15.03.2024, 20:00 ✶
Nell bywała kłótliwa i czepliwa. Wprawdzie w poważne awantury wdawała się rzadko, ale tu kogoś zwymyślała, tu komuś podała najpaskudniejszy eliksir, jaki mogła na daną przypadłość, tu po prostu denerwowała się na świat w ogólności. Zwykle jednak te jej wybuchy były krótkie, a ona poza nimi należała do osób raczej pogodnych i wesołych. Poza tym obyczaje, własne i cudze, chętnie łagodziła dużą ilością słodyczy, i bez żadnych oporów obiecała, że znajdzie dla koleżanki z wykopalisk absolutnie największą i najsmaczniejszą czekoladę, jaką tylko mają w Miodowym Królestwie, a to oznacza bardzo dużą czekoladę, bo przecież w Miodowym mają ich dużo…
Potem zniknęła.
A teraz szła przez obozowisko. Bez czekolady. Już znacznie spokojniejsza niż wcześniej, dość powolnym krokiem, jakby jeszcze nie zdecydowała, w którą stronę się udać.
Nell nie zwróciła w pierwszej chwili uwagi na kota. Mogła jej nie dostrzec, w końcu zapadał już zmrok, a ona rozglądała się, jakby czegoś szukała. Zrobiła kilka kroków, by w końcu skupić spojrzenie swoich jasnych oczu na namiocie, który służył za swojego rodzaju biuro. Nie trzymali tu wszystkiego, chociaż namioty były zaklęte, to jednak warunki dało się uznać za dość polowe – część rzeczy była więc w Londynie, część papierów w namiocie u Cathala, ale jednak musieli mieć rejestry, mapy, tym podobne, z których korzystali na bieżąco. Właśnie tutaj je składowano.
Wzrok Nell prześlizgnął się po kotce wreszcie, ale nie zatrzymał na niej najdłużej. Chwilę później Bagshot ruszyła ku namiotowi zdecydowanym krokiem, wyciągając z kieszeni różdżki. Rzuciła zaklęcie rozpraszające, które miało pozwolić wejść do środka i to nawet nic dziwnego, tylko…
…różdżka Nell była bardzo charakterystyczna, prawie czarna, wykonana z czarnego orzecha, eleganckiego, ale też kapryśnego. Tymczasem ta w rękach Bagshot miała odcień czerwieni, z pewnością została stworzona z jakiegoś zupełnie innego drewna. Czyżby ostatnio wymieniła różdżkę albo po przygodzie Cathala ze złodziejami postanowiła zaopatrzyć się w jakąś zapasową…?
Potem zniknęła.
A teraz szła przez obozowisko. Bez czekolady. Już znacznie spokojniejsza niż wcześniej, dość powolnym krokiem, jakby jeszcze nie zdecydowała, w którą stronę się udać.
Nell nie zwróciła w pierwszej chwili uwagi na kota. Mogła jej nie dostrzec, w końcu zapadał już zmrok, a ona rozglądała się, jakby czegoś szukała. Zrobiła kilka kroków, by w końcu skupić spojrzenie swoich jasnych oczu na namiocie, który służył za swojego rodzaju biuro. Nie trzymali tu wszystkiego, chociaż namioty były zaklęte, to jednak warunki dało się uznać za dość polowe – część rzeczy była więc w Londynie, część papierów w namiocie u Cathala, ale jednak musieli mieć rejestry, mapy, tym podobne, z których korzystali na bieżąco. Właśnie tutaj je składowano.
Wzrok Nell prześlizgnął się po kotce wreszcie, ale nie zatrzymał na niej najdłużej. Chwilę później Bagshot ruszyła ku namiotowi zdecydowanym krokiem, wyciągając z kieszeni różdżki. Rzuciła zaklęcie rozpraszające, które miało pozwolić wejść do środka i to nawet nic dziwnego, tylko…
…różdżka Nell była bardzo charakterystyczna, prawie czarna, wykonana z czarnego orzecha, eleganckiego, ale też kapryśnego. Tymczasem ta w rękach Bagshot miała odcień czerwieni, z pewnością została stworzona z jakiegoś zupełnie innego drewna. Czyżby ostatnio wymieniła różdżkę albo po przygodzie Cathala ze złodziejami postanowiła zaopatrzyć się w jakąś zapasową…?