15.03.2024, 11:22 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2024, 18:02 przez Brenna Longbottom.)
Oczywiście, że Brenna zauważyła brak Nory.
Nie posyłała psów gończych, nie urządzała wielkich poszukiwań, ale się martwiła, gdy wszyscy dotarli na miejsce, rozeszli się po Warowni, mijały kolejne minuty, a Nora do nich nie dołączyła wbrew zapowiedziom. Brenna nie chciała ulegać paranoi ani nadopiekuńczości, bo istniała po prostu możliwość, że panna Figg postanowiła zostać u babci, nie mogła jednak zupełnie się nie przejmować. Nie, kiedy Erik wspomniał, że „Nora wydawała się zirytowana” i „coś z sukienką” i że „przyjdzie potem do Warowni”. Sama, w środku nocy, po kilku drinkach.
Brenna miała ochotę załamać ręce nad bratem, że tak Norę samą puścił, zamiast ją odprowadzić albo zawołać siostrę, żeby teleportowała się z przyjaciółką, bo przecież ona nie piła.
Chyba że w tej całej sprawie kryło się coś więcej.
Nie poszła szukać Nory, bo ta faktycznie nie miała szesnastu lat, ale i nie poszła też spać do siebie. Najpierw zajęła się upewnianiem, że każdy ma, gdzie spać, ma wszystkie rzeczy, których potrzebuje na noc i na rano, że wszyscy wiedzą, gdzie są łazienki, nikt nie jest głodny, i tak dalej, porozmawiała z tym i owym… a potem, przebrana już w domowe ubrania, w t-shircie i jeansach, przysnęła w końcu czekając na kanapie w salonie, wtulona w dwa psy, Łatka i Ponuraka, którzy postanowili dotrzymać jej towarzystwa. Nie była pewna, czy spała piętnaście minut czy dwie godziny, ale obudził ją ruch psa, który poderwał się na dźwięk otwieranych drzwi.
O tej porze, gdy niebo za oknami dopiero zaczynało dopiero jaśnieć, ot tak wejść do środka, mimo wszystkich zaklęć ochronnych, mogli jedynie stali mieszkańcy oraz ci, którzy bywali tutaj bardzo, bardzo często – a taką osobą była właśnie Nora. Brenna zepchnęła Ponuraka (przez którego trochę straciła czucie w lewym ręku) i poderwała się z miejsca, zerkając jednocześnie na zegarek. Pora, jaką wskazywał, przyprawiła Brennę o lekkie ukłucie paniki, które niemal natychmiast zwalczyła. Bo jeśli Nory nie było, to niekoniecznie ktoś ją zamordował – może właśnie ona wchodziła do domu, a może faktycznie uznała, ze nie będzie chodzić po nocy i była u Lizzie…
Na widok Nory w korytarzu, Brenna zamarła na moment, z jednej strony pełna ulgi, z drugiej… na litość Merlina, czy Norę ktoś napadł?! Gdy ona sobie tutaj spała w imię nie szukania i nie kontrolowania kogoś, kto nie ma szesnastu lat?!
– Wszystko w porządku? – spytała cicho, przypatrując się kobiecie uważnie, w bladym świetle świtu, szukając czegoś, co wskazywałoby na obrażenia.
Nie posyłała psów gończych, nie urządzała wielkich poszukiwań, ale się martwiła, gdy wszyscy dotarli na miejsce, rozeszli się po Warowni, mijały kolejne minuty, a Nora do nich nie dołączyła wbrew zapowiedziom. Brenna nie chciała ulegać paranoi ani nadopiekuńczości, bo istniała po prostu możliwość, że panna Figg postanowiła zostać u babci, nie mogła jednak zupełnie się nie przejmować. Nie, kiedy Erik wspomniał, że „Nora wydawała się zirytowana” i „coś z sukienką” i że „przyjdzie potem do Warowni”. Sama, w środku nocy, po kilku drinkach.
Brenna miała ochotę załamać ręce nad bratem, że tak Norę samą puścił, zamiast ją odprowadzić albo zawołać siostrę, żeby teleportowała się z przyjaciółką, bo przecież ona nie piła.
Chyba że w tej całej sprawie kryło się coś więcej.
Nie poszła szukać Nory, bo ta faktycznie nie miała szesnastu lat, ale i nie poszła też spać do siebie. Najpierw zajęła się upewnianiem, że każdy ma, gdzie spać, ma wszystkie rzeczy, których potrzebuje na noc i na rano, że wszyscy wiedzą, gdzie są łazienki, nikt nie jest głodny, i tak dalej, porozmawiała z tym i owym… a potem, przebrana już w domowe ubrania, w t-shircie i jeansach, przysnęła w końcu czekając na kanapie w salonie, wtulona w dwa psy, Łatka i Ponuraka, którzy postanowili dotrzymać jej towarzystwa. Nie była pewna, czy spała piętnaście minut czy dwie godziny, ale obudził ją ruch psa, który poderwał się na dźwięk otwieranych drzwi.
O tej porze, gdy niebo za oknami dopiero zaczynało dopiero jaśnieć, ot tak wejść do środka, mimo wszystkich zaklęć ochronnych, mogli jedynie stali mieszkańcy oraz ci, którzy bywali tutaj bardzo, bardzo często – a taką osobą była właśnie Nora. Brenna zepchnęła Ponuraka (przez którego trochę straciła czucie w lewym ręku) i poderwała się z miejsca, zerkając jednocześnie na zegarek. Pora, jaką wskazywał, przyprawiła Brennę o lekkie ukłucie paniki, które niemal natychmiast zwalczyła. Bo jeśli Nory nie było, to niekoniecznie ktoś ją zamordował – może właśnie ona wchodziła do domu, a może faktycznie uznała, ze nie będzie chodzić po nocy i była u Lizzie…
Na widok Nory w korytarzu, Brenna zamarła na moment, z jednej strony pełna ulgi, z drugiej… na litość Merlina, czy Norę ktoś napadł?! Gdy ona sobie tutaj spała w imię nie szukania i nie kontrolowania kogoś, kto nie ma szesnastu lat?!
– Wszystko w porządku? – spytała cicho, przypatrując się kobiecie uważnie, w bladym świetle świtu, szukając czegoś, co wskazywałoby na obrażenia.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.