15.03.2024, 15:25 ✶
Średnio uśmiechało mu się wykorzystywać czyjś stan i potrzebę zarobienia dla własnych celów, ale czasami tak trzeba, szczególnie, że teraz nie ma innej możliwości. Najlepiej by by było gdyby miał wystarczająco pieniędzy aby zapewnić sobie to czego potrzebuje. Niestety nie da się tak, ale widocznie zastanowił się nad jego słowami.
Zacisnął usta i pokiwał głową, niby się z nim zgadzając.
-Niby tak, chociaż wolę trochę zmarznąć niż jechać kilka godzin w jedną i drugą.-już nie mówiąc o cenach paliwa. Rzuci się mu kilka koców, ubierze w rozciągliwy sweterek, co nie porwie się przy przemianie i da radę. W końcu to tylko pół roku chłodu, może nawet mniej, bo zimy nie są aż tak surowe jak mogłyby być.-A to na pewno. Wtedy z pewnością kogoś poszukam.-dodał, weselej uśmiechnięty. Może to głupia nadzieja, że we wrześniu się uda, ale zawsze trzeba mieć odrobinę nadziei, żeby mieć po co iść do przodu.
Zebrał dokumenty poniekąd gotów zbierać się do odejścia, ale pasła jeszcze jedna sugestia ze strony Erika. Ta sugestia... Ehhh.... Morpheus, ten nieszczęsny Morpheus. Od razu na to imię na jego twarzy pojawiło się zastanowienie i wątpliwość. To nie jest wina żadnego z Longbottomów, on miał po prostu problem ze sobą i najwidoczniej z rozumieniem prostych zdań. Nigdy nie był za mądrym psem.
-W sumie, jak o nim mowa...-zastanowił się, jak ugryźć sprawę.-Na zabawie tańczył... No tańczył z wieloma kobietami, ale powiedział, że jedna z nich zajmuje się produkcją różdżek. Pamięta Pa... Wiesz może, jak się nazywała?-zapytał, bo być może znał czarodziejkę, w końcu wydawała się być BLISKO Morpheusa.-Bo ukradli mi niedawno różdżkę i tak chodzę bez niej. Nie mam głowy kupić nowej, a tak może łatwiej będzie mi się zebrać.-zagadał w końcu lekko przygaszony. Kupno różdżki, leków, podróże, zamki. Wszystko się nagromadzało i niespecjalnie się zapowiadało, żeby pewne sprawy miały się rozwiązać same. Musiał w nie niestety wsadzić łapki i rozprawić się z nimi samodzielnie.
Zacisnął usta i pokiwał głową, niby się z nim zgadzając.
-Niby tak, chociaż wolę trochę zmarznąć niż jechać kilka godzin w jedną i drugą.-już nie mówiąc o cenach paliwa. Rzuci się mu kilka koców, ubierze w rozciągliwy sweterek, co nie porwie się przy przemianie i da radę. W końcu to tylko pół roku chłodu, może nawet mniej, bo zimy nie są aż tak surowe jak mogłyby być.-A to na pewno. Wtedy z pewnością kogoś poszukam.-dodał, weselej uśmiechnięty. Może to głupia nadzieja, że we wrześniu się uda, ale zawsze trzeba mieć odrobinę nadziei, żeby mieć po co iść do przodu.
Zebrał dokumenty poniekąd gotów zbierać się do odejścia, ale pasła jeszcze jedna sugestia ze strony Erika. Ta sugestia... Ehhh.... Morpheus, ten nieszczęsny Morpheus. Od razu na to imię na jego twarzy pojawiło się zastanowienie i wątpliwość. To nie jest wina żadnego z Longbottomów, on miał po prostu problem ze sobą i najwidoczniej z rozumieniem prostych zdań. Nigdy nie był za mądrym psem.
-W sumie, jak o nim mowa...-zastanowił się, jak ugryźć sprawę.-Na zabawie tańczył... No tańczył z wieloma kobietami, ale powiedział, że jedna z nich zajmuje się produkcją różdżek. Pamięta Pa... Wiesz może, jak się nazywała?-zapytał, bo być może znał czarodziejkę, w końcu wydawała się być BLISKO Morpheusa.-Bo ukradli mi niedawno różdżkę i tak chodzę bez niej. Nie mam głowy kupić nowej, a tak może łatwiej będzie mi się zebrać.-zagadał w końcu lekko przygaszony. Kupno różdżki, leków, podróże, zamki. Wszystko się nagromadzało i niespecjalnie się zapowiadało, żeby pewne sprawy miały się rozwiązać same. Musiał w nie niestety wsadzić łapki i rozprawić się z nimi samodzielnie.