13.03.2024, 02:41 ✶
Zamrugał parokrotnie, marszcząc coraz bardziej czoło. Neil mógł praktycznie zobaczyć, jak szare komórki Longbottoma próbują zliczyć te wszystkie liczby, aby zorientować się, gdzie popełnił błąd... O ile w ogóle go popełnił. Może problem tkwił w tym, że automatycznie założył, że chłopak był o parę lat starszy niż w rzeczywistość? Możliwe, możliwe...
— Widoki też podobno mają tam całkiem ładne. Na pewno mu się spodoba.
Sama zmiana otoczenia w ramach wyjazdu mogła bardzo pomóc. Człowiek mógł, chociaż na chwilę odciąć się od doczesnych problemów i skupić się na tym, aby po prostu chłonąć nowe środowisko. Taki mały reset przed powrotem do rzeczywistości po zakończeniu urlopu.
— Piwnica to jakiś początek — stwierdził niezrażony, celowo ignorując wzmiankę o kochliwej ciotce. Nie takie rzeczy słyszał podczas rozmów ze świadkami różnych zdarzeń w ramach pracy dla Brygady Uderzeniowej. — I na pewno będzie wygodniej niż w areszcie.
Skinął głową, przyjmując do wiadomości argumentację Efnera. W pełni rozumiał, że nie każdy mógł przygotować sobie odpowiednie lokum, chociaż osobiście wychodził z założenia, że w przypadku wilkołaków była to swoista inwestycja na całe życie. Przynajmniej do czasu przeprowadzki na drugi koniec kraju. Jeśli była ku temu okazja, lepiej było zorganizować sobie wsparcie jakiegoś specjalisty lub w ostateczności kogoś, kto wiedział, co robi i potrafił wnieść mocniejsze bariery magiczne.
— Obawiam się, że masz rację. — Uśmiechnął się przepraszająco, bo było mu z tym dosyć niezręcznie. Opuścił wzrok na dokumenty. Sądził, że faktycznie będzie w stanie mu jakoś pomóc z tymi pismami, jednak zabezpieczenia to była podstawa w takich przypadkach. — Bez odpowiednich osłon czy mechanizmów nie zajdziesz z tymi wnioskami zbyt daleko. Nie wszystkie muszą być nanoszone przez profesjonalistów, ale takie są trwalsze i lepiej wypadają podczas kontroli. Zwłaszcza że chcesz, żeby przyjęli kryjówkę znajdującą się bezpośrednio pod domem, w którym tylko ty czarujesz.
Nawet nie za bardzo wiedział, co mu poradzić. Jego lista kontaktów była wprawdzie dosyć rozległa, jednak nie chciał rzucać przypadkowymi nazwiskami na prawo i lewo. Sam Neil mógł nie chcieć angażować w to osób trzecich, a poza tym... Znacząca większość zaufanych przyjaciół Erika wywodziła się z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Chociaż parę osób miało dryg do zaklęć obronnych, tak mało kto miał kompetencje w rzucaniu zaklęć, które miały zostać na stałe wplecione w struktury domu, chaty czy jakiejś piwnicy. Co innego, gdyby chodził o postawienie idealnego Protego w trakcie pojedynku.
— Mimo to... Próbuj — kontynuował powoli, dopiero z czasem nabierając wiary w swoje własne słowa. — Nawet jeśli ci odmówią od razu, to może przebijesz się do jakiegoś urzędnika, któremu faktycznie zależy. Powinien nakierować cię na odpowiednie rozwiązania, coś w rodzaju ''niezbędnego minimum'' jakiego wymagają, żeby lokum przeszło inspekcję.
Może pokładał zbyt dużą wiarę w pracowników Ministerstwa Magii, jednak wolał myśleć, że chociaż paru osobom w tym budynku zależało na tym, aby pomóc osobie w potrzebie. A Longbottom w gruncie rzeczy sam nie mógł za wiele zrobić: nie specjalizował się w zabezpieczeniach, a i o szczegółach założenia osłon we własnej kryjówce nie wiedział zbyt wiele. Kiedy rodzice dogadywali szczegóły, on albo leżał w szpitalu tuż po ugryzieniu lub szykował się do wyjazdu do szkoły. Siłą rzeczy był wyłączony z tej rozmowy.
