Rzadko kiedy zdarzała im się taka wymiana uprzejmości. Nie bez powodu jednak byli najbliższymi przyjaciółmi, musieli za sobą przepadać, ten słoneczny dzień chyba sprzyjał rzucaniu komplementami. - Trochę nie macie już wyjścia, zostaliście na mnie skazani dozgonnie. - Uśmiechnęła się promiennie, bo naprawdę cieszyła się z takiej wizji. Przyjaciele byli istotną częścią jej życia. Jej wyraz twarzy bardzo szybko się zmienił, gdy Erik wrócił do tematu wałkowanego od lat. - Nie ma w ogóle takiej opcji, nie uspałeś mojej czujności na tyle, żebym się zgodziła na ten pomysł. Chyba, że oddasz temu zwierzakowi swoją sypialnię. - Od lat próbował przekonać Norę, co do zakupu tego zwierzęcia, ona jednak była nieugięta.
Ciekawe, gdzie miałaby trzymać hipogryfa, nawet jeśli miała to być miniaturowa wersja. W tym małym ogródku przy Pokątnej? Zwierzę by się męczyło. Miała wrażenie, że w przypadku prezentów dla Mabel ona była jedyną osobą, która miała chociaż resztkę rozsądku. Rozumiała, że chcą ją rozpieszczać, ale kurde bez przesady!
- Widzę, co robisz! - Nie umknęło jej siorbanie Erika, znała jego metody nie od dzisiaj. Myślała, że temat hipogryfa mają już przegadany, jak widać do niego nadal nie docierały jej argumenty. Co to był za typ!
- Erik, błagam cię, skończ, naprawdę wolałabym sobie tego nie wizualizować. - Niestety przez jego słowa jej myśli pognały ku temu miejscu, aż się skrzywiła. - W Y S T A R C Z Y - Wolała zdecydowanie uciąć ten temat. Zresztą nie chciała w tej chwili myśleć o ojcu Mabel, a chcąc nie chcąc kiedy nawinął się ten temat... no cóż. Nie obyło się i bez tego. Nie miała pojęcia, jak sobie radzi, zdawała sobie sprawę, że jest związany z Knieją, a w Kniei nie było teraz bezpiecznie, może powinna o niego popytać, żeby dowiedzieć się, czy ma się dobrze, czy wszystko u niego w porządku. Westchnęła cicho.
- Nie wiem, czy pamiętasz mój drogi, ale ja również byłam prefektem, Albus widział we mnie potencjał, chyba jako jedyny. - Była to jedna z niewielu rzeczy, z których była dumna, bo ktoś dostrzegł w niej potencjał. Zresztą nie było chyba lepszej osoby do niańczenia dzieciaków od niej. Od zawsze miała zadatki do matkowania, nie ma się co dziwić, że została naczelną matką zakoniarzy. - Trochę mnie zaskoczyłeś, myślałam, że zawsze jestem numerem jeden, teraz to mi trochę przykro. - Skrzywiła się w udawanym grymasie. - Aczkolwiek to prawda, na pewno nikt inny nie biegał po kuchni w durszlaku, zresztą pewnie nikt też by w nim nie wyglądał tak uroczo jak ja! - Czasem objawiała się u niej niesamowita pewność siebie.
Wtedy zdarzyło się coś dziwnego. Norka sięgnęła po swoją filiżankę z kawą, upiła z niej łyk, po czym kichnęła. Została po niej tylko ta filiżanka. Bardzo głośno kichnęła, tak, że chyba usłyszał ją każdy mieszkaniec Warowni. Tego się zupełnie nie spodziewała, bo nastąpiła teleportacja, a ona przecież nie umiała się teleportować!!! Była pewna, że się rozszczepi, jej myśli zmierzały ku słodkiej Mabel, bała się, że zobaczy ją bez ręki, czy nogi. Rozszczepienia były tragiczne. Nienawidziła teleportacji, chyba tylko i wyłącznie dzięki temu, że myślała o swojej córce znalazła się dokładnie przed nią w Little Whinging, u swoich rodziców.