14.03.2024, 03:28 ✶
Alkohol, zimno powietrza i frustracja jaką czuł skutecznie odwracały jego uwagę od innych przemyśleń, jak dziwne uczucie wynikające z przypadku. Na pewno w innych okolicznościach zmartwiłby się niska temperaturą kompana. Problemy z krążeniem? Strach wtargnięciem obcego do rozmowy? Nie, to nie miało sensu, ale nie myślał teraz o tym, akceptując wszystkie rozwiązania na raz i płynnie przechodząc chwiejnym krokiem do dalszych ważnych do omówienia kwestii.
Otworzył usta chcąc się wypowiedzieć na temat pozytywki i wtedy jeden się wtrącił w pytanie, w sumie wyjaśniając obawy wilkołaka lepiej niż on sam by to zrobił, aż na sekundę stracił wątek, szczególnie gdy dostał ofertę spowiedzi.
-Oj, za dużo się zebrało do spowiedzi, teraz to mi głupio iść do kościoła.-zaśmiał się.-Z resztą tragedia już się zaczęła...-dodał podnosząc opatrzoną dłoń.-...teraz tylko czekając na kontynuację.-uśmiechnął się, choć w oczach było zmęczenie, a nie rozbawienie czy radość. Spowiadać się nie miał zamiaru zarówno w problemów, jak i grzechów, choć może byłoby to tańsze niż chodzenie do Perseusa, który przecież jest też lekarzem Morpheusa. Kiedyś prawda wyjdzie na jaw i się psychiatra zdziwi, że działał na dwa fronty, choć czy na pewno? Neil pytał o rady jeśli chodzi o złamane serce, ale teraz wiedział doskonale, że Morpheus nawet nie kręcił się blisko dookoła jego tematu, w końcu mężczyzna nie miał z wilkołakiem problemu, żadne dylematy nie zaprzątały jego głowy, ani jedna myśl czy dobrze robi nie przepływała przez jego umysł gdy się spotykali. W tej relacji tylko jedna osoba się męczyła za każdym razem z uśmiechem godząc się na bawienie się sobą.
Popatrzył skonfundowany na jednego i drugiego, dziwiąc się skąd nagle takie pytania. Pierwszemu pokiwał, a drugiemu już wypadało odpowiedzieć słownie.
-Jeśli ktoś o to prosi, ale na każdego działa coś innego, czasami trzeba trochę poszukać.-mięta, jodła, cytryna.-Choć głównie zajmuję się ziołami na uspokojenie, kadzidła, maści na rany i piękno... Olejki na sen, świece.-wymieniał, a wątek z każdym słowem coraz bardziej się mu rozmywał. Kwintesencje chyba jednak przekazał.
Westchnął, chciał cicho, ale wyszło głośno i mało dyskretnie.
-Pewnie tak...-zabujał nogami wyciągniętymi przed siebie, gładząc trzymany w dłoniach szal.-Nie lubię takich imprez...-zamarudził, patrząc na budynek.-Wolałbym spotkanie w kawiarni i pogaduchy. Wszyscy są pijani... Może faktycznie jestem za młody, żeby to zrozumieć.-mówił, dopiero po chwili reflektując się, że debatuje ze sobą na głos. Opuścił wzrok na szal, na dłoń, na kolana i buty. Był zmęczony, a nawet ani razu nie zabujał się w rytm melodii. Chciał do domu, a nawet nie pojedzie tam, bo jest pijany. Słyszał o ofercie spania w warowni, jednak zdecydowanie bardziej wolał swój samochód.
Otworzył usta chcąc się wypowiedzieć na temat pozytywki i wtedy jeden się wtrącił w pytanie, w sumie wyjaśniając obawy wilkołaka lepiej niż on sam by to zrobił, aż na sekundę stracił wątek, szczególnie gdy dostał ofertę spowiedzi.
-Oj, za dużo się zebrało do spowiedzi, teraz to mi głupio iść do kościoła.-zaśmiał się.-Z resztą tragedia już się zaczęła...-dodał podnosząc opatrzoną dłoń.-...teraz tylko czekając na kontynuację.-uśmiechnął się, choć w oczach było zmęczenie, a nie rozbawienie czy radość. Spowiadać się nie miał zamiaru zarówno w problemów, jak i grzechów, choć może byłoby to tańsze niż chodzenie do Perseusa, który przecież jest też lekarzem Morpheusa. Kiedyś prawda wyjdzie na jaw i się psychiatra zdziwi, że działał na dwa fronty, choć czy na pewno? Neil pytał o rady jeśli chodzi o złamane serce, ale teraz wiedział doskonale, że Morpheus nawet nie kręcił się blisko dookoła jego tematu, w końcu mężczyzna nie miał z wilkołakiem problemu, żadne dylematy nie zaprzątały jego głowy, ani jedna myśl czy dobrze robi nie przepływała przez jego umysł gdy się spotykali. W tej relacji tylko jedna osoba się męczyła za każdym razem z uśmiechem godząc się na bawienie się sobą.
Popatrzył skonfundowany na jednego i drugiego, dziwiąc się skąd nagle takie pytania. Pierwszemu pokiwał, a drugiemu już wypadało odpowiedzieć słownie.
-Jeśli ktoś o to prosi, ale na każdego działa coś innego, czasami trzeba trochę poszukać.-mięta, jodła, cytryna.-Choć głównie zajmuję się ziołami na uspokojenie, kadzidła, maści na rany i piękno... Olejki na sen, świece.-wymieniał, a wątek z każdym słowem coraz bardziej się mu rozmywał. Kwintesencje chyba jednak przekazał.
Westchnął, chciał cicho, ale wyszło głośno i mało dyskretnie.
-Pewnie tak...-zabujał nogami wyciągniętymi przed siebie, gładząc trzymany w dłoniach szal.-Nie lubię takich imprez...-zamarudził, patrząc na budynek.-Wolałbym spotkanie w kawiarni i pogaduchy. Wszyscy są pijani... Może faktycznie jestem za młody, żeby to zrozumieć.-mówił, dopiero po chwili reflektując się, że debatuje ze sobą na głos. Opuścił wzrok na szal, na dłoń, na kolana i buty. Był zmęczony, a nawet ani razu nie zabujał się w rytm melodii. Chciał do domu, a nawet nie pojedzie tam, bo jest pijany. Słyszał o ofercie spania w warowni, jednak zdecydowanie bardziej wolał swój samochód.