15.03.2024, 17:14 ✶
Zdarzało się jej spadać z różnych miejsc, i to statystycznie częściej niż przeciętnej osobie, poza tym nie tak dawno temu musiała zeskoczyć z miotły, ale chyba jednak wypadek samochodowy był gorszy niż zlatywanie z drzewa. Brenna nagle pobłogosławiła podwójnie czarodziejskie środki transportu, zwłaszcza teleportację. Jak mugole mogli w ogóle jeździć tymi samochodami, skoro stale byli narażeni na tego typu kraksy? Co gdyby jechali z większą prędkością? I jak oni w ogóle naprawią to rozwalone auto bez magii…?
– Nie pierwszy raz walnęłam się w głowę – zapewniła, nawet jeżeli w tej się trochę kręciło. Nie pierwszy, nie drugi i nie dziesiąty, ani bardziej od tego nie zgłupiała (może nie było to możliwe?), ani dotąd jakoś szczególnie nie zmądrzało, więc zakładała, że i tym razem nic nie zaszkodzi. – Ty jesteś cały?
Odruchowo wprawdzie uniosła dłoń do włosów, szukając krwi albo guza, ale kiedy tylko Atreus otworzył drzwi i ją pogonił, natychmiast odpięła pasy i wyskoczyła za nim z auta. Obejrzała się jeszcze tylko na kłócących się, ale pozwoliła się pociągnąć w stronę motelu – normalnie pewnie próbowałaby sama tę mugolską walkę przerwać, tym razem jednak podarowała bawienie się w dobrego samarytanina, bo tak jakby mieli inne sprawy na głowie. Zastanowiła się tylko jakoś w przelocie, czy to jej życie naprawdę jest tak cholernie dziwne, skoro na randce – o – ile – to – była – randka – czy – powinna – o – to – spytać?, kończyła w rozwalonej taksówce, a teraz jeszcze goniąc kogoś do obskurnego hotelu – tyle dobrego, że zdążyli obejrzeć ten film…
Też liczyła, że zdołają po prostu recepcję minąć. Może że recepcjonistka ich nie zauważy, może że weźmie ich za mających już pokój, czy coś takiego. Zwykle jeśli wyglądałeś na odpowiednio pewnego siebie, i szedłeś szybkim krokiem, ludzie zakładali, że masz prawo w danym miejscu być. Jak na złość trafiła się im chyba jednak dość ogarnięta pracownica.
Zamiast próbować przepychać się dalej – bo zdecydowanie nie chcieli przecież zwracać na siebie uwagi – rozpłynęła się w uśmiechach.
– Naprawdę? Bardzo dziękujemy! Już szukam pieniędzy. Anne Edgars. Przepraszam, czy ten pan, który się właśnie tutaj meldował, nie miał na imię Mark? Wyglądał z daleka zupełnie jak kuzyn Mark, nie uważasz? – zaszczebiotała, zwracając się przy tym ostatnim zdaniu do Atreusa, ale nawet nie dając mu szansy na odpowiedź, bo od razu spojrzała z powrotem na recepcjonistkę. – Ależ to byłby przypadek, wpaść tutaj na kuzynka Marka! Zwłaszcza, że mówił, że wybierze się w te okolice. Miałam nawet go wołać, ale głupio, gdybym się pomyliła…
– Bardzo mi przykro, proszę pani, nie mogę podać nazwiska, ale zameldował się jako Nicholas…
– Ojej, ależ szkoda. Chociaż Mark ma na drugie Nicholas! Nie zwróciła pani może uwagi na kolor oczu? Mark ma niebieskie oczy - wyrzuciła z siebie, modląc się, by Bulstrode pamiętał, jakie miał oczy ten gość, którego szukali.
– O… właściwie to tak, chyba miał niebieskie oczy, chociaż nie przyjrzałam się jakoś dokładnie…
– To moglibyśmy pokój na tym samym piętrze? Przy okazji może na siebie wpadniemy, jeżeli to on.
– W takim razie piętro drugie. A pan, panie…?
– Nie pierwszy raz walnęłam się w głowę – zapewniła, nawet jeżeli w tej się trochę kręciło. Nie pierwszy, nie drugi i nie dziesiąty, ani bardziej od tego nie zgłupiała (może nie było to możliwe?), ani dotąd jakoś szczególnie nie zmądrzało, więc zakładała, że i tym razem nic nie zaszkodzi. – Ty jesteś cały?
Odruchowo wprawdzie uniosła dłoń do włosów, szukając krwi albo guza, ale kiedy tylko Atreus otworzył drzwi i ją pogonił, natychmiast odpięła pasy i wyskoczyła za nim z auta. Obejrzała się jeszcze tylko na kłócących się, ale pozwoliła się pociągnąć w stronę motelu – normalnie pewnie próbowałaby sama tę mugolską walkę przerwać, tym razem jednak podarowała bawienie się w dobrego samarytanina, bo tak jakby mieli inne sprawy na głowie. Zastanowiła się tylko jakoś w przelocie, czy to jej życie naprawdę jest tak cholernie dziwne, skoro na randce – o – ile – to – była – randka – czy – powinna – o – to – spytać?, kończyła w rozwalonej taksówce, a teraz jeszcze goniąc kogoś do obskurnego hotelu – tyle dobrego, że zdążyli obejrzeć ten film…
Też liczyła, że zdołają po prostu recepcję minąć. Może że recepcjonistka ich nie zauważy, może że weźmie ich za mających już pokój, czy coś takiego. Zwykle jeśli wyglądałeś na odpowiednio pewnego siebie, i szedłeś szybkim krokiem, ludzie zakładali, że masz prawo w danym miejscu być. Jak na złość trafiła się im chyba jednak dość ogarnięta pracownica.
Zamiast próbować przepychać się dalej – bo zdecydowanie nie chcieli przecież zwracać na siebie uwagi – rozpłynęła się w uśmiechach.
– Naprawdę? Bardzo dziękujemy! Już szukam pieniędzy. Anne Edgars. Przepraszam, czy ten pan, który się właśnie tutaj meldował, nie miał na imię Mark? Wyglądał z daleka zupełnie jak kuzyn Mark, nie uważasz? – zaszczebiotała, zwracając się przy tym ostatnim zdaniu do Atreusa, ale nawet nie dając mu szansy na odpowiedź, bo od razu spojrzała z powrotem na recepcjonistkę. – Ależ to byłby przypadek, wpaść tutaj na kuzynka Marka! Zwłaszcza, że mówił, że wybierze się w te okolice. Miałam nawet go wołać, ale głupio, gdybym się pomyliła…
– Bardzo mi przykro, proszę pani, nie mogę podać nazwiska, ale zameldował się jako Nicholas…
– Ojej, ależ szkoda. Chociaż Mark ma na drugie Nicholas! Nie zwróciła pani może uwagi na kolor oczu? Mark ma niebieskie oczy - wyrzuciła z siebie, modląc się, by Bulstrode pamiętał, jakie miał oczy ten gość, którego szukali.
– O… właściwie to tak, chyba miał niebieskie oczy, chociaż nie przyjrzałam się jakoś dokładnie…
– To moglibyśmy pokój na tym samym piętrze? Przy okazji może na siebie wpadniemy, jeżeli to on.
– W takim razie piętro drugie. A pan, panie…?
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.