—19/08/1972—
Dolina Godryka, Zagajnik
Thomas Hardwick & Geraldine Yaxley
Miała ochotę się wystroić, odwalić tak, żeby opadła mu szczęka, kiedy ją zobaczy, ale szli do lasu, a to nieco komplikowało sprawę. Nie chciała, żeby szyszki, czy igły, czy cokolwiek innego wbijało jej się w tyłek, kiedy usiądą na ziemi. Nie wiedzieć czemu zakładała, że usiądą. Postawiła więc na ubiór bardzo standardowy dla siebie, swoje trapery ze smoczej skóry, skórzane spodnie i koszulę, pewnie po którymś z jej byłych lub aktualnych współlokatorów, przyjaciół, chłopaków, czy brata. Wyglądała znośnie, włosy zostawiła rozpuszczone, co było dla niej raczej nietypowe.
Nie przyleciała w miejsce spotkania na miotle, mieli spożywać alkohol, Thomas był stróżem prawa, wolała przy nim nie wracać pijana na miotle do siebie. Teleportowała się więc do Doliny, jako, że był to jeden z łatwiejszych sposobów transportu, o tym, jak wróci i czy wróci jeszcze nie myślała. Zabrała ze sobą plecak, w którym miała kilka paczek fajek - obawiała się, że może jej ich zabraknąć, sztylet, bo nie ruszała się bez broni i butelkę whisky, żeby przypadkiem nie zabrakło im alkoholu
Trochę obawiała się tego spotkania, bała się, że może zareagować na jego obecność nieco zbyt emocjonalnie. Nie widzieli się w końcu od dawna, ledwie dwa dni temu do niego napisała, a dzisiaj mieli się zobaczyć. Trochę rozczarowała się tym, że do niej nie napisał, że nie wspomniał o tym, że zniknie. Szczególnie, że dał jej nadzieję, może źle odebrała jego listy? Było to prawdopodobne, chociaż z tych kolejnych, ostatnich wynikało, że było mu głupio. Wolała to przegadać, żeby nie było między nimi żadnych niedopowiedzeń.
Dlatego też więc stała przed ścieżką do lasu. Słońce powoli zbliżało się ku zachodowi, wsadziła sobie peta w usta i go odpaliła, najłatwiejszy sposób, aby poradzić sobie z nerwami.
Oparła się o drzewo i czekała. Nie miała pojęcia z której strony nadejdzie, nasłuchiwała jednak, a słuch miała naprawdę bardzo wrażliwy, w końcu była łowcą potworów.