Nicholas nie bez powodu wybrał sobie takie miejsce na zamieszkanie. Z dala od innej społeczności bardziej takiej ”przyjaznej”. Londyn był zatłoczony. Dolina Godryka zbyt wymieszana? Jakoś tak nie podchodził mu jej klimat. Zaś Little Hangleton miało w sobie coś z magii, ciemności, tajemniczości. To miejsce jakby bardziej do niego przemawiało, przyciągało. Może to też dlatego, że szukał czegoś, gdzie będzie mógł zamieszkać i jednocześnie praktykować swoje umiejętności, zakazaną magię i dziedziny?
Słysząc pukanie, od razu zamknął książkę i odłożył na ławę. Wstał i podszedł od drzwi, które od razu otworzył.
Także przywitał się imiennie, co już najpewniej zostało w ich przypadku charakterystycznym znakiem powitań. Od razu Travers także zrobił przejście, wpuszczając gościa do środka. Wewnątrz, Robert mógł być pierwszy. Z kolei zewnątrz, dom nie rzucał się specjalnie w oczy. Dawał ten wyraz zwyczajnego domku jednorodzinnego. Nie odnowionego przez kilka ostatnich lat. Nicholas nie chciał ryzykować rzucania się w oczy. Naprawiał jedynie te elementy konstrukcji, które tego koniecznie wymagały. Zadbał za to o wnętrze.
Zgodził się na prośbę Roberta, aby przejść do rzeczy. Zamknął za nim drzwi wejściowe i dla bezpieczeństwa, wyjmując różdżkę, narzucił na nowo zaklęcia zabezpieczające, ochronne i wyciszające.
Przechodząc do sedna sprawy, najlepiej byłoby jednak zacząć od piwnicy. Nicholas jako gospodarz, skierował się w stronę najbliższych drzwi na lewo od głównego wejścia. Zwyczajne drzwi prowadzące do kolejnego korytarza, z zejściem od razu do piwnicy. Tutaj nie było żadnego oświetlenia poza oknem. Na ścianie wisiał jeden obraz z wizerunkiem scenerii śmierci. Nicholas otworzył go jak zwyczajne drzwiczki od szafy i wyjął z niego klucze. Mogą być przydatne. Zamknął obraz.
- Na schodach nie mam oświetlenia. Więc trzeba wspomóc się różdżką albo świecą.Zaznaczył dla informacji, żeby mu się tutaj nikt czasem nie zabił. Użył różdżkę ponownie, oświetlając tym razem zejście ze schodów. Zszedł na dół, poczekawszy także na Roberta. Przy okazji włączył słabe dość oświetlenie korytarza. Jakby marne dwie żarówki ledwo dawały radę.
Znajdowali się na podłużnym korytarzu. Zaraz obok schodów było wejście do jednego z dużych pomieszczeń. Podobnie na samym końcu tego korytarza. Po prawej stronie ściany znajdowały się jedne drzwi. Po drugiej aż trzy. Można było stwierdzić, że pomieszczeń było sześć. Niby drzwi do każdego z pomieszczeń były takie same, to jednak do dwóch się wyróżniały. Te na końcu korytarza były bardziej zabezpieczone, stabilniejsze. Zablokowane zaklęciami i zamkami na kłódkę. Centralne na lewej ścianie podłużnej, podobnie były stabilniejsze. Ale już nie tak solidnie zabezpieczone, co wcześniej wspomniane.
- Tutaj jest magazyn, ze spiżarnią.Wskazał na samotne drzwi przy prawej stronie ściany.
- Tam na wprost jest moje miejsce do pracy. Wolałbym, aby nikt tam nie wchodził.
Wyjaśnił Robertowi. Wskazując tym razem na kolejne, bardziej zabezpieczone. Innego pomysłu nie miał. I szukał korzystniejszego rozwiązania. Dlatego nikt tutaj poza nim nie mieszkał. Czekał na jakąkolwiek reakcję Mulcibera, czy też pytania.