13.03.2024, 09:22 ✶
Rzut na duchy
Brenna uśmiechnęła się tylko do Olivii, ale nie odpowiedziała. Co niby miała jej powiedzieć? Że to nie kwestia stąpania po ziemi, ale że chłopcy po prostu nie zakochują się w takich dziewczynach jak ona? I że zasadniczo pisana jest jej raczej szybka śmierć niż miłość poza śmierć?
Koło fortuny w rozkładzie, jaki postawił dla niej wuj informowało raczej o tym, że szansa przemija niż istnieje.
Brenna nie powiedziała więc nic, bo nie chciała ani zapewnień, że jest inaczej, ani niepotrzebnego jej przecież współczucia. Nigdy przecież nie bolał jej taki stan rzeczy, a teraz... miała po prostu namieszane w głowie.
A jej uśmiech był szczery – bo jeszcze miesiąc wcześniej Quirke w ogóle nie chciała rozmawiać o mężczyznach i na nich patrzeć, teraz zaś najwyraźniej w jej życiu ułożyło się na tyle, że była po prostu szczęśliwa. I Brenna szczerze się cieszyła jej szczęściem.
- Tak naprawdę nie wiem, żałuję, że wcześniej nie spytałam egzorcysty. W Hogwarcie była taka para, która ciągle kłóciła się na korytarzach, ale oni chyba byli zakochani wcześniej? Poza tym nawet jeśli Jasie się w nim zakochała, to czy wiemy, czy on w niej też? Albo... kochał za życia kogoś, kto ją przypominał?
Sądząc po napisie na grobie i upartych poszukiwaniach jej zależało. Z kolei Dylan może tylko ją lubił? Albo jednak duchy mogły kochać? Może byli tymi mitycznymi anam cara, ale wyminęli się w czasie?
- Cholera wie... i hm, wydaje mi się, że w tych zamkach zwykle budowali część podziemną, ale może masz rację? Niemniej... jeśli są tu tunele ciągnące się kilometrami, to może raz powściągnę ciekawość i jednak nie będziemy ich całych eksplorować, chyba nie jesteśmy na to przygotowane.
Brenna ruszyła po schodach ostrożnie: były strome i stare, a ona bardzo często spadała z różnych rzeczy albo coś się pod nią waliło. Przystanęła w pewnym momencie, przypatrując się stopniom – zdawało się jej, że to tutaj siedzieli we wspomnieniu dziewczyna i duch.
- Dylan?! - zawołała w końcu, przełamując odruch nakazujący zachowywać się jak najciszej. Były tu w końcu po to, żeby pogadać z duchem, prawda? Zachowywanie się cicho, żeby nikogo nie zaalarmować, nie miało sensu, bo chciały kogoś zaalarmować. I nie spodziewały się tutaj żadnej przestępczej szajki czy potworów. (A Brenna wiedziona ostrożnością oraz doświadczeniami rozglądała się za śladami po takich, stan roślinności, brak jakichkolwiek kości czy szczątek czy przedmiotów tu i ówdzie wskazywał jednak na to, że ruiny są opuszczone. - Jeśli tu jesteś, pokaż się z łaski swojej. Przysłała nas Jase, to znaczy w pewnym sensie ona, bardziej jej wspomnienia niż ona osobiście, ale tak czy inaczej przyszłyśmy tutaj jej śladem, więc mógłbyś ułatwić nam zadanie…
– Nie przypominam sobie, żebym kogoś przysyłała, ale rozumiem, że znalazłyście moje wspomnienia.
Kobiecy głos dobiegł gdzieś z mroku – a chwilę później z ciemności wyłoniła się półprzezroczysta sylwetka.
Brenna uśmiechnęła się tylko do Olivii, ale nie odpowiedziała. Co niby miała jej powiedzieć? Że to nie kwestia stąpania po ziemi, ale że chłopcy po prostu nie zakochują się w takich dziewczynach jak ona? I że zasadniczo pisana jest jej raczej szybka śmierć niż miłość poza śmierć?
Koło fortuny w rozkładzie, jaki postawił dla niej wuj informowało raczej o tym, że szansa przemija niż istnieje.
Brenna nie powiedziała więc nic, bo nie chciała ani zapewnień, że jest inaczej, ani niepotrzebnego jej przecież współczucia. Nigdy przecież nie bolał jej taki stan rzeczy, a teraz... miała po prostu namieszane w głowie.
A jej uśmiech był szczery – bo jeszcze miesiąc wcześniej Quirke w ogóle nie chciała rozmawiać o mężczyznach i na nich patrzeć, teraz zaś najwyraźniej w jej życiu ułożyło się na tyle, że była po prostu szczęśliwa. I Brenna szczerze się cieszyła jej szczęściem.
- Tak naprawdę nie wiem, żałuję, że wcześniej nie spytałam egzorcysty. W Hogwarcie była taka para, która ciągle kłóciła się na korytarzach, ale oni chyba byli zakochani wcześniej? Poza tym nawet jeśli Jasie się w nim zakochała, to czy wiemy, czy on w niej też? Albo... kochał za życia kogoś, kto ją przypominał?
Sądząc po napisie na grobie i upartych poszukiwaniach jej zależało. Z kolei Dylan może tylko ją lubił? Albo jednak duchy mogły kochać? Może byli tymi mitycznymi anam cara, ale wyminęli się w czasie?
- Cholera wie... i hm, wydaje mi się, że w tych zamkach zwykle budowali część podziemną, ale może masz rację? Niemniej... jeśli są tu tunele ciągnące się kilometrami, to może raz powściągnę ciekawość i jednak nie będziemy ich całych eksplorować, chyba nie jesteśmy na to przygotowane.
Brenna ruszyła po schodach ostrożnie: były strome i stare, a ona bardzo często spadała z różnych rzeczy albo coś się pod nią waliło. Przystanęła w pewnym momencie, przypatrując się stopniom – zdawało się jej, że to tutaj siedzieli we wspomnieniu dziewczyna i duch.
- Dylan?! - zawołała w końcu, przełamując odruch nakazujący zachowywać się jak najciszej. Były tu w końcu po to, żeby pogadać z duchem, prawda? Zachowywanie się cicho, żeby nikogo nie zaalarmować, nie miało sensu, bo chciały kogoś zaalarmować. I nie spodziewały się tutaj żadnej przestępczej szajki czy potworów. (A Brenna wiedziona ostrożnością oraz doświadczeniami rozglądała się za śladami po takich, stan roślinności, brak jakichkolwiek kości czy szczątek czy przedmiotów tu i ówdzie wskazywał jednak na to, że ruiny są opuszczone. - Jeśli tu jesteś, pokaż się z łaski swojej. Przysłała nas Jase, to znaczy w pewnym sensie ona, bardziej jej wspomnienia niż ona osobiście, ale tak czy inaczej przyszłyśmy tutaj jej śladem, więc mógłbyś ułatwić nam zadanie…
– Nie przypominam sobie, żebym kogoś przysyłała, ale rozumiem, że znalazłyście moje wspomnienia.
Kobiecy głos dobiegł gdzieś z mroku – a chwilę później z ciemności wyłoniła się półprzezroczysta sylwetka.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.