15.03.2024, 18:00 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2024, 18:01 przez Brenna Longbottom.)
Brenna przypatrywała się Norze bardzo uważnie, jakby szukając w jej twarzy, w spojrzeniach, oznak fałszu. Że jednak coś się stało. Figg nie wydawała się jednak wstrząśnięta, a jedynie… w dużym nieporządku. Spojrzenie Brenny prześlizgnęło się z twarzy w dół, na dłonie: gdyby przed kimś się broniła, one powinny nosić specyficzne ślady, ale podobnie jak buzia, zdawały się nienaruszone.
Coś się stało, ale tym czymś nie była chyba napaść.
– Chwilę temu się obudziłam – odpowiedziała, swoim zwyczajem nie kłamiąc, ale za to pomijając ogromną część prawdy, bo przecież zasnęła na kanapie w salonie, i to całkiem niedawno. – Myślę, że to zależy kogo spytać, ale dziękuję – dodała, kiedy Nora zaczęła wychwalać to, jak wyszła potańcówka. W tej chwili jednak cała zabawa była dla Brenny odległym wspomnieniem, a jej uwaga skupiała się głównie na stanie przyjaciółki.
Martwiłam się o ciebie, pomyślała, ale nie powiedziała tego. Nie dlatego, że byłoby dla niej problemem przyznać, że o kogoś się martwi – i nie dlatego, że nie chciałaby, żeby Nora o tym wiedziała. Ale gdyby Brenna wypowiedziała te słowa na głos, panna Figg prawdopodobnie miałaby z ich powodu wyrzuty sumienia.
– Chodź, trzeba cię wysuszyć, jesteś ewidentnie przemarznięta – powiedziała zamiast tego i schwyciła Norę za rękę, a potem pociągnęła w stronę jednej z łazienek. Może i był sierpień, całkiem ciepły zresztą, ale nocą nawet w sierpniu robiło się często nieco chłodno, zwłaszcza w Anglii. A wyglądało na to, że Nora jest… mokra.
Brenna była wściekle pewna, że ani na drodze pomiędzy szopą, w której odbywała się zabawa i domem Lizzie, ani na ścieżce między tym i Warownią, nie znajdowało się żadne jezioro ani rzeka, do którego można by wpaść. Nora skąpała się w beczce z wodą? Pomyliła zaklęcia? Natknęła się na kogoś obłożonego klątwą żywiołów? Co się tutaj do licha wyprawiało?
– Malwa? – zawołała w przestrzeń. Czuła się trochę winna, że wzywa skrzatkę o tej porze, ale Brenna podejrzewała, że ta i tak nie spała: w domu było mnóstwo gości, rano mieli się nimi wszystkimi zająć, pewnie Malwa albo coś sprzątała, albo szykowała, albo po prosto pozostawała w pogotowiu… i chyba tak właśnie było, sądząc po tym, jak szybko rozległ się trzask i Malwa zmaterializowała się przed Brenną. – Przynieść proszę Norze z jej pokoju ubranie, dobrze? Będziemy w największej łazience na dole. Zdejmij ten koc, rzucę zaklęcie osuszające – powiedziała, wchodząc do pomieszczenia i wyciągając różdżkę, bo oczywiście, spała z nią przy boku. Machnęła różdżką, wyczarowując strumień ciepłego powietrza, by dosuszyć ubranie i włosy Nory.
Coś się stało, ale tym czymś nie była chyba napaść.
– Chwilę temu się obudziłam – odpowiedziała, swoim zwyczajem nie kłamiąc, ale za to pomijając ogromną część prawdy, bo przecież zasnęła na kanapie w salonie, i to całkiem niedawno. – Myślę, że to zależy kogo spytać, ale dziękuję – dodała, kiedy Nora zaczęła wychwalać to, jak wyszła potańcówka. W tej chwili jednak cała zabawa była dla Brenny odległym wspomnieniem, a jej uwaga skupiała się głównie na stanie przyjaciółki.
Martwiłam się o ciebie, pomyślała, ale nie powiedziała tego. Nie dlatego, że byłoby dla niej problemem przyznać, że o kogoś się martwi – i nie dlatego, że nie chciałaby, żeby Nora o tym wiedziała. Ale gdyby Brenna wypowiedziała te słowa na głos, panna Figg prawdopodobnie miałaby z ich powodu wyrzuty sumienia.
– Chodź, trzeba cię wysuszyć, jesteś ewidentnie przemarznięta – powiedziała zamiast tego i schwyciła Norę za rękę, a potem pociągnęła w stronę jednej z łazienek. Może i był sierpień, całkiem ciepły zresztą, ale nocą nawet w sierpniu robiło się często nieco chłodno, zwłaszcza w Anglii. A wyglądało na to, że Nora jest… mokra.
Brenna była wściekle pewna, że ani na drodze pomiędzy szopą, w której odbywała się zabawa i domem Lizzie, ani na ścieżce między tym i Warownią, nie znajdowało się żadne jezioro ani rzeka, do którego można by wpaść. Nora skąpała się w beczce z wodą? Pomyliła zaklęcia? Natknęła się na kogoś obłożonego klątwą żywiołów? Co się tutaj do licha wyprawiało?
– Malwa? – zawołała w przestrzeń. Czuła się trochę winna, że wzywa skrzatkę o tej porze, ale Brenna podejrzewała, że ta i tak nie spała: w domu było mnóstwo gości, rano mieli się nimi wszystkimi zająć, pewnie Malwa albo coś sprzątała, albo szykowała, albo po prosto pozostawała w pogotowiu… i chyba tak właśnie było, sądząc po tym, jak szybko rozległ się trzask i Malwa zmaterializowała się przed Brenną. – Przynieść proszę Norze z jej pokoju ubranie, dobrze? Będziemy w największej łazience na dole. Zdejmij ten koc, rzucę zaklęcie osuszające – powiedziała, wchodząc do pomieszczenia i wyciągając różdżkę, bo oczywiście, spała z nią przy boku. Machnęła różdżką, wyczarowując strumień ciepłego powietrza, by dosuszyć ubranie i włosy Nory.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.