Mężczyzna dobrze uczynił, opuszczając ten sklep, nie robiąc więcej hałasu. Nicholas odprowadził go spojrzeniem tak długo, aż go nie stracił z oczu, czyli za drzwiami tego lokalu. Przeniósł spojrzenie na podłogę, widząc bardziej rozdeptaną substancję, pozostawiającą ślady podeszwy obuwia klienta, który przed chwilą wyszedł. Westchnął cicho i skierował zaraz poważne dość i chłodne spojrzenie na rozmawiających ze sobą Rodolphusa z właścicielką tego sklepu.
Słyszał, że temat zahaczył o jego osobę. Nic się jednak nie odezwał. Stał wciąż z tyłu ze swoim chłodnym spojrzeniem, lustrując kobietę. Czekał aż, kolega odbierze te zamówione eliksiry, żeby mogli już opuścić to miejsce i udać się dalej. Czas Nicholas miał trochę ograniczony, choć daleko było do samego wieczora.
Wszystko w dalszej części rozgrywało się w dobrej kolejności, ale do momentu, kiedy Lestrange z czymś się nie zgadzał. Nicholas uniósł brew ku górze, kiedy padły słowa odnośnie jego butów. To teraz będzie targować się o zadośćuczynienie za jego obuwie?
Travers spojrzał na swoje buty, wyczyścił jej zaklęciem, ale nie był i tak do końca pewny tego, czy substancja nie zaczęła ich zżerać od innej strony. Bądź zdążyła już częściowo wsiąknąć.
Odpowiedział, przenosząc tak samo chłodne spojrzenie na niejaką Milly.
- Nie mam jednak pojęcia, co to była za substancja i czy istnieje ryzyko zniszczenia obuwia z biegiem czasu.
Odezwał się ze spokojem. Dziwnym na tę chwilę opanowaniem. Mimo iż wcześniej wzięła go irytacja. To teraz było mu może wszystko jedno? Pociągnął temat wyjaśnienia, jeżeli Rodolphus zamierzał tę grę ciągnąć dalej. Pytanie, do jakiego momentu? Co w tutaj kombinował? Co chciał osiągnąć?