13.03.2024, 10:36 ✶
Tak, w życiu Olivii naprawdę wiele się zmieniło. Od brutalnego zerwania, które strzaskało jej serduszko, minęło trochę czasu, a ona zdążyła wskoczyć w nowy związek. I to chyba ten jeden, co do którego miała pewność, że będzie jej ostatnim, aż po grób. Albo i poza śmierć. Ward sprawił, że na nowo uwierzyła w miłość, chociaż trzeba było przyznać, że teraz podchodziła do niej nieco bardziej realistycznie. Kiedyś uważała, że to co jest zapisane na kartach ksiąg, to absolutna prawda objawiona i tak właśnie powinno wyglądać. Tak kochali się jej rodzice - bezgranicznie darzyli zaufaniem, pomagali sobie, wspierali się. Gotowi byli za siebie umrzeć. Utwierdzali ją w przekonaniu, że tak to powinno wyglądać, ale Olivia nie dostrzegała w tym wszystkim codzienności - paradoksalnie, bo przecież z nimi mieszkała i widziała, jak to wygląda. Ale o tyle dobrego, że w końcu przestała traktować książki romantyczne jako poradnik życia. Ogromna zmiana i to na plus.
Zeszła zaraz za Brenną, ostrożnie i bardzo powoli. Nie chciała spaść, bo znając jej szczęście, pewnie by sobie coś złamała. A naprawdę chciała rozwiązać tę zagadkę, cholera jasna. Ta tajemnica nie dawała jej spać od kilku tygodni - gdyby nie eliksiry, to najpewniej wyzionęłaby (hehe) ducha ze zmęczenia. Quirke jednak, w przeciwieństwie do Brenny, nie skanowała otoczenia w poszukiwaniu śladów. Nie miała tego odruchu i po prostu skupiła się na tym, żeby się nie zabić. Jednak podskoczyła, na szczęście już na stabilnym gruncie, gdy Longbottom podniosła głos. W sumie faktycznie nie było sensu się skradać, ale skoro Brenna wspominała że być może duch może być zły, to... Czy nie lepiej byłoby się najpierw rozejrzeć?
- Jasie? - Olivia zamrugała, nie do końca wiedząc, na co w tej chwili patrzyła. To nie był Dylan, to na pewno. Kobieta, którą miały przed sobą, była Jasie sprzed lat, tą ze wspomnień przed chorobą. Była zjawą, uwięzioną duszą, która również została tu uwięziona. - Tak, znalazłyśmy wspomnienia.
Quirke przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, rozglądając się. Na razie nie widziała Dylana, więc... Zniknął? Och, żeby to nie było tak, że udało jej się go uwolnić, a sama wpadła w pułapkę. To dopiero byłoby nieszczęście.
- My... Przyszłyśmy w sumie pomóc Dylanowi. Wam! Nie wiedziałyśmy, że też tu utkniesz - powiedziała cicho, unosząc lekko różdżkę, by oświetlić szarą, półprzezroczystą postać. Posłała jej przyjazny uśmiech, na który Jasie jednak nie odpowiedziała.
- To miło z waszej strony, ale nie uda się wam - powiedziała cicho, unosząc się miękko nad podłogą. Wyglądała tak, jak przed laty. Ciekawe. Nie uśmiechała się, nie wyglądała też na kogoś, kto byłby skory do rozmów. Ale skoro nie odpłynęła w ciemność, to chyba miały szansę? Tylko że Olivia nie bardzo wiedziała, jak przekonać do siebie Jasie. Posłała więc Brennie spojrzenie, mówiące "pomóż".
- Daj nam szansę, proszę - spróbowała jednak jakoś pociągnąć ducha za język, metaforycznie.
Zeszła zaraz za Brenną, ostrożnie i bardzo powoli. Nie chciała spaść, bo znając jej szczęście, pewnie by sobie coś złamała. A naprawdę chciała rozwiązać tę zagadkę, cholera jasna. Ta tajemnica nie dawała jej spać od kilku tygodni - gdyby nie eliksiry, to najpewniej wyzionęłaby (hehe) ducha ze zmęczenia. Quirke jednak, w przeciwieństwie do Brenny, nie skanowała otoczenia w poszukiwaniu śladów. Nie miała tego odruchu i po prostu skupiła się na tym, żeby się nie zabić. Jednak podskoczyła, na szczęście już na stabilnym gruncie, gdy Longbottom podniosła głos. W sumie faktycznie nie było sensu się skradać, ale skoro Brenna wspominała że być może duch może być zły, to... Czy nie lepiej byłoby się najpierw rozejrzeć?
- Jasie? - Olivia zamrugała, nie do końca wiedząc, na co w tej chwili patrzyła. To nie był Dylan, to na pewno. Kobieta, którą miały przed sobą, była Jasie sprzed lat, tą ze wspomnień przed chorobą. Była zjawą, uwięzioną duszą, która również została tu uwięziona. - Tak, znalazłyśmy wspomnienia.
Quirke przestąpiła nerwowo z nogi na nogę, rozglądając się. Na razie nie widziała Dylana, więc... Zniknął? Och, żeby to nie było tak, że udało jej się go uwolnić, a sama wpadła w pułapkę. To dopiero byłoby nieszczęście.
- My... Przyszłyśmy w sumie pomóc Dylanowi. Wam! Nie wiedziałyśmy, że też tu utkniesz - powiedziała cicho, unosząc lekko różdżkę, by oświetlić szarą, półprzezroczystą postać. Posłała jej przyjazny uśmiech, na który Jasie jednak nie odpowiedziała.
- To miło z waszej strony, ale nie uda się wam - powiedziała cicho, unosząc się miękko nad podłogą. Wyglądała tak, jak przed laty. Ciekawe. Nie uśmiechała się, nie wyglądała też na kogoś, kto byłby skory do rozmów. Ale skoro nie odpłynęła w ciemność, to chyba miały szansę? Tylko że Olivia nie bardzo wiedziała, jak przekonać do siebie Jasie. Posłała więc Brennie spojrzenie, mówiące "pomóż".
- Daj nam szansę, proszę - spróbowała jednak jakoś pociągnąć ducha za język, metaforycznie.