15.03.2024, 19:21 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.03.2024, 19:21 przez Brenna Longbottom.)
Brenna lubiła wtrącać nos w nieswoje sprawy, bywała przy tym niekiedy mało delikatna, a w dodatku gdy już zaczynała drążyć, to kopała równie uparcie co niuchacz, szukający błyskotki w stosie śmieci. W konsekwencji niektórzy mieli skłonności zakładać, że będzie brała innych na przesłuchanie w niektórych okazjach… gdy wcale nie miała takiego zamiaru, bo nie czuła, że ma do tego prawo.
Nora Figg była dorosłą kobietą. Cokolwiek robiła, Brenna nie miała prawa jej za to ganić, póki nie narażało to nikogo na niebezpieczeństwo. Błąd popełniła głównie w tym, że wymknęła się w taki sposób, który sugerował, że mogło coś się jej stać.
Ale Brennie nawet nie wpadło do głowy, żeby robić jej za to awanturę.
– Jakiś czas temu. Większość chyba śpi, chociaż wydaje mi się, że ktoś jeszcze siedzi w kuchni. Niedługo i tak tam wparuję, żeby zacząć ogarniać śniadanie… chociaż właściwie to hm, dziś pewnie podamy je dopiero koło jedenastej – powiedziała jak gdyby nigdy nic, przypominając sobie, że goście pewnie po tych tańcach pośpią sobie w większości dłużej. Może zresztą sama też zdoła jeszcze złapać jakieś dwie godziny snu? Nie czuła zmęczenia, ale też nie chciała ryzykować, że to dopadnie ją później. Część gości mogła zostać dłużej, część będzie wracać do domów albo szykować się na wesele Blacka…
Zmrużyła lekko oczy, gdy dostrzegła urwany zamek, ale nijak nie skomentowała. Po prostu osuszyła Norę zaklęciem – w milczeniu, ale nie wynikającym z potępienia. Raczej tego, że to była bardzo długa noc, dla nich obu, która zmęczyła i Norę, i Brennę, fizycznie i psychicznie, chociaż z różnych powodów. Już tańce same w sobie przecież wymagały energii, a tutaj Nora jeszcze później skąpała się w jeziorze, spacerowała i spędziła czas z Samem. Brenna z kolei martwiła, czy wszystko pójdzie dobrze, czy każdy odpowiednio się bawi, a i to nie tak, że niektóre wspomnienia z tego wieczora nie tkwiły jej w głowie, nie obracała ich raz po raz w pamięci, i nie zastanawiała się, co właściwie dalej. Stały więc teraz w tej łazience, obie blade, obie z podkrążonymi lekko oczami – bo makijaż Brenny dawno został zmyty, a ten Nory zabrała toń jeziora. Nawet Brenna nie miała dość energii, aby paplać bez sensu cały czas, a teraz i Nora pewnie nie miałaby siły takich monologów słuchać.
– Chcesz porozmawiać? – spytała krótko Brenna, gdy włosy i ubranie Nory były już suche. Odłożyła różdżkę na zlew i z jednej z szafek – bo ta łazienka była faktycznie duża i dobrze zaopatrzona – wyciągnęła jedną z zapasowych szczotek. Jej własne włosy miały skłonność do nieopanowania, wiedziała więc doskonale, że jeżeli Nora zostawi swoją czuprynę w takim stanie, to rano będzie miała problemy z jej ogarnięciem.
Nora Figg była dorosłą kobietą. Cokolwiek robiła, Brenna nie miała prawa jej za to ganić, póki nie narażało to nikogo na niebezpieczeństwo. Błąd popełniła głównie w tym, że wymknęła się w taki sposób, który sugerował, że mogło coś się jej stać.
Ale Brennie nawet nie wpadło do głowy, żeby robić jej za to awanturę.
– Jakiś czas temu. Większość chyba śpi, chociaż wydaje mi się, że ktoś jeszcze siedzi w kuchni. Niedługo i tak tam wparuję, żeby zacząć ogarniać śniadanie… chociaż właściwie to hm, dziś pewnie podamy je dopiero koło jedenastej – powiedziała jak gdyby nigdy nic, przypominając sobie, że goście pewnie po tych tańcach pośpią sobie w większości dłużej. Może zresztą sama też zdoła jeszcze złapać jakieś dwie godziny snu? Nie czuła zmęczenia, ale też nie chciała ryzykować, że to dopadnie ją później. Część gości mogła zostać dłużej, część będzie wracać do domów albo szykować się na wesele Blacka…
Zmrużyła lekko oczy, gdy dostrzegła urwany zamek, ale nijak nie skomentowała. Po prostu osuszyła Norę zaklęciem – w milczeniu, ale nie wynikającym z potępienia. Raczej tego, że to była bardzo długa noc, dla nich obu, która zmęczyła i Norę, i Brennę, fizycznie i psychicznie, chociaż z różnych powodów. Już tańce same w sobie przecież wymagały energii, a tutaj Nora jeszcze później skąpała się w jeziorze, spacerowała i spędziła czas z Samem. Brenna z kolei martwiła, czy wszystko pójdzie dobrze, czy każdy odpowiednio się bawi, a i to nie tak, że niektóre wspomnienia z tego wieczora nie tkwiły jej w głowie, nie obracała ich raz po raz w pamięci, i nie zastanawiała się, co właściwie dalej. Stały więc teraz w tej łazience, obie blade, obie z podkrążonymi lekko oczami – bo makijaż Brenny dawno został zmyty, a ten Nory zabrała toń jeziora. Nawet Brenna nie miała dość energii, aby paplać bez sensu cały czas, a teraz i Nora pewnie nie miałaby siły takich monologów słuchać.
– Chcesz porozmawiać? – spytała krótko Brenna, gdy włosy i ubranie Nory były już suche. Odłożyła różdżkę na zlew i z jednej z szafek – bo ta łazienka była faktycznie duża i dobrze zaopatrzona – wyciągnęła jedną z zapasowych szczotek. Jej własne włosy miały skłonność do nieopanowania, wiedziała więc doskonale, że jeżeli Nora zostawi swoją czuprynę w takim stanie, to rano będzie miała problemy z jej ogarnięciem.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.