13.03.2024, 12:17 ✶
Brennę ta cała sprawa dręczyła trochę mniej - głównie dlatego, że dotyczyła duchów i ludzi dawno umarłych, a tu i teraz toczyła się wojna. Ona zaś nie patrzyła na nią z ubocza, pracując tu, gdzie pracowała i należąc do tej konkretnej rodziny, była wciągnięta w sam jej środek. Jej myśli zaprzątało więc wiele rzeczy, ale jednak nie zapomniała o Dylanie i pannie Jasmine Fitzroy, a także o klejnotach, których poszukiwała. Wrodzona ciekawość sprawiała, że chciała odpowiedzi - pewien pragmatyzm, nabyty gdzieś w toku dorastania z kolei popychał ku nadziei, że niczego i nikogo tutaj nie znajdą, że cała historia dawno temu doczekała się finału. Bo przeczuwała, że jeżeli jest inaczej, będą tutaj miały pewien kłopot. Olivia będzie chciała koniecznie doprowadzić sprawę do końca, a samą Brennę czeka dylemat pomiędzy "właściwie to nie mam na to czasu" a "chyba nie umiem inaczej".
Pojawienie się Jasie przyjęła z pewnym zaskoczeniem, ale tylko dlatego, że spodziewała się raczej Dylana. I z odrobiną rezygnacji.
- Coś cię uwięziło? - spytała, trochę podejrzliwie, spoglądając najpierw na kobietę - tę samą, którą znały ze wspomnień - a potem rozglądając się po pomieszczeniu. Bo jeżeli Dylana tu nie było, a ona tak, to może tak jakby zajęła jego miejsce, a Brennie niezbyt się to podobało...
- Sama nie chciała odejść.
Tym razem przemówił męski głos i zmaterializowała się druga, półprzezroczysta sylwetka, która podfrunęła do Jasmine. Chłopak i dziewczyna, oboje wiecznie młodzi i martwi, emanujący chłodem Limbo, obserwowali swoich żywych gości. A Brenna stała przez chwilę, po prostu na nich patrząc. Wyłapała błagalne spojrzenie Olivii i z westchnieniem pełnym rezygnacji usiadła na najniższym stopniu schodów. Po chwili z plecaka wyciągnęła notek oraz rysik.
– Jeśli nam się nie uda, nie wasz problem, prawda? Zresztą nie gwarantuję rezultatów, a na pewno nie w sierpniu, sierpień mam już trochę zapchany, kilka pilnych spraw w Ministerstwie, a Olivia też na pewno zrobiła parę planów… To teraz po kolei, na początek poproszę o pana dane, imię, nazwisko, najlepiej też ostatnie miejsce zamieszkania, datę narodzin i datę śmierci. W przypadku pani Jasmine to nie będzie konieczne, tutaj już wszystko mamy. A potem opis tego naszyjnika, przez który pan utknął w świecie żywych, możliwie dokładny, nie chciałabym zostać przeklęta przez jakąś fałszywkę – wyrecytowała rzeczowym tonem, po czym uniosła wzrok na duchy. Oba zdawały się co najmniej skonsternowane takim zachowaniem, a Brenna posłała im nieco zakłopotany uśmiech. – Przepraszam, przyzwyczajenia z pracy. Ale może jednak zaczniemy? Chyba że planujecie zostać tutaj na wieczność z powodu niedokończonych spraw?
Pojawienie się Jasie przyjęła z pewnym zaskoczeniem, ale tylko dlatego, że spodziewała się raczej Dylana. I z odrobiną rezygnacji.
- Coś cię uwięziło? - spytała, trochę podejrzliwie, spoglądając najpierw na kobietę - tę samą, którą znały ze wspomnień - a potem rozglądając się po pomieszczeniu. Bo jeżeli Dylana tu nie było, a ona tak, to może tak jakby zajęła jego miejsce, a Brennie niezbyt się to podobało...
- Sama nie chciała odejść.
Tym razem przemówił męski głos i zmaterializowała się druga, półprzezroczysta sylwetka, która podfrunęła do Jasmine. Chłopak i dziewczyna, oboje wiecznie młodzi i martwi, emanujący chłodem Limbo, obserwowali swoich żywych gości. A Brenna stała przez chwilę, po prostu na nich patrząc. Wyłapała błagalne spojrzenie Olivii i z westchnieniem pełnym rezygnacji usiadła na najniższym stopniu schodów. Po chwili z plecaka wyciągnęła notek oraz rysik.
– Jeśli nam się nie uda, nie wasz problem, prawda? Zresztą nie gwarantuję rezultatów, a na pewno nie w sierpniu, sierpień mam już trochę zapchany, kilka pilnych spraw w Ministerstwie, a Olivia też na pewno zrobiła parę planów… To teraz po kolei, na początek poproszę o pana dane, imię, nazwisko, najlepiej też ostatnie miejsce zamieszkania, datę narodzin i datę śmierci. W przypadku pani Jasmine to nie będzie konieczne, tutaj już wszystko mamy. A potem opis tego naszyjnika, przez który pan utknął w świecie żywych, możliwie dokładny, nie chciałabym zostać przeklęta przez jakąś fałszywkę – wyrecytowała rzeczowym tonem, po czym uniosła wzrok na duchy. Oba zdawały się co najmniej skonsternowane takim zachowaniem, a Brenna posłała im nieco zakłopotany uśmiech. – Przepraszam, przyzwyczajenia z pracy. Ale może jednak zaczniemy? Chyba że planujecie zostać tutaj na wieczność z powodu niedokończonych spraw?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.