14.03.2024, 21:35 ✶
Prychnęła rozbawiona na jego marudzenie
– Słuchaj, z lataniem na miotle jest jak z seksem. Czasem nie chodzi o to kto doleci pierwszy... Także wiesz, oferta leży na stole. Zawsze możemy se skakać z wysokości i się translokować metr nad ziemią. – rzuciła to lekko, jakby proponowała obok partyjkę szachów czy pokera. Dopiero wyraźnie ją odprężał, chociaż zdecydowanie nie był to pierwszy, ani tym bardziej ostatni fajek tego dnia.
– I tak, nie ma umierania. Tak łatwo się nie wywiniesz od służby żołnierzu. Zbiorą cię szufelką, poskładająw Mungu, i hajda znowu na ulicę, wiem co mówię, przechodziłam to już kilka razy. – balansowała na granicy absurdu, ale ton miała absolutnie wskazujący na to, że mówi prawdę. Drobna kobietka przekrzywiła głowę energicznie raz w prawo, raz w lewo, a jej stawy chrupnęły mało zachęcająco. – Umieranie jest dla słabych. – stwierdziła autorytarnie.
A potem okazało się, że chyba jednak bardzo nudny patrol nie będzie taki nudny. Tylko kurwa dlaczego ona teraz musiała być tą bardziej odpowiedzialną, przez wzgląd na starz. Westchnęła i rzuciła peta na chodnik. Zbutowała go, jak pewnie nie będą butować zgromadzenia, być może nielegalnego.
– Ok, najpierw pytamy potem strzelamy, tarcze lepsze jako reakcja niż ogniste pociski. – to był szybki instruktaż. Teoretycznie Aidan musiał przejść jakieś szkolenie i pozdawać jakieś wstępne, no ale cóż, powtarzanie matką jak to mówili. – Ja gadam, Ty mnie osłaniasz. Kapiszi? – spojrzała nań spode łba, jej złociste oczy zdawały się być na pół zastraszające na pół świdrujące, szukajace potwierdzenia. A potem poprawiła pas, skupiła przez moment moc i szpicem różdżki dotknęła swojego gardła. Odchrząknęła i ruszyła do zgromadzenia.
– Oi, Brygada Uderzeniowa, brygadzistka Moody, co tu się dzieje hmm? Co to za wrzaski? – brzmiała głośniej, wyraźniej, to nie był krzyk, ale z pewnością słowa wchodziły do głowy bardziej niż może to, o czym rozmawiali energicznie zebrani. Różdżka wróciła do kabury, ale Mills miała duży refleks. Była napięta i gotowa do reakcji, jeśli zaszłaby taka konieczność.
– Słuchaj, z lataniem na miotle jest jak z seksem. Czasem nie chodzi o to kto doleci pierwszy... Także wiesz, oferta leży na stole. Zawsze możemy se skakać z wysokości i się translokować metr nad ziemią. – rzuciła to lekko, jakby proponowała obok partyjkę szachów czy pokera. Dopiero wyraźnie ją odprężał, chociaż zdecydowanie nie był to pierwszy, ani tym bardziej ostatni fajek tego dnia.
– I tak, nie ma umierania. Tak łatwo się nie wywiniesz od służby żołnierzu. Zbiorą cię szufelką, poskładająw Mungu, i hajda znowu na ulicę, wiem co mówię, przechodziłam to już kilka razy. – balansowała na granicy absurdu, ale ton miała absolutnie wskazujący na to, że mówi prawdę. Drobna kobietka przekrzywiła głowę energicznie raz w prawo, raz w lewo, a jej stawy chrupnęły mało zachęcająco. – Umieranie jest dla słabych. – stwierdziła autorytarnie.
A potem okazało się, że chyba jednak bardzo nudny patrol nie będzie taki nudny. Tylko kurwa dlaczego ona teraz musiała być tą bardziej odpowiedzialną, przez wzgląd na starz. Westchnęła i rzuciła peta na chodnik. Zbutowała go, jak pewnie nie będą butować zgromadzenia, być może nielegalnego.
– Ok, najpierw pytamy potem strzelamy, tarcze lepsze jako reakcja niż ogniste pociski. – to był szybki instruktaż. Teoretycznie Aidan musiał przejść jakieś szkolenie i pozdawać jakieś wstępne, no ale cóż, powtarzanie matką jak to mówili. – Ja gadam, Ty mnie osłaniasz. Kapiszi? – spojrzała nań spode łba, jej złociste oczy zdawały się być na pół zastraszające na pół świdrujące, szukajace potwierdzenia. A potem poprawiła pas, skupiła przez moment moc i szpicem różdżki dotknęła swojego gardła. Odchrząknęła i ruszyła do zgromadzenia.
– Oi, Brygada Uderzeniowa, brygadzistka Moody, co tu się dzieje hmm? Co to za wrzaski? – brzmiała głośniej, wyraźniej, to nie był krzyk, ale z pewnością słowa wchodziły do głowy bardziej niż może to, o czym rozmawiali energicznie zebrani. Różdżka wróciła do kabury, ale Mills miała duży refleks. Była napięta i gotowa do reakcji, jeśli zaszłaby taka konieczność.