— Widoki też podobno mają tam całkiem ładne. Na pewno mu się spodoba.
Sama zmiana otoczenia w ramach wyjazdu mogła bardzo pomóc. Człowiek mógł, chociaż na chwilę odciąć się od doczesnych problemów i skupić się na tym, aby po prostu chłonąć nowe środowisko. Taki mały reset przed powrotem do rzeczywistości po zakończeniu urlopu.
— Piwnica to jakiś początek — stwierdził niezrażony, celowo ignorując wzmiankę o kochliwej ciotce. Nie takie rzeczy słyszał podczas rozmów ze świadkami różnych zdarzeń w ramach pracy dla Brygady Uderzeniowej. — I na pewno będzie wygodniej niż w areszcie.
Skinął głową, przyjmując do wiadomości argumentację Efnera. W pełni rozumiał, że nie każdy mógł przygotować sobie odpowiednie lokum, chociaż osobiście wychodził z założenia, że w przypadku wilkołaków była to swoista inwestycja na całe życie. Przynajmniej do czasu przeprowadzki na drugi koniec kraju. Jeśli była ku temu okazja, lepiej było zorganizować sobie wsparcie jakiegoś specjalisty lub w ostateczności kogoś, kto wiedział, co robi i potrafił wnieść mocniejsze bariery magiczne.
— Obawiam się, że masz rację. — Uśmiechnął się przepraszająco, bo było mu z tym dosyć niezręcznie. Opuścił wzrok na dokumenty. Sądził, że faktycznie będzie w stanie mu jakoś pomóc z tymi pismami, jednak zabezpieczenia to była podstawa w takich przypadkach. — Bez odpowiednich osłon czy mechanizmów nie zajdziesz z tymi wnioskami zbyt daleko. Nie wszystkie muszą być nanoszone przez profesjonalistów, ale takie są trwalsze i lepiej wypadają podczas kontroli. Zwłaszcza że chcesz, żeby przyjęli kryjówkę znajdującą się bezpośrednio pod domem, w którym tylko ty czarujesz.
Nawet nie za bardzo wiedział, co mu poradzić. Jego lista kontaktów była wprawdzie dosyć rozległa, jednak nie chciał rzucać przypadkowymi nazwiskami na prawo i lewo. Sam Neil mógł nie chcieć angażować w to osób trzecich, a poza tym... Znacząca większość zaufanych przyjaciół Erika wywodziła się z Departamentu Przestrzegania Prawa Czarodziejów. Chociaż parę osób miało dryg do zaklęć obronnych, tak mało kto miał kompetencje w rzucaniu zaklęć, które miały zostać na stałe wplecione w struktury domu, chaty czy jakiejś piwnicy. Co innego, gdyby chodził o postawienie idealnego Protego w trakcie pojedynku.
— Mimo to... Próbuj — kontynuował powoli, dopiero z czasem nabierając wiary w swoje własne słowa. — Nawet jeśli ci odmówią od razu, to może przebijesz się do jakiegoś urzędnika, któremu faktycznie zależy. Powinien nakierować cię na odpowiednie rozwiązania, coś w rodzaju ''niezbędnego minimum'' jakiego wymagają, żeby lokum przeszło inspekcję.
Może pokładał zbyt dużą wiarę w pracowników Ministerstwa Magii, jednak wolał myśleć, że chociaż paru osobom w tym budynku zależało na tym, aby pomóc osobie w potrzebie. A Longbottom w gruncie rzeczy sam nie mógł za wiele zrobić: nie specjalizował się w zabezpieczeniach, a i o szczegółach założenia osłon we własnej kryjówce nie wiedział zbyt wiele. Kiedy rodzice dogadywali szczegóły, on albo leżał w szpitalu tuż po ugryzieniu lub szykował się do wyjazdu do szkoły. Siłą rzeczy był wyłączony z tej rozmowy.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