Postawił sobie granice. Ale sam je przekraczał. Sprawdzał się? Jak daleko może sobie pozwolić? A może w ogóle nie powinien tego robić? Co chciał osiągnąć? Mógłby zadawać sobie tych pytań bardzo wiele, ale nikt mu na nie, nie odpowie. On sam sobie? Być może. Już raz tę granicę przekroczył. Zapomniał się? Był nie ostrożny. Teraz popełniał podobno ten sam błąd. Tutaj nie miał kto go uprzedzić. Tutaj, musiał sam sobie poradzić.
Siedząc w ciszy, grającej muzyce za oknami. Nie myślał o tym, że Laurent postanowi się do niego aż tak zbliżyć. Że ułoży się swoim ciałem na niego. Że kiedykolwiek będzie chciał słuchać jego zimnego, czarnego serca. Że pozwoli się dotknąć dłonią zbrukanym krwią, które odbierały życia. Przecież, tego wszystkiego Laurent nie był świadom. Nie mógł tego wiedzieć. Nie może się dowiedzieć. Nigdy.
Pozwalając, aby ta chwila trwała. Słuchał Prewetta, dając mu tym samym możliwość poprawienia się na kanapie, znalezienia wygodnego miejsca na ułożenie swojej głowy na jego torsie.
Miał rację, w odpowiedzi na jego słowa. Nicholas więcej mówił czynami, niżeli słowami.
Ten wiersz. Ten jeden fragment, który musiał tak mocno być w rzeczywistości prawdziwy. Ale nie widoczny, dla Laurenta. ”Dlaczego go zacytował?” – zastanowiło to Traversa. Przeniósł na niego swoje zimne, niebieskie oczy. Nie ufał mu. Nicholas na razie nic nie mówił. Spojrzenie przeniósł na jego stworzenie, Dumę. ”Czyżby coś podejrzewał?” – kolejne pytanie zrodziło się w głowie.
- Nie ufasz mi. A mimo to, pragniesz mojej obecności. Zapraszasz mnie.Spojrzał na anielskiego blondyna. Cały czas będąc sobą. Nie zdradzając po sobie niczego. Żadnego lęku, strachu, podejrzeń. Pozostawała uprzejmość, zrozumienie, tajemniczość.
- Tak. Nasz każdy krok, to test.
Zgodził się. Testowali się wzajemnie. Sprawdzali granice. Jak daleko można się posunąć. Czy kiedykolwiek, przyjdzie taki moment, że będą musieli powiedzieć dość? Jedno z nich, albo oboje. Wielka, niewiadoma.
Kiedy stworzenie wierne swemu Panu, krąży wokół Ciebie, to znak, że powinien się strzec. Uważać. Zabezpieczyć umysł. Nicholas nie miał zamiaru robić krzywdę Laurentowi. Był czujny, bo przecież i jemu nie ufał. Był ostrożny, bo przecież nie skorzystał z zaproszenia do wspólnej kąpieli.