14.03.2024, 22:40 ✶
- Myślałam, że jest prawdziwy - Jasie opuściła głowę, nieco garbiąc przezroczyste ramiona. - Potem, że to fałszywka. I musiały być dwa... Musiał go skopiować.
Jęk, który nagle wypełnił jaskinię, był nie do zniesienia. Wżerał się w mózg, był przepełniony prawdziwą, niewypowiedzianą rozpaczą. Jednocześnie był tak krótki i piskliwy, że gdyby usłyszały go z góry, pewnie wzięłyby go za ryk jakiegoś rannego stworzenia. Olivia odruchowo zatkała uszy dłońmi, a Dylan tylko zamknął oczy. Nie powstrzymywał Jasie, która zniknęła w okamgnieniu, by za chwilę pojawić się za plecami Brenny.
- Musiał jakoś odtworzyć klątwę lub rzucić łudząco podobną - dodała już spokojniej, ponownie przybierając bezemocjonalny głos. I tylko echo przypominało wszystkim o tym paskudnym krzyku.
- Tak, to raczej nie był ten sam naszyjnik, chociaż wyglądał identycznie. Nie wiem, czy Eliasz wiedział, że jest przeklęty. Odebrał go normalnie, dokonał zapłaty. Obiecał przekazać komuś, kto rozpracuje tę starodawną, dziwną magię, którą emanował. Ale nie wspominał nic o klątwie. Być może nie wiedział, ale... Możliwe że wiedział - Dylan podpłynął bliżej Olivii, która właśnie opuszczała dłonie. - Mówiliśmy, że nie możecie nam pomóc..
Quirke spojrzała na Brennę, przestępując z nogi na nogę. To trochę komplikowało sprawę. Dwie z pozoru takie same klątwy... A może jednak nie?
- Macie pewność, że to był fałszywy naszyjnik? Może jest szansa, że nikt go nie skopiował, tylko Eliasza okradziono? Przecież trzymają was tu dwie różne sprawy. Ciebie, Dylanie, naszyjnik sam w sobie, a ciebie, Jasie - miłość do Dylana - zapytała cicho, przenosząc wzrok na ducha kobiety. Ta nie odpowiedziała. Wpatrywała się w Olivię z tym samym zagadkowym spojrzeniem, co Dylan.
- Nie dotrzymałem danego słowa - powiedział w końcu cicho, odpływając gdzieś poza krąg Lumos. - Miałem przywrócić świetność rodu razem z Erykiem. Naszyjnik miał zostać przekazany do muzeum w Wielkiej Brytanii, ale nigdy się tam nie znalazł. Eliasz pracował w nowopowstałym muzeum, mówiłem to?
Nie, chyba nie. Olivia westchnęła. Ilu rzeczy im nie mówił? Czy duchy mogły zapominać? A może nie zwracał na te szczegóły uwagi? Quirke doczłapała się do schodków i usiadła ciężko obok Brenny. Patrzyła tępo przed siebie. Jak odeślą Dylana, odeślą też Jasie. Ale do tego potrzebowali naszyjnika. A miały tylko imię i nazwisko oraz jakieś dziwne muzeum w Anglii, które możliwe że już nie istniało.
- Uznaliśmy, że to fałszywka, więc kazałam się go pozbyć - dodała cicho Jasie. Może to był błąd?
Jęk, który nagle wypełnił jaskinię, był nie do zniesienia. Wżerał się w mózg, był przepełniony prawdziwą, niewypowiedzianą rozpaczą. Jednocześnie był tak krótki i piskliwy, że gdyby usłyszały go z góry, pewnie wzięłyby go za ryk jakiegoś rannego stworzenia. Olivia odruchowo zatkała uszy dłońmi, a Dylan tylko zamknął oczy. Nie powstrzymywał Jasie, która zniknęła w okamgnieniu, by za chwilę pojawić się za plecami Brenny.
- Musiał jakoś odtworzyć klątwę lub rzucić łudząco podobną - dodała już spokojniej, ponownie przybierając bezemocjonalny głos. I tylko echo przypominało wszystkim o tym paskudnym krzyku.
- Tak, to raczej nie był ten sam naszyjnik, chociaż wyglądał identycznie. Nie wiem, czy Eliasz wiedział, że jest przeklęty. Odebrał go normalnie, dokonał zapłaty. Obiecał przekazać komuś, kto rozpracuje tę starodawną, dziwną magię, którą emanował. Ale nie wspominał nic o klątwie. Być może nie wiedział, ale... Możliwe że wiedział - Dylan podpłynął bliżej Olivii, która właśnie opuszczała dłonie. - Mówiliśmy, że nie możecie nam pomóc..
Quirke spojrzała na Brennę, przestępując z nogi na nogę. To trochę komplikowało sprawę. Dwie z pozoru takie same klątwy... A może jednak nie?
- Macie pewność, że to był fałszywy naszyjnik? Może jest szansa, że nikt go nie skopiował, tylko Eliasza okradziono? Przecież trzymają was tu dwie różne sprawy. Ciebie, Dylanie, naszyjnik sam w sobie, a ciebie, Jasie - miłość do Dylana - zapytała cicho, przenosząc wzrok na ducha kobiety. Ta nie odpowiedziała. Wpatrywała się w Olivię z tym samym zagadkowym spojrzeniem, co Dylan.
- Nie dotrzymałem danego słowa - powiedział w końcu cicho, odpływając gdzieś poza krąg Lumos. - Miałem przywrócić świetność rodu razem z Erykiem. Naszyjnik miał zostać przekazany do muzeum w Wielkiej Brytanii, ale nigdy się tam nie znalazł. Eliasz pracował w nowopowstałym muzeum, mówiłem to?
Nie, chyba nie. Olivia westchnęła. Ilu rzeczy im nie mówił? Czy duchy mogły zapominać? A może nie zwracał na te szczegóły uwagi? Quirke doczłapała się do schodków i usiadła ciężko obok Brenny. Patrzyła tępo przed siebie. Jak odeślą Dylana, odeślą też Jasie. Ale do tego potrzebowali naszyjnika. A miały tylko imię i nazwisko oraz jakieś dziwne muzeum w Anglii, które możliwe że już nie istniało.
- Uznaliśmy, że to fałszywka, więc kazałam się go pozbyć - dodała cicho Jasie. Może to był błąd?