14.03.2024, 16:04 ✶
Zimno przebiegało z sarnami pomiędzy drzewami. Niektóre liście poddawały się spadając na ziemię dookoła nich porośniętą przez kładącą się co chwila trawę. Gałęzie mogły spaść im na głowy, to było coraz bardziej prawdopodobne, piorun mógł już na nich polować, ale jak tu się bać natury, gdy siedzi się u boku Króla Kniei?
Zacisnął usta.
-Chciałem po prostu zrobić smakową wódkę, co niej wrzuca się jak najświeższe owoce i zioła.-nie miał zamiaru jej pić, naprawdę, chciał jedynie pomyśleć w ciszy, pomarzyć, że w środku polany znajduje go nie uroczy pająk, a Morpheus we własnej osobie, że kolejna wizja go dotknęła, że zachęcony nią wyjdzie na spotkanie. Nie było ani wizji, ani chęci, ani Morpheusa.
Zerknął na niego gdy przekonywał go dalej, choć już na swój sposób się zgodził, jednak racja, mężczyzna wtedy na niego nie patrzył, mógł nie zauważyć, dając mu teraz więcej argumentów i czasu na myślenie.
-Nie, mieszkam w Londynie, przyjeżdżam tu czasami, bo rodzice mieszkają kawałek stąd.-dodał, choć to była marna wymówka, bo dookoła domu rodziców też były lasy, zioła, jeziora, było wszystko co jest tu, nie musiał nigdzie jechać. Może chciał się oderwać od tego wszystkiego. Od pracy, znajomych z baru, od choroby. Tylko on, trawa i wiatr, a dzisiaj jeszcze On.
Słuchał jego opowieści, rozwleczonej, jak jelita przerabianej na kiełbasę świni, a mimo tego nie narzekał na wodolejstwo, starając się już szukać w głowie rozwiązań jego problemów. Jakie zioła i owoce można by dodać, czy nie zrobiłby się wtedy z tego po prostu alkoholizowany kompot? Czy wszystko musi być magiczne? Jakie efekty chcą osiągnąć?
Uśmiechnął się na wspomnienie potańcówki, na to co wtedy działo się w jego głowie i dzieje teraz. Czemu tak bardzo chce mu pomóc, choć nie wie o co chodzi? Sięgnął po butelkę i złapał ją tak, żeby położyć dłoń na jego dłoni.
-Pomogę wam.-odpowiedział, opuszczając wzrok z jego twarzy na butelkę.-A kaczki mają uszy.-westchnął cicho, odpowiadając na jego pytanie z zabawy, jakie dostał, a nie mógł odpowiedzieć na nie poprawnie przez działanie drinka. Zerknął na swoją rękę, na której rozprysła się pierwsza kropla deszczu. Uniósł wzrok na niebo, czując kolejne drobne uderzenia wody na włosach i ramionach, słysząc je na liściach.
-Mieszkasz daleko?-nie chciał wracać teraz do domu, bo i nie miał jak, nie miał gdzie, mógł zostać tutaj, ale spędzenie nocy pod burzowymi chmurami, w lesie przepełnionym potworami, średnio mu się uśmiechało.
Zacisnął usta.
-Chciałem po prostu zrobić smakową wódkę, co niej wrzuca się jak najświeższe owoce i zioła.-nie miał zamiaru jej pić, naprawdę, chciał jedynie pomyśleć w ciszy, pomarzyć, że w środku polany znajduje go nie uroczy pająk, a Morpheus we własnej osobie, że kolejna wizja go dotknęła, że zachęcony nią wyjdzie na spotkanie. Nie było ani wizji, ani chęci, ani Morpheusa.
Zerknął na niego gdy przekonywał go dalej, choć już na swój sposób się zgodził, jednak racja, mężczyzna wtedy na niego nie patrzył, mógł nie zauważyć, dając mu teraz więcej argumentów i czasu na myślenie.
-Nie, mieszkam w Londynie, przyjeżdżam tu czasami, bo rodzice mieszkają kawałek stąd.-dodał, choć to była marna wymówka, bo dookoła domu rodziców też były lasy, zioła, jeziora, było wszystko co jest tu, nie musiał nigdzie jechać. Może chciał się oderwać od tego wszystkiego. Od pracy, znajomych z baru, od choroby. Tylko on, trawa i wiatr, a dzisiaj jeszcze On.
Słuchał jego opowieści, rozwleczonej, jak jelita przerabianej na kiełbasę świni, a mimo tego nie narzekał na wodolejstwo, starając się już szukać w głowie rozwiązań jego problemów. Jakie zioła i owoce można by dodać, czy nie zrobiłby się wtedy z tego po prostu alkoholizowany kompot? Czy wszystko musi być magiczne? Jakie efekty chcą osiągnąć?
Uśmiechnął się na wspomnienie potańcówki, na to co wtedy działo się w jego głowie i dzieje teraz. Czemu tak bardzo chce mu pomóc, choć nie wie o co chodzi? Sięgnął po butelkę i złapał ją tak, żeby położyć dłoń na jego dłoni.
-Pomogę wam.-odpowiedział, opuszczając wzrok z jego twarzy na butelkę.-A kaczki mają uszy.-westchnął cicho, odpowiadając na jego pytanie z zabawy, jakie dostał, a nie mógł odpowiedzieć na nie poprawnie przez działanie drinka. Zerknął na swoją rękę, na której rozprysła się pierwsza kropla deszczu. Uniósł wzrok na niebo, czując kolejne drobne uderzenia wody na włosach i ramionach, słysząc je na liściach.
-Mieszkasz daleko?-nie chciał wracać teraz do domu, bo i nie miał jak, nie miał gdzie, mógł zostać tutaj, ale spędzenie nocy pod burzowymi chmurami, w lesie przepełnionym potworami, średnio mu się uśmiechało.