14.03.2024, 15:18 ✶
- Cóż... - przyjrzał jej się, jakby próbował w czasie rzeczywistym ocenić i przypomnieć sobie, jak bardzo była kojarzona jej twarz. Po prawdzie to jeszcze chwilę wcześniej, kiedy ją do tej taksówki ciągnął, to nawet przez chwilę nie wziął pod uwagę, że mieli koniec lipca, a przez cały maj i czerwiec gazety tonęły w doniesieniach na temat Beltane i zimnych. No i jeszcze te cholerne rankingi, w których obydwoje się znaleźli, chociaż wątpił żeby ścigany czarnoksiężnik czytał sobie Czarownicę do porannej kawy. Chociaż w sumie, kto go tam w ogóle wiedział? Może był fanem akurat tego typu gazetek. - Miejmy nadzieję, że za dużo nie czyta gazet? - zaryzykował, wzruszając ramionami. Mogliby niby spróbować uciec się do jakiejś magii maskującej czy innej transmutacji, ale byli w środku niemagicznego Londynu i do tego w mugolskiej taksówce, więc chwilowo o tkwiącej w kieszeni różdżce, to mógł sobie co najwyżej ciepło pomyśleć.
Bulstrode też bardzo chciał uniknąć całego tego zamieszania z amnezjatorami, bo po pierwsze - absolutnie ładnie by to nie wyglądało w jego papierach, że zamiast po cichu zweryfikować że typ faktycznie pojawił się w Londynie, to dał się zauważyć i wdał w potyczkę, a po drugie - była to dodatkowa papierkowa robota, której absurdalnie wręcz nienawidził. Pozostawało im mieć nadzieję, że nie będą wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń.
O co całkiem ciężko, kiedy ktoś postanowi się wbić w pojazd, którym właśnie podróżowali.
Nie był pewien, czy kiedykolwiek wcześniej doświadczył samochodowej kraksy, ale zdecydowanie nie należało to do najprzyjemniejszych uczuć pod słońcem. Taksówką szarpnęło i całe szczęście że oboje mieli zapięte pasy, bo pewnie polecieliby w środku niczym szmaciane laleczki. Bulstrode stęknął, kiedy pas zablokował się, utrzymując go w miejscu i w sumie to chyba nic mu nie było, oprócz tego że w coś uderzył ręką.
Taksówkarz wrzasnął coś, by zaraz wyskoczyć z uszkodzonego pojazdu i ruszyć do bitwy słownej z kierowcą odpowiedzialnym za karambol. Bulstrode natomiast odpiął swoje pasy i spojrzał na siedzenie obok siebie, przyglądając się uważnie Longbottom.
- Ej, jesteś cała? - zapytał, ją również uwalniając i kładąc na moment rękę na ramieniu, żeby móc lepiej ocenić jej stan. Wyglądało jednak na to, że absolutnie nic jej nie było. No, może oprócz tego, że początkowo wydawała się odrobinę zamroczona, co zrzucił na to, że musiała uderzyć głową w szybę. - Chodź, zajechał do motelu, więc może zobaczymy co tam robi - otworzył drzwi i wygrzebał się z samochodu, pomagając zaraz Brennie zrobić to samo, bo nawet jeśli jego spojrzenie co chwila uciekało w stronę zjazdu do motelu, to mimo wszystko nie chciał żeby okazało że to jej uderzenie w głowe okazało się poważniejsze niż na jakie wyglądało.
Ale chyba stała na nogach całkiem pewnie i nie chwiała się, co z pewnym zadowoleniem skonstatował, zaraz po tym jak otaksował ją badawczym spojrzeniem. Znaczyło, że mogła bez problemu chodzić i zaraz się nie przeleje przez ręce. To nie tak, że jakoś w nią wątpił, ale aż za dużo napatrzył się, co walnięcie w głowę, nawet pozornie niegroźne robi z człowiekiem. Co prawda zazwyczaj był to tłuczek, a nie wypadek samochodowy, ale wciąż. Dlatego pociągnął ja dalej. Przeszli przez ulicę, wkraczając na chodnik akurat, jak pan taksówkarz wszedł na jakiś nowy poziom oburzonego krzyku, a potem zamachnął się pięścią w stronę swojego rozmówcy. Ktoś krzyknął, ktoś próbował tę szarpaninę udaremnić, ale w każdym razie - to ona właśnie zajmowała teraz większość uwagi ewentualnych przechodniów.
Taksówka, które wcześniej zajechała do motelu, wioząc w sobie podejrzanego, minęła Brennę i Atreusa na wyjeździe z alejki, już pusta. Idąc dalej, mogli zauważyć, że blondyn, którego aktualnie śledzili, odszedł od budyneczku, nad którego okienkiem wesoło wisiał szyld z napisem 'recepcja'. Bulstrode nie kwapił się zbytnio, żeby wynajmować jakikolwiek pokój, licząc trochę na to, że wystarczyło zlokalizować w którym to zaszył się mężczyzna i głosić to falami. Żeby jednak ruszyć za nim, musieli przejść koło tego okienka, a wtedy doszedł ich wesolutki głos siedzącej tam kobiety, która brzmiała jakby nie brała sprzeciwu pod uwagę.
