18.03.2024, 00:10 ✶
Chyba zbyt często w ostatnich tygodniach wyobrażała sobie tę chwilę, przeżywała ją w głowie, gdy w ciągu dnia zamierała w bezruchu i patrzyła pusto przed siebie i analizowała podczas bezsennych nocy, bowiem teraz nie była w stanie wykrzesać z siebie emocji. W każdym razie, nie tak gwałtownych jak sądziła. Wyobrażała sobie, że na wieść o (prawie) zdradzie ostentacyjnie zamilknie, spakuje walizki i zabierze ze sobą dzieci do swoich rodziców, udając głuchą na wszystkie błagania i wyjaśnienia Augustusa. Wyobrażała sobie, jak mści się na nim swoją wyższością i celowym unikaniem kontaktu, jak odcina go od dzieci, jak sprawia, że czuje się winny, by potem łaskawie do niego wrócić, wymusić na nim obietnicę poprawy i móc go jeszcze bardziej kontrolować. Wyobrażała sobie swoją własną histerię, gniew, łzy.
Ale kiedy stanęła przed prawdą, nie czuła żadnej z tych emocji. Zamiast tego ogarnęło ją poczucie ulgi - wreszcie zakończyły się długie tygodnie wypełnione lękiem o jej małżeństwo - oraz zmęczenie, gdy zdała sobie sprawy z tego, jak wiele energii na to poświęciła. Oparła więc głowę na torsie męża i zamknęła oczy, pozwalając mu mówić. Nie chciała, by ją wypuszczał ze swych objęć, zatem sama przylgnęła do niego całą sobą, wsunęła smukłe palce prawej dłoni w jego włosy, zaś lewą ręką głaskała go po plecach - monotonnie, pokrzepiająco.
— Co robiłeś na tym statku? — zapytała cicho, niemalże szeptem — Czy było to coś związane z twoją pracą? Czy rozkaz od... Niego?
Mimowolnie spojrzała w podłogę, choć z tej perspektywy Augustus z pewnością nie mógł tego zobaczyć. Poczuła, jak oblewa ją zimny pot - otarł się o śmierć! Co by zrobiła, gdyby dowiedziała się, że stała mu się krzywda? Gdyby wiedziała, że już nigdy więcej go nie zobaczy? Śmierć była gorsza, niźli odejście do kochanki. Dalsza część jego historii brzmiała coraz bardziej bardziej chaotycznie, nieprawdopodobnie, wręcz delirycznie.
— Nie rozumiem — przyznała ze skargą w głosie — Zabiłeś ghoula? Wampira? Jakieś... jakieś ożywione ciało, tak? Och... W takim razie nie powinieneś czuć z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, Gusto. Ona nie żyła. Była już dawno martwa. Nie należała do naszego świata. Postąpiłeś słusznie, ukrócając jej dalsze cierpienie.
Mówiła szybko, nieco chaotycznie, a głos jej przy tym drżał. A potem zamilkła na chwilę, próbując ułożyć sobie w głowie to, co padło z jego ust. Odmówił Czarnemu Panu? Czy to... Czy to nie oznaczało, że mieli kłopoty? Czy to dlatego nie chciał się wynieść z tej przeklętej posiadłości?
— Masz rację, nie powinniśmy Mu się teraz narażać — odpowiedziała ostrożnie, starając się ukryć zawód w głosie. Nie był on jednak spowodowany postawą męża, a tym, że jej plany wielkomiejskiego życia znów musiały zostać odłożone w czasie; tym razem nie wiadomo na jak długo.
Coś gorącego i mokrego spadło jej na głowę. Kropla? Podniosła głowę i ujrzała nad sobą twarz Augustusa we łzach. Nic mu na to nie powiedziała. Zamiast tego odsunęła się od niego, ale tylko po to, by ująć jego dłonie i poprowadzić go w stronę łóżka, położyć się na nim i zachęcić gestem do dołączenia do niej. Jeśli miał tylko na to ochotę, pozwoliła mu złożyć głowę na swojej piersi i czule głaskała go po głowie.
— Poradzimy sobie — powtórzyła niczym zaklęcie.
Ale kiedy stanęła przed prawdą, nie czuła żadnej z tych emocji. Zamiast tego ogarnęło ją poczucie ulgi - wreszcie zakończyły się długie tygodnie wypełnione lękiem o jej małżeństwo - oraz zmęczenie, gdy zdała sobie sprawy z tego, jak wiele energii na to poświęciła. Oparła więc głowę na torsie męża i zamknęła oczy, pozwalając mu mówić. Nie chciała, by ją wypuszczał ze swych objęć, zatem sama przylgnęła do niego całą sobą, wsunęła smukłe palce prawej dłoni w jego włosy, zaś lewą ręką głaskała go po plecach - monotonnie, pokrzepiająco.
— Co robiłeś na tym statku? — zapytała cicho, niemalże szeptem — Czy było to coś związane z twoją pracą? Czy rozkaz od... Niego?
Mimowolnie spojrzała w podłogę, choć z tej perspektywy Augustus z pewnością nie mógł tego zobaczyć. Poczuła, jak oblewa ją zimny pot - otarł się o śmierć! Co by zrobiła, gdyby dowiedziała się, że stała mu się krzywda? Gdyby wiedziała, że już nigdy więcej go nie zobaczy? Śmierć była gorsza, niźli odejście do kochanki. Dalsza część jego historii brzmiała coraz bardziej bardziej chaotycznie, nieprawdopodobnie, wręcz delirycznie.
— Nie rozumiem — przyznała ze skargą w głosie — Zabiłeś ghoula? Wampira? Jakieś... jakieś ożywione ciało, tak? Och... W takim razie nie powinieneś czuć z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia, Gusto. Ona nie żyła. Była już dawno martwa. Nie należała do naszego świata. Postąpiłeś słusznie, ukrócając jej dalsze cierpienie.
Mówiła szybko, nieco chaotycznie, a głos jej przy tym drżał. A potem zamilkła na chwilę, próbując ułożyć sobie w głowie to, co padło z jego ust. Odmówił Czarnemu Panu? Czy to... Czy to nie oznaczało, że mieli kłopoty? Czy to dlatego nie chciał się wynieść z tej przeklętej posiadłości?
— Masz rację, nie powinniśmy Mu się teraz narażać — odpowiedziała ostrożnie, starając się ukryć zawód w głosie. Nie był on jednak spowodowany postawą męża, a tym, że jej plany wielkomiejskiego życia znów musiały zostać odłożone w czasie; tym razem nie wiadomo na jak długo.
Coś gorącego i mokrego spadło jej na głowę. Kropla? Podniosła głowę i ujrzała nad sobą twarz Augustusa we łzach. Nic mu na to nie powiedziała. Zamiast tego odsunęła się od niego, ale tylko po to, by ująć jego dłonie i poprowadzić go w stronę łóżka, położyć się na nim i zachęcić gestem do dołączenia do niej. Jeśli miał tylko na to ochotę, pozwoliła mu złożyć głowę na swojej piersi i czule głaskała go po głowie.
— Poradzimy sobie — powtórzyła niczym zaklęcie.
![[Obrazek: 55rG7le.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=55rG7le.png)
please, dance with me in the dark