Na wszelkie oznaki gościnności czy ciasteczka z herbatkom przyjdzie jeszcze czas. Na razie mieli dużo ważniejsze rzeczy do przegadania i zweryfikowania. Jedną z tych rzeczy były informacje - każdy z nich musiał wiedzieć to samo, więc automatycznie należało złożyć należyte raporty. Człowiek wyjdzie z Ministerstwa ale Ministerstwo z człowieka nigdy.
Z zaciekawieniem wsłuchiwał się w słowa ich wspólnika. Co jakiś czas kiwał głową, informując, że wszystko rozumie i jest to klarowne. Sekretarka w Departamencie? No lepiej trafić nie mogliśmy Uśmiechnął się pod nosem, wszak miał kogoś kto piastował podobne stanowisko. Kogoś, kto powinien raczej być skłonnym do nawiązania pewnej współpracy.
Nie odezwał się jeszcze. Stanley wolał poczekać, aż tamten zakończy mówić. Nie mogli sobie przerywać, a całe spotkanie musiało przebiegać w odgórnie ustalonym stylu i z pewnymi zasadami. Kto je ustalał? Nie kto inny jak Mulciber. Robert Mulciber.
- Jeżeli nie Abbott, pozostaje jeszcze Nott. Ta Nott - zwrócił uwagę na nazwisko, chcąc nakreślić o kogo mu dokładniej chodziło. Miał na myśli Nottów, którzy byli powiązani z pierwszej ręki z szukającym Zjednoczonych z Puddlemere - Ludovica Nott dokładniej. Pracuje tam już kilka dobrych lat. Swoją drogą to moja dobra przyjaciółka, więc mógłbym też coś tam podpytać - zaproponował - A jeżeli nie ja, mogę załatwić spotkanie - zapewnił. Może ktoś inny miał chęci do tego, aby się z nią spotkać? Nie było z tym najmniejszego problemu.
- To teraz ja z wujem Richardem - kiwnął głową w kierunku brata swojego ojca. Nadal pamiętał, który z nich przed chwilą palił papierosa i tylko dzięki temu się nie pomylił - Pozwoliłem sobie to podzielić na dwie części - stwierdził, wyjmując z wewnętrznej części płaszcza kopertę, która następnie wylądowała na stole - Tutaj znajdują się plany Ministerstwa. W głównej mierze Biura Aurorów i Departamentu Przestrzegania Praw Czarodziejów. Mają raczej wymiar poglądowy, aniżeli dokładny i wykonany przez jakiegoś kartografa - zaznaczył. Nie chciał, aby mieli jakieś wygórowane mniemanie o tych dokumentach. Z Borgina nie był przecież żaden rysownik - Dodałem tam też kilka notatek od siebie. Powinna być na tyle klarowna, aby można było odnaleźć daną osobę czy biuro. Zostawiam do zapoznania się w ciszy i spokoju - dodał, a następnie popchnął ją w kierunku środka stołu. Gdyby ktoś chciał zajrzeć do środka, było tam kilka mapek i pojedynczych stron z własnoręcznie wykonanymi komentarzami. Mapy odzwierciedlały korytarze i zawierały informacje, które mógł posiadać brygadzista - niedoszły Auror - z kilkuletnim doświadczeniem.
Stanley zaciągnął się papierosem, strzepując go do popielniczki - Ale to nie wszystko bo mam jeszcze coś - spojrzał po zebranych, dodpalił swojego nikotynwego przyjaciela i ugasił w szklanc - Przygotowałem też spis wszystkich znanych pracownik. Pozwoliłem też sobie wyróżnić kilka osób - wyciągnął drugą kopertę z płaszcza i zaczął wyciągać zdjęcia czy rysunki poglądowe o których miał zamiar zaraz opowiedzieć. Większość z nich pochodziła z jakiś gazet, kronik czy zbiorów informacji - wszelkich źródeł gdzie mogły się znaleźć zdjęcia takich osób - Zacznijmy od brygadzistów i ogólnie ludzi pracujących w Departamencie - rzucił pierwsze dwa zdjęcia przedstawiające kobietę i mężczyznę - Jebana Longbottom ze swoim braciszkiem. Brenna i Erik. Detektywi. Ona ma nierówno pod sufitem i setki nadgodzin. Prawdziwy wrzód i jedna z nielicznych osób, która jest skłonna wziąć z 10 nadgodzin z rzędu. Jej brat wydaje się być dużo spokojniejszy ale też nie mamy co na niego liczyć. Na nią tymbardziej - przyznał, rzucając zdjęcie rudowłosej dziewczyny - Wood Heather. Była szukająca Harpii. Nie poszło jej z miotłą to wylądowała w brygadzie. Wspólniczka Brenny. Narwana i pewnie skłonna wygryźć Ci oczy jeżeli coś wspomnisz o jej karierze w Quidditchu. Tutaj raczej też nie wróżyłbym żadnego sukcesu. Za bardzo wpływa na nią Longbottom - wzruszył ramionami i położył zdjęcie typowego cwaniaka - Parkinson Aidan. Mój były partner z Brygady. Pracuje tam trochę z przymusu, nie wychyla się i w wielkim skrócie opierdala się tyle ile jest w stanie. Z tego co pamiętam to miał tam jakąś koleżankę niedaleko Nokturnu i Horyzontalnej, ale ona ma bardziej najebane we łbie od niego. Gdybyś jednak chcieli coś od niego wymóc, może warto by było się zastanowić? Z samym Parkinsonem może udałoby coś załatwić albo coś podpytać o najnowsze szczegóły z Ministerstwa. W końcu czego się nie robi dla starego druha z pracy, czyż nie? - zapytał retorycznie, wzdychając. Aidan był wkurwiajacy ale zawsze dobrze wspominał z nim służbę. Nie zastanawiając się dalej, wyłożył kolejna rzecz - McKinnon Hades. Mąż mojej kuzynki. Świeża krew, która lada dzień ma się pojawić w brygadzie. Widzę duży potencjał do tego, aby mógł coś powiedzieć albo podrzucić od nas do samego Ministerstwa. Persephona na nad nim pełnię władzy, a ja bardzo dobrze żyje z własną kuzynką. Na pewno dam radę ją przekonać, a ona Hadesa - uśmiechnął się pod nosem. Ah, te baby Pokręcił głową, sięgając po zdjęcie jakiejś dziewczyny w krótszych, jasnych włosach - Bones Mavelle. Z tego co kojarzę to rodzina z Caspianem, który jest szefem brygadzistów. Nie potrafię o niej zbyt dużo powiedzieć, ponieważ nie mieliśmy prawie żadnego kontaktu. Z tego faktu ją skreślam całkowicie pod względem przydatności - odrzucił kopertę z resztą zdjęć i notatek na ich odwrotach. Zgromadzeni mogli dostrzec podpis "BUM" - W środku jest jeszcze krótka notka o samym Caspianie i pozostałych, mniej ważnych pracownikach - stwierdził. Spojrzał po wszystkich i wyciągnął ostatni pliczek, który miał przygotowany na dzisiaj.
