13.03.2024, 06:09 ✶
Atreus jeszcze coś sobie pomarudził, ale pod nosem i do siebie, nie chcąc już bardziej uzewnętrzniać się nad zaistniałym problemem, albo może też i nie mając nic więcej ciekawego do powiedzenia w temacie, bo ktoś tu się ewidentnie i okrutnie z niego podśmiechiwał, kiedy dla niego to wszystko było kwestią największej wagi.
- Ciekawe w sumie, czy tylko nam tak świstoklik trzasnął, czy może zdarzało się to wcześniej. W sensie, nawet nie chodzi mi teraz o samą teleportację, że coś z nią było nie tak, tylko może to nie pierwszy raz, kiedy to posiadłość coś zakłóca? Wydawała się na tyle... specyficzna, że nawet bym się nie zdziwił, gdyby okazało się że jakakolwiek magia nie trzyma jej w całości, to wpływa też na otoczenie. Temu mogłabyś się przyjrzeć, na przykład - rzucił, niby to całkiem odchodząc od tematu drzewa genealogicznego pana Binnsa i jego urokliwych córek, ale z drugiej strony absolutnie nie mogąc sobie odpuścić odrobinę kąśliwej uwagi na koniec.
- Przynajmniej też, w przypadku twojego przedwczesnego odejścia z tego świata, wiedziałbym jaki ci wieniec sprawić. Jak to było? "Jebać Voldemorta", tak? - zapytał, prychając nieco rozbawiony na wspomnienie ich rozmowy w archiwum.
- Czterolistna koniczyna wydaje mi się za mała na to, co się za tobą ciągnie - skonstatował, oglądając się na nią na moment, kiedy drzwi windy skrzypnęły pchnięte zaklęciem, by zaraz rozsunąć się się przed nimi całkowicie.
Bulstrode spojrzał z pewnym powątpiewaniem na znajdującą się przed nimi ścianę szybu, ale jego twarz dość szybko pojaśniała, kiedy doszło do niego, że na dole znajduje się prześwit. Ich bilet do wolności, bo mogli z łatwością przecisnąć się przez niego i zsunąć na piętro.
- To co, najpierw ty, a potem ja? - zaproponował jej, grzecznie wskazując na ziejącą niżej dziurę, która zapraszała do wolności. - Daj rękę, to ci pomogę - uśmiechnął się jeszcze grzecznie, chociaż spod tego uśmiechu wciąż delikatnie prześwitywała irytacja całą tą serią niefortunnych zdarzeń, która zdawała się ich coraz bardziej odsuwać od biura, które było dosłownie na wyciagnięcie ręki. Co dalej? Jakaś anomalia czasoprzestrzenna na kolejnym piętrze, albo schody które zmienią się w zjeżdżalnię?
Wyciągnął do niej rękę, pomagając znaleźć tym samym lepszy punkt zaczepienia przy całym tym procesie majtania nogami w stronę podłogi atrium, mając tylko szczerą nadzieję, że rzucone przez nie zaklęcie zamrażające faktycznie przytrzyma tę windę i ta zaraz, najpewniej w jakimś krytycznym momencie, nie ruszy im, ucinając przy okazji ręce.
uwaga, spuszczam Brennę
- Ciekawe w sumie, czy tylko nam tak świstoklik trzasnął, czy może zdarzało się to wcześniej. W sensie, nawet nie chodzi mi teraz o samą teleportację, że coś z nią było nie tak, tylko może to nie pierwszy raz, kiedy to posiadłość coś zakłóca? Wydawała się na tyle... specyficzna, że nawet bym się nie zdziwił, gdyby okazało się że jakakolwiek magia nie trzyma jej w całości, to wpływa też na otoczenie. Temu mogłabyś się przyjrzeć, na przykład - rzucił, niby to całkiem odchodząc od tematu drzewa genealogicznego pana Binnsa i jego urokliwych córek, ale z drugiej strony absolutnie nie mogąc sobie odpuścić odrobinę kąśliwej uwagi na koniec.
- Przynajmniej też, w przypadku twojego przedwczesnego odejścia z tego świata, wiedziałbym jaki ci wieniec sprawić. Jak to było? "Jebać Voldemorta", tak? - zapytał, prychając nieco rozbawiony na wspomnienie ich rozmowy w archiwum.
- Czterolistna koniczyna wydaje mi się za mała na to, co się za tobą ciągnie - skonstatował, oglądając się na nią na moment, kiedy drzwi windy skrzypnęły pchnięte zaklęciem, by zaraz rozsunąć się się przed nimi całkowicie.
Bulstrode spojrzał z pewnym powątpiewaniem na znajdującą się przed nimi ścianę szybu, ale jego twarz dość szybko pojaśniała, kiedy doszło do niego, że na dole znajduje się prześwit. Ich bilet do wolności, bo mogli z łatwością przecisnąć się przez niego i zsunąć na piętro.
- To co, najpierw ty, a potem ja? - zaproponował jej, grzecznie wskazując na ziejącą niżej dziurę, która zapraszała do wolności. - Daj rękę, to ci pomogę - uśmiechnął się jeszcze grzecznie, chociaż spod tego uśmiechu wciąż delikatnie prześwitywała irytacja całą tą serią niefortunnych zdarzeń, która zdawała się ich coraz bardziej odsuwać od biura, które było dosłownie na wyciagnięcie ręki. Co dalej? Jakaś anomalia czasoprzestrzenna na kolejnym piętrze, albo schody które zmienią się w zjeżdżalnię?
Wyciągnął do niej rękę, pomagając znaleźć tym samym lepszy punkt zaczepienia przy całym tym procesie majtania nogami w stronę podłogi atrium, mając tylko szczerą nadzieję, że rzucone przez nie zaklęcie zamrażające faktycznie przytrzyma tę windę i ta zaraz, najpewniej w jakimś krytycznym momencie, nie ruszy im, ucinając przy okazji ręce.
uwaga, spuszczam Brennę
Rzut Z 1d100 - 23
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Rzut Z 1d100 - 16
Akcja nieudana
Akcja nieudana