13.03.2024, 19:24 ✶
Erik był na co dzień opanowany i spokojny, jednak nawet on miewał chwilę słabości, gdy ulegał tym mroczniejszym instynktom. Uśmiechnął się wrednie, gdy ujrzał zaskoczenie malujące się na twarzy Nory. Nie uważał się za zawistnego faceta, jednak w stosunku do panny Figg pozwalał sobie na nieco więcej, niż chociażby siostry czy kuzynek. W końcu ona również nie szczędziła mu żartów, które czasem bywały wyjątkowo kłujące. A czasem trzeba było odpłacić pięknym za nadobne.
— Zgadza się, w tamtych rocznikach nie było drugiej tak uroczej istotki — wyznał z niezachwianą pewnością siebie. Nie załapał się nigdy na stanowisko prefekta czy prefekta naczelnego, jednak Nora została przez Dumbledore'a bardzo dobrze obsadzona. Dobroduszna, sumienna i przywiązująca dużą wagę do swoich obowiązków. Ideał prefekta. — Hufflepuff nie mógł sobie wyobrazić lepszej reprezentantki.
Nieoczekiwanie, głośne kichnięcie rozdarło powietrze, sprawiając, że Longbottom momentalnie wytrzeszczył oczy i błyskawicznie przesunął wzrok w stronę Nory. Miał już zapytać, czy to choroba ją dopadła lub jakieś uroczenie, ale... miejsce, gdzie przed chwilą siedziała Figg, było puste. Zmarszczenie brwi Erika stawało się coraz głębsze, gdy zaczął rozglądać się na prawo i lewo, jakby spodziewał się, że Nora wyskoczy zza pobliskich krzewów lub grządek.
— Nora? — rzucił słabym głosem, zerkając nawet pod stół. — Jesteś tu?
Wstał, obchodząc stolik dookoła, niepewny, co począć. Panna Figg niezbyt lubiła się ze sztuką teleportacji, aż pewnością nie potrafiła stać się niewidzialna za pstryknięciem palca. Nie była przecież ludzką peleryną niewidką. Erik podrapał się po głowie, licząc poniekąd, że dziewczyna równie niespodziewanie, jak zniknęła, tak samo nagle się pojawi. Może coś ją stąd... Wyrwało? Przez plecy Longbottoma przeszedł dreszcz. Wywianie kogokolwiek gdziekolwiek w Dolinie Godryka nie wróżyło niczego dobrego, zwłaszcza po wichurze, jaka przetoczyła się przez Polanę Ognisk.
— Malwa! — Już miał ruszyć w stronę domu, żeby znaleźć skrzatkę, gdy ta zmaterializowała się tuż obok. Erik złapał się za serce, jednak nie skomentował jej nagłego pojawienia się u jego boku. — Skoczysz do mnie w parę miejsc. Do karczmy ''U Lizzy'', klubokawiarni Nory w Londynie i domu rodziców Nory w Little Whinging, dobrze? Sprawdzisz, czy Nora tam jest. Ona... zniknęła.
Zmarszczył brwi, zastanawiając się, jak wytłumaczyć skrzatce, co się właściwie stało. Po chwili jednak uniósł palec wskazujący do góry, jakby chciał podkreślić, że jeszcze nie skończył.
— Jeśli jej nie znajdziesz, masz prawo zawiadomić o tym Brennę. Ale tylko, jeśli nie znajdziesz Nory. Ah! No i jeśli na nią wpadniesz, to przekaż, żeby wysłała list — ostrzegł skrzatkę, a gdy ta oddaliła się, aby wykonać zalecenia, Erik wrócił na swoje krzesełko.
Na Merlina, co za dzień. A jeszcze się nawet nie skończył.
— Zgadza się, w tamtych rocznikach nie było drugiej tak uroczej istotki — wyznał z niezachwianą pewnością siebie. Nie załapał się nigdy na stanowisko prefekta czy prefekta naczelnego, jednak Nora została przez Dumbledore'a bardzo dobrze obsadzona. Dobroduszna, sumienna i przywiązująca dużą wagę do swoich obowiązków. Ideał prefekta. — Hufflepuff nie mógł sobie wyobrazić lepszej reprezentantki.
Nieoczekiwanie, głośne kichnięcie rozdarło powietrze, sprawiając, że Longbottom momentalnie wytrzeszczył oczy i błyskawicznie przesunął wzrok w stronę Nory. Miał już zapytać, czy to choroba ją dopadła lub jakieś uroczenie, ale... miejsce, gdzie przed chwilą siedziała Figg, było puste. Zmarszczenie brwi Erika stawało się coraz głębsze, gdy zaczął rozglądać się na prawo i lewo, jakby spodziewał się, że Nora wyskoczy zza pobliskich krzewów lub grządek.
— Nora? — rzucił słabym głosem, zerkając nawet pod stół. — Jesteś tu?
Wstał, obchodząc stolik dookoła, niepewny, co począć. Panna Figg niezbyt lubiła się ze sztuką teleportacji, aż pewnością nie potrafiła stać się niewidzialna za pstryknięciem palca. Nie była przecież ludzką peleryną niewidką. Erik podrapał się po głowie, licząc poniekąd, że dziewczyna równie niespodziewanie, jak zniknęła, tak samo nagle się pojawi. Może coś ją stąd... Wyrwało? Przez plecy Longbottoma przeszedł dreszcz. Wywianie kogokolwiek gdziekolwiek w Dolinie Godryka nie wróżyło niczego dobrego, zwłaszcza po wichurze, jaka przetoczyła się przez Polanę Ognisk.
— Malwa! — Już miał ruszyć w stronę domu, żeby znaleźć skrzatkę, gdy ta zmaterializowała się tuż obok. Erik złapał się za serce, jednak nie skomentował jej nagłego pojawienia się u jego boku. — Skoczysz do mnie w parę miejsc. Do karczmy ''U Lizzy'', klubokawiarni Nory w Londynie i domu rodziców Nory w Little Whinging, dobrze? Sprawdzisz, czy Nora tam jest. Ona... zniknęła.
Zmarszczył brwi, zastanawiając się, jak wytłumaczyć skrzatce, co się właściwie stało. Po chwili jednak uniósł palec wskazujący do góry, jakby chciał podkreślić, że jeszcze nie skończył.
— Jeśli jej nie znajdziesz, masz prawo zawiadomić o tym Brennę. Ale tylko, jeśli nie znajdziesz Nory. Ah! No i jeśli na nią wpadniesz, to przekaż, żeby wysłała list — ostrzegł skrzatkę, a gdy ta oddaliła się, aby wykonać zalecenia, Erik wrócił na swoje krzesełko.
Na Merlina, co za dzień. A jeszcze się nawet nie skończył.
Koniec sesji
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