Zapomniała o tych ich cholernych psach, jej koty pewnie nawet by się nie ruszyły, gdyby ktoś wszedł do domu. Z psami jednak był inaczej, reagowały merdaniem ogona na każde otwarcie drzwi. Dlaczego nie mogli adoptować kotów? To byłoby zdecydowanie wygodniejsze.
Było wiele możliwości, nie do końca mogła się spodziewać na kogo się dzisiaj rano nadzieje. Sama nie do końca wiedziała, kogo wolałaby spotkać. Czuła, że jeśli to będzie Erik to mogliby się bardzo mocno pokłócić i obudzić wszystkich mieszkańców tego miejsca, bo przecież jej zaufał, krył ją, a przynajmniej miał to zrobić, trochę nie dała mu wyboru. Na pewno będzie musiała go za to przeprosić, wiedziała, że faktycznie tym razem to ona zawiniła. Na pewno jej wybaczy, byli w końcu najlepszymi przyjaciółmi.
Uniosła wzrok w napięciu, nieco zdenerwowana tym, co miało nadejść. Ciekawa była, kto pojawi się w korytarzu, odetchnęła z ulgą, może pospiesznie, lecz z dwojga złego wolała chyba zmierzyć się w tej chwili z Brenną niż z Erikiem, bo jej brat mógł coś wyczuć, na pewno coś wyczuł, skoro ona tak przeżywała ten ciągnik, statek i trolla. W sumie to może nawet trochę mu się należało, też powinien się o nią trochę pomartwić, po tym, jakie emocje jej zapewnił te kilka razy. Tylko, że trochę przegięła, nie chodziło tylko o to, co było między nimi, w tej sytuacji we wszystko było zamieszane zdecydowanie więcej osób, co mogło zwiastować komplikacje.
Wysiliła się na uśmiech, nie promienny, jak miała w zwyczaju, który przypominał jaśniejące słońce, a taki nieśmiały, żeby nieco złagodzić to spotkanie. - Dzień dobry. - Przywitała się najpierw. Ton jej głosu był spokojny, nie wyglądała też jakby ktoś ją skrzywdził, chociaż patrząc na nią można było mieć w tej chwili myśli przeróżne.
- Tak, wszystko w porządku. - Bo co miała powiedzieć, że nie? Że prawie się w nocy utopiła, a potem, potem to już się topiła, tyle, że metaforycznie. - Czekałaś na mnie? - Zapytała, chociaż wydawało się to być oczywiste, ruszyła się z miejsca, póki co o krok, w stronę Brenny.
- Potańcówka była świetna, zresztą, jak za każdym razem, wszystko, co organizujesz zawsze się udaje. - Szybka zmiana tematu, odwrócenie uwagi na rzeczy błahe, mniej istotne niż jej poranny powrót do domu i nocne zniknięcie. Może w ten sposób uda jej się uniknąć tłumaczenia, właściwie wolałaby, żeby tak wyszło, bo nie miała pojęcia, jak miałaby się z tego wytłumaczyć. Tyle, że znała Brennę na tyle, żeby wiedzieć, że na pewno zwróci uwagę na to, w jakim stanie wróciła do Warowni, próbowała w głowie ułożyć sobie jakąś bajeczkę, tyle, że nie sądziła, że Longbottomówna uwierzy w jej kłamstwa, jak bardzo przebiegłe by nie były.