- Dzień dobry!! Jaka z was urocza para. Widzę, że szukacie pokoju, a szczycimy się jakością usług i mamy coś wręcz idealnego dla państwa. Jakie nazwisko?
Bulstrode też bardzo chciał uniknąć całego tego zamieszania z amnezjatorami, bo po pierwsze - absolutnie ładnie by to nie wyglądało w jego papierach, że zamiast po cichu zweryfikować że typ faktycznie pojawił się w Londynie, to dał się zauważyć i wdał w potyczkę, a po drugie - była to dodatkowa papierkowa robota, której absurdalnie wręcz nienawidził. Pozostawało im mieć nadzieję, że nie będą wzbudzać jakichkolwiek podejrzeń.
O co całkiem ciężko, kiedy ktoś postanowi się wbić w pojazd, którym właśnie podróżowali.
Nie był pewien, czy kiedykolwiek wcześniej doświadczył samochodowej kraksy, ale zdecydowanie nie należało to do najprzyjemniejszych uczuć pod słońcem. Taksówką szarpnęło i całe szczęście że oboje mieli zapięte pasy, bo pewnie polecieliby w środku niczym szmaciane laleczki. Bulstrode stęknął, kiedy pas zablokował się, utrzymując go w miejscu i w sumie to chyba nic mu nie było, oprócz tego że w coś uderzył ręką.
Taksówkarz wrzasnął coś, by zaraz wyskoczyć z uszkodzonego pojazdu i ruszyć do bitwy słownej z kierowcą odpowiedzialnym za karambol. Bulstrode natomiast odpiął swoje pasy i spojrzał na siedzenie obok siebie, przyglądając się uważnie Longbottom.
- Ej, jesteś cała? - zapytał, ją również uwalniając i kładąc na moment rękę na ramieniu, żeby móc lepiej ocenić jej stan. Wyglądało jednak na to, że absolutnie nic jej nie było. No, może oprócz tego, że początkowo wydawała się odrobinę zamroczona, co zrzucił na to, że musiała uderzyć głową w szybę. - Chodź, zajechał do motelu, więc może zobaczymy co tam robi - otworzył drzwi i wygrzebał się z samochodu, pomagając zaraz Brennie zrobić to samo, bo nawet jeśli jego spojrzenie co chwila uciekało w stronę zjazdu do motelu, to mimo wszystko nie chciał żeby okazało że to jej uderzenie w głowe okazało się poważniejsze niż na jakie wyglądało.
Ale chyba stała na nogach całkiem pewnie i nie chwiała się, co z pewnym zadowoleniem skonstatował, zaraz po tym jak otaksował ją badawczym spojrzeniem. Znaczyło, że mogła bez problemu chodzić i zaraz się nie przeleje przez ręce. To nie tak, że jakoś w nią wątpił, ale aż za dużo napatrzył się, co walnięcie w głowę, nawet pozornie niegroźne robi z człowiekiem. Co prawda zazwyczaj był to tłuczek, a nie wypadek samochodowy, ale wciąż. Dlatego pociągnął ja dalej. Przeszli przez ulicę, wkraczając na chodnik akurat, jak pan taksówkarz wszedł na jakiś nowy poziom oburzonego krzyku, a potem zamachnął się pięścią w stronę swojego rozmówcy. Ktoś krzyknął, ktoś próbował tę szarpaninę udaremnić, ale w każdym razie - to ona właśnie zajmowała teraz większość uwagi ewentualnych przechodniów.
Taksówka, które wcześniej zajechała do motelu, wioząc w sobie podejrzanego, minęła Brennę i Atreusa na wyjeździe z alejki, już pusta. Idąc dalej, mogli zauważyć, że blondyn, którego aktualnie śledzili, odszedł od budyneczku, nad którego okienkiem wesoło wisiał szyld z napisem 'recepcja'. Bulstrode nie kwapił się zbytnio, żeby wynajmować jakikolwiek pokój, licząc trochę na to, że wystarczyło zlokalizować w którym to zaszył się mężczyzna i głosić to falami. Żeby jednak ruszyć za nim, musieli przejść koło tego okienka, a wtedy doszedł ich wesolutki głos siedzącej tam kobiety, która brzmiała jakby nie brała sprzeciwu pod uwagę.
- Dzień dobry!! Jaka z was urocza para. Widzę, że szukacie pokoju, a szczycimy się jakością usług i mamy coś wręcz idealnego dla państwa. Jakie nazwisko?