Stanie i obserwowanie całego cyrku było z jednej strony ciekawe, ale z drugiej stratą czasu. Być może dzisiaj Nicholas nie miał jakoś ochoty oglądać sprzeczki sprzedawcy z klientem. Które pojawiają się codziennie w każdym innym miejscu temu podobnym. Ale skoro Rodolphus miał tutaj do odebrania eliksiry i nie zamierzał się ponownie tutaj cofać, Nicholas dostosował się do niego. Ci dwaj za bardzo umieli się dostosowywać. Jeden do drugiego. Pod niektórymi względami.
Niestety wejście do sklepu bywało trochę utrudnione, gdyż kolejna lecąca fiolka stłukła się przy butach Nicholasa, brudząc je jakąś cieczą. Na całe szczęście, możliwą do wyczyszczenia przez zwyczajne zaklęcie czyszczące.
Lestrange widząc to pewnie, jak na Traversa zadziałał efekt naruszający jego osobę, doprowadzając do irytacji, postanowił odezwać się do swojej znajomej. Kobieta zwróciła na niego uwagę. Czy to znaczyło, że słysząc jej słowa, całe przedstawienie dobiegło końca?
Nicholas na powrót przybrał swoją neutralną maskę obojętności. Szybko przeszła mu irytacja. Jednakże speszonego najpewniej klienta, Travers obdarzył chłodnym spojrzeniem, jakby chciał być jego zwiastunem śmierci, ostrzegającym, że może po niego w każdej chwili przyjść. Tak. Również był pracownikiem Ministerstwa. Pozwolił mu jednak odejść. Nie zrobił mu nic. Nie był to teraz czas i miejsce.
Nicholas skupił teraz spojrzenie na kobiecie, obserwując jej zachowanie, wygląd i mowę ciała. Miała stanowczy charakter. Nie pozwalała sobie sobą pomiatać. Taki babsztyl, może nawet umiejący w biznes? Nie do końca, biorąc pod uwagę marnotrawstwo eliksirów. Na pewno było jej brak cierpliwości i pohamowania. W taki sposób, nie zrozumie swoich klientów.
Skoro to Lestrange’a znajoma, Travers pozostawał na uboczu. Nie ruszał się z miejsca, po tym jak oczyścił sobie buty. Schował różdżkę na swoje miejsce, dłoń do kieszeni spodni, w drugiej trzymając nadal siatkę z zakupami. Cierpliwie czekał i obserwował. Jak przebiegnie odbiór tych eliksirów. Bo cóż innego miał do roboty?