— Dora nie masz za co przepraszać. — odparła natychmiast, kręcąc głową. — I w żadnym razie nie psujesz mi przyjęcia, dobrze wiesz, jakie mam nastawienie do tego typu rozrywek. Już wolałabym po raz kolejny zdawać OWUTemy z eliksirów.
Uśmiechnęła się lekko, nadal spoglądając na przyjaciółkę z troską w oczach. W tymże momencie dla Ferny najważniejsze było, żeby być przy Dorze i upewnić się, że wszystko z nią w porządku.
— Borginów? — zmarszczyła brwi, nie łącząc jeszcze faktów lub też po prostu nie wiedziała o problemach rodzinnych, z którymi borykała się Menodora.
Odebrała od skrzata drugą szklankę wody, ale od razu odstawiła ją na kuchenny blat. Po tym splotła ramiona na piersi i spytała pannę Crawley.
— Co Borgini mają do Twojej osoby? Nie mów, że pomyliłaś składniki maści i któremuś z nich wyskoczyły królicze uszy albo szczurzy nos?
Zaśmiała się, bo podobne rzeczy spotykały Camerona podczas wspólnych eksperymentów z eliksirami w Hogwarcie. Zaraz jednak spoważniała, bo Menodora w żadnym razie nie podzielała jej wesołości.
— Dora, co się stało?
Pytanie było ciche i podkreślone przez natarczywe, ale zmartwione spojrzenie Paprotki.