14.03.2024, 21:40 ✶
Cieszył się, że miała ten swój moment słabości. Wróć. Po prostu gdyby nie napisała, prawdopodobnie sam nie miałby odwagi się odezwać, a to oznaczało, że dziś by się nie zobaczyli. Cholera, bał się jak diabli tracić ludzi, a ostatnio to zagrożenie bywało bardziej realne, niż kiedykolwiek. Z wielu powodów.
Nie chciał tego wszystkiego zepsuć. Nie teraz, kiedy pojawił się przed nim jakiś nikły płomyk nadziei, by to wszystko poukładać. Bał się popełnić choć najmniejszą gafę, przez co naprawdę długo myślał jak rozegrać ich spotkanie. Tylko, że nigdy nie był dobry w planowaniu. Owszem, przygotował jedzenie i alkohol, wybrał miejsce oraz zadbał o ich ewentualny komfort, ale jeśli chodzi o sam przebieg rozmowy, nie wiedział, jakich słów miał użyć i o czym rozmawiać.
Musieli iść na żywioł i choć zwykle to mu wystarczało, teraz nie czuł się z tym wyjątkowo komfortowo. A jednak, może to i właśnie była dla nich wystarczająca metoda?
W myślach miał już sobie wyrzucać, że tak inteligentne pytanie zapewne było całkowicie nie na miejscu, Ger zaraz się zawinie i zostawi go z tym koszykiem samego, a jemu zostanie wypić tą whiskey samotnie i na tym się to wszystko skończy.
Tymczasem rozmowa zaczynała się jakoś rozkręcać.
- To dobrze, bo przygotowałem coś dobrego i mam nadzieję, że ci przypadnie do gustu - uniósł kąciki ust trochę wyżej. Plecak zarzucił na ramię, koszyk znów chwycił w rękę, i wskazał głową na ścieżkę. - Planowałem rozłożyć się na polanie w środku zagajnika. Chłodniej, trochę mniej na widoku i cóż, jest tam naprawdę ładnie - znów się uśmiechnął. Nie mógł nacieszyć się tym, że naprawdę się widzieli, miał nadal całą i nienaruszoną twarz, a Gerry zamierzała spędzić z nim czas. - Oczywiście jeśli ci ten plan pasuje. - Dodał, czekając na twierdzącą odpowiedź, by mogli ruszyć zacienioną ścieżką.
Znał to miejsce, było naprawdę urokliwe, a do tego zaciszne, więc o czymkolwiek zamierzali rozmawiać, na pewno pozostanie między nimi. A chyba mieli naprawdę sporo do przegadania. Nadal czuł, że musi spróbować jakoś się wytłumaczyć, jednocześnie wydawało mu się to głupie i zbędne, bo tak naprawdę nic nie mogło go wybronić za brak kontaktu. Wiedział, że powinien wysłać choć jeden list i może nie skończyliby z tak poharataną relacją. Za punkt honoru więc postawił przed sobą zadanie, by jakoś ją podreperować. Czymkolwiek się da, nawet, jeśli miał przekupić ją własnoręcznie robioną zapiekaną farmerską.
Nie chciał tego wszystkiego zepsuć. Nie teraz, kiedy pojawił się przed nim jakiś nikły płomyk nadziei, by to wszystko poukładać. Bał się popełnić choć najmniejszą gafę, przez co naprawdę długo myślał jak rozegrać ich spotkanie. Tylko, że nigdy nie był dobry w planowaniu. Owszem, przygotował jedzenie i alkohol, wybrał miejsce oraz zadbał o ich ewentualny komfort, ale jeśli chodzi o sam przebieg rozmowy, nie wiedział, jakich słów miał użyć i o czym rozmawiać.
Musieli iść na żywioł i choć zwykle to mu wystarczało, teraz nie czuł się z tym wyjątkowo komfortowo. A jednak, może to i właśnie była dla nich wystarczająca metoda?
W myślach miał już sobie wyrzucać, że tak inteligentne pytanie zapewne było całkowicie nie na miejscu, Ger zaraz się zawinie i zostawi go z tym koszykiem samego, a jemu zostanie wypić tą whiskey samotnie i na tym się to wszystko skończy.
Tymczasem rozmowa zaczynała się jakoś rozkręcać.
- To dobrze, bo przygotowałem coś dobrego i mam nadzieję, że ci przypadnie do gustu - uniósł kąciki ust trochę wyżej. Plecak zarzucił na ramię, koszyk znów chwycił w rękę, i wskazał głową na ścieżkę. - Planowałem rozłożyć się na polanie w środku zagajnika. Chłodniej, trochę mniej na widoku i cóż, jest tam naprawdę ładnie - znów się uśmiechnął. Nie mógł nacieszyć się tym, że naprawdę się widzieli, miał nadal całą i nienaruszoną twarz, a Gerry zamierzała spędzić z nim czas. - Oczywiście jeśli ci ten plan pasuje. - Dodał, czekając na twierdzącą odpowiedź, by mogli ruszyć zacienioną ścieżką.
Znał to miejsce, było naprawdę urokliwe, a do tego zaciszne, więc o czymkolwiek zamierzali rozmawiać, na pewno pozostanie między nimi. A chyba mieli naprawdę sporo do przegadania. Nadal czuł, że musi spróbować jakoś się wytłumaczyć, jednocześnie wydawało mu się to głupie i zbędne, bo tak naprawdę nic nie mogło go wybronić za brak kontaktu. Wiedział, że powinien wysłać choć jeden list i może nie skończyliby z tak poharataną relacją. Za punkt honoru więc postawił przed sobą zadanie, by jakoś ją podreperować. Czymkolwiek się da, nawet, jeśli miał przekupić ją własnoręcznie robioną zapiekaną farmerską.