- To teraz biuro Aurorów - zaśmiał się pod nosem. Niedoszłe marzenie Borgina, a teraz recytował raport odnośnie ich działalności - Bulstrode Atreus i Orion. Bracia. Atreus to mój dobry przyjaciel ale niestety niezrzeszony wiadomo gdzie, więc też nie będzie skłonny do nawiązania współpracy, a szkoda. O Orionie ciężko mi coś powiedzieć. Nasze drogi się nie przecinały zbyt często w kwestiach pracowych i ogólnych - przyznał, rzucając dwa zdjęcia przedstawiające wymienione przez niego osoby - No... tej dwójki to chyba przedstawiać nie muszę, a jakby ktoś się zastanawiał to Michael i Chester Rookwoodowie. Jakbyście potrzebowali jakiś szczegółów to pytajcie Roberta. On zna ich przecież najlepiej - upuścił z wysokości ich zdjęcia i spojrzał w kierunku ojca. Wcześniejsze obrazki raczej starał się kłaść, może nadawać im odrobinę pędu. Całkowicie inaczej miała się sprawa z tą dwójką - oni zostali zrzuceni, upadli jako zdjęcia - Moody Alastor. Jakaś tam rodzina Harper. Powiada się, że kiedy ta zołza walnie w kalendarz, to on przejmie jej miejsce, wszak będzie trzeba tylko zmienić literkę na drzwiach. Nie wróżę mu przyszłości w naszej sprawie, a już na pewno nie po pozbyciu się Harper. Po tej operacji, może mu bardzo zależeć, aby nas dopaść. Dużo bardziej, niż po pozbyciu się Greybacka - zauważył, kładąc zdjęcie krewniaka Harper - Steward Patrick. Auror. Podobnie jak z Moodym, nie potrafię powiedzieć nic więcej. Wyciągając jednak pewne wnioski z osób, którymi się otacza, nie będzie zainteresowany kooperacją z nami. Jak widać, ciężko trafić na odpowiednie osoby w Ministestwie, kiedy dobzi ludzie z niego odeszli - obrazek wylądował na stole - Ehh... - ciężko westchnął - Lestrange Victoria od naszego wampirka. Dobra dziewczyna, zostawiająca pracę po opuszczeniu biura Aurorów. Daleko jej jednak do wsparcia naszej pięknej inicjatywy, chociaż wydaje się być skłonna do przymykania oczu na pewne sprawy - wytłumaczył, a na stole pojawiło się zdjęcie z niedoszłą panią Rookwood - Bletchey Cain. Chuj jakich mało. Nie chce mieć z nim nic wspólnego, a on ze mną. Jeżeli jakimś cudem ktoś by go przekonał to naprawdę, czapki z głów - puścił niedbale zdjęcie chłopaka - No i jest nasza kochana Haper Moody - zadrżała mu powieka, a sam Stanley, przejechał po swojej brodzie - Nie muszę tu chyba też nic dodawać. Do kasacji - dodał, a jej zdjęcie opadło powoli na stolik, poddając się prawom fizyki.
Borgin przyglądał się przez chwilę tym kilku dokumentom. Po kilku sekundach dorzucił tam ostatnią kopertę z popisem "Biuro Aurorów" - Reszta osób, podobnie jak z BUMem, znajduje się w środku - usiadł przy stoliku, przejeżdżając dłonią po blacie - Nie chciałem Was więcej zanudzać. Sami sobie możecie poczytać i ich pooglądać w wolnej chwili. Wszystko co wiem, znajduje się w tych kopertach. Jeżeli Ministerstwo przyspieszyło we wdrażaniu zmian to wszystkie informacje są bezwartościowe. Wszyscy jednak wiemy jak działa Ministerstwo, więc te dane są w miarę aktualne - skwitował. Z tej całej gadaniny to, aż mu zaschło w gardle i nie pogardziłby szklaneczką rudawego trunku. Czuł jednak, że zrobił dobra robotę, albo co najmniej średnia lub taką, która sprawi, że zyska w oczach ojca.
"Riddikulus!"
- Danielle Longbottom na widok Stanleya Bo[r]gina
"Jestem dumna, że pomagałeś podczas zamachu."
- Stella Avery na wieści o udziale Stanley w walkach podczas Beltane 1972