włączyć u niej słowotok. Przeklęta przyjaźń, ale za to jaka piękna.
— Dyrekcja, kadra pedagogiczna, opiekunowie domów, niektórzy prefekci... — zaczął wyliczać, a część grona nauczycielskiego wymienił nawet z nazwiska, chociaż parę nazwisk zdążyło mu wylecieć z głowy. Głównie z przedmiotów, na jakie uczęszczał tylko w pierwszych kilku latach swojej edukacji w Hogwarcie. — Jak już ich odstawimy na bok, to ty jesteś numerem jeden. Wątpię, aby Dumbledore kiedykolwiek włożył durszlak na głowę.
Za to, jakby tak chodził po kuchni w fartuszku, to na pewno wszyscy by się go słuchali, pomyślał przelotnie. Bądź co bądź, profesor do brzydali nie należał. Dalej był stosunkowo młody, a jakby przestał nosić te cudaczne szaty ze szkolnych ceremonii, to na pewno traktowano by go nieco poważniej. Jakby tak jeszcze dobrać do jego sylwetki jakiś dobry garnitur, który podkreślałby jego atuty... W sumie może nawet garnitur byłby przesadą. Biała koszula, sztruksowe spodnie, jakaś elegancka biżuteria i byłby facet jak malowany. Zaraz, o czym to oni...
— Hmm? — Uniósł brwi, wbijając w Norę pytające spojrzenie, nie zdając sobie sprawy, że od paru dobrych chwil przygryzał dolną wargę, wpatrując się w bliżej nieokreślony punkt. — Wybacz, coś mówiłaś?
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