13.03.2024, 21:10 ✶
– Oj, nie, nie, to tak nie działa, tata mi zawsze mówił, żeby nie ulegać szantażystom, a mama zawsze wtedy mówiła, że to ja mam szantażować innych, nie odwrotnie… Więc, tak, wiem, zdania nie zaczyna się od więc… Isaac, jeśli zniszczysz te dynie, obawiam się, że pozostanie mi tylko jedno – westchnęła Brenna, spoglądając ku niemu. Zmrużyła lekko ciemne oczy, jedną dłoń podpierając na leżącej obok niej dyni, a drugą wymachując różdżką: nie rzucała zaklęć, raczej podkreślała gestykulacją powagę swoich słów. Brenna miała pewne trudności z usiedzeniem na miejscu, a że teraz tkwiła na dość wąskim gzymsie, to w efekcie siedzieć we względnym bezruchu musiała i pozostawała jej tylko ta gestykulacja… – Będę musiała c i e b i e zamienić w dynię, taką wielką, żeby zastąpiła wszystkie, które zniszczysz i posłużyła jako odpowiedni element dekoracji. A ja jestem naprawdę niezła z transmutacji – ostrzegła z poważną miną, jakby naprawdę rozważała zamianę Bagshota w bardzo wielką dynię, aby zapewnić odpowiednią oprawę Nocy Duchów w Wieży Gryffindoru.
– Ojej, a ty chyba lubisz historię magii? To będzie bardzo przykre, jak tę książkę stracisz, bo wiesz, jak ta dynia się rozwali, to jak nic całą ci zapaskudzi. I jeszcze w środku są magiczne płomyczki, to może nawet ją podpalą? A jak podpalisz książkę, to jak nic trzeba będzie dać ci szlaban i… – Tu urwała.
I z tej całej gestykulacji różdżką machnęła nią w stronę książki, przywołując do siebie podręcznik.
Dobre wieści dla Brenny: czar zadziałał i zdołała przywołać księgę.
Złe wieści dla Brenny: zaklęcie nie zadziałało do końca tak, jak tego chciała, i bardzo ciężka książka, zamiast wylądować jej na kolanach, z dużym impetem walnęła ją prosto w nos. Zaskoczona Brenna wprawdzie odruchowo złapała wolumin, ale siła uderzenia i nagły ruch sprawiły, że zwaliła się z gzymsu prosto przed palenisko.
– O szlag – podsumowała sytuację, czując, że z rozwalonego nosa zaczyna skapywać jej krew. – Teraz to poczułam tę słynną wagę historii…
– Ojej, a ty chyba lubisz historię magii? To będzie bardzo przykre, jak tę książkę stracisz, bo wiesz, jak ta dynia się rozwali, to jak nic całą ci zapaskudzi. I jeszcze w środku są magiczne płomyczki, to może nawet ją podpalą? A jak podpalisz książkę, to jak nic trzeba będzie dać ci szlaban i… – Tu urwała.
I z tej całej gestykulacji różdżką machnęła nią w stronę książki, przywołując do siebie podręcznik.
Dobre wieści dla Brenny: czar zadziałał i zdołała przywołać księgę.
Złe wieści dla Brenny: zaklęcie nie zadziałało do końca tak, jak tego chciała, i bardzo ciężka książka, zamiast wylądować jej na kolanach, z dużym impetem walnęła ją prosto w nos. Zaskoczona Brenna wprawdzie odruchowo złapała wolumin, ale siła uderzenia i nagły ruch sprawiły, że zwaliła się z gzymsu prosto przed palenisko.
– O szlag – podsumowała sytuację, czując, że z rozwalonego nosa zaczyna skapywać jej krew. – Teraz to poczułam tę słynną wagę historii…
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.