15.03.2024, 23:06 ✶
Nikt go nie zmusi? Dobrze wiedzieć, że są jeszcze ludzie z takim podejściem. W tej chwili nie czuł się na siłach, ale może kiedyś, nie był pewien, może nigdy. Czas pokaże. Wysłuchał też uważnie jego rady, co chwila marszcząc brwi, rozluźniając je, zawieszając spojrzenie to na ziemi, to na twarzy mężczyzny. Coś z tym wszystkim było, powoli supły rozwiązywać i jakoś to pójdzie do przodu, w końcu kiedyś na pewno będzie lepiej, prawda? Tacy ludzie jak oni, mający już jakieś doświadczenie w życiu musieli wiedzieć co mówią. Z resztą jemu samemu też wydawało się kiedyś, że nie da rady, a jakoś przeżył szkołę. Pokiwał w zamyśleniu głową, jeszcze kilka chwil próbując ogarnąć pijanym umysłem porady, jakich nie chciał zapomnieć.
Niedługo po tym jednak jego myśli całkowicie się rozpierzchły gdy usłyszał pytanie od... Jak on się nazywał? Nie pamiętał. Czy właściwie się przedstawił? No tak czy inaczej od razu jakoś tak zesztywniał na jego słowa, poczuł jak krew z jednej strony odpływa mu z twarzy, a z drugiej strony przypływa by wzniecić rumieńce zawstydzenia. Ton może i był grzeczny, ale zbyt często pod uprzejmym tonem ludzie ukrywają złośliwość. Popatrzył zaraz na czarodzieja stającego w jego obronie i biernie patrzył, jak ten upomina znajomego, wytyka wszystkie błędy, usprawiedliwia i tłumaczy. A zaraz na nowo jeszcze bardziej był zdezorientowany kiedy jak obraz w muzeum patrzyli na niego, oceniając i wydając opinię o tym, że kto jak kto, ale wilkołak akurat powinien się bawić do rana. Może gdyby miał z kim... Z Morpheusem na pewno mógłby się do rana bawić, chociaż nie był pewien czy kondycja starszego czarodzieja by podołała. Tak czy inaczej...
Parsknął śmiechem kiedy mężczyzna skończył swój wywód i śmiał się tak chwilę rozbawiony tym chaosem, który na chwilę sprawił, że zapomniał o konkursie tańca, Septimie, kobiecie w płomieniach i nocowaniu w samochodzie. Nawet normalne kolory wróciły mu na twarz. Uniósł kieliszek opierając się o jego ściankę policzkiem, przyglądając się towarzyszom i jednemu i drugiemu, na raz.
-Chyba bardzo dobrzy z was przyjaciele, co?-zagadał, rozbawiony, nie do końca wiedząc jakie pomysły mu chodzą po głowie i co właściwie sugeruje, choć jego wyobraźnia już dawno pogalopowała w oczywistym kierunku.-Podobno w życiu dorosłym nie jest aż tak łatwo o przyjaciół. Wszystko się kończy po szkole, a później to już marne znajomości z pracy utrzymywane tylko dlatego, że widzimy się z kimś codziennie.-westchnął znużonym spojrzeniem przesuwając po krzakach.-Skąd się znacie?-zagadał w końcu, upijając wina, licząc, że języki same z siebie im się rozwiążą.
Niedługo po tym jednak jego myśli całkowicie się rozpierzchły gdy usłyszał pytanie od... Jak on się nazywał? Nie pamiętał. Czy właściwie się przedstawił? No tak czy inaczej od razu jakoś tak zesztywniał na jego słowa, poczuł jak krew z jednej strony odpływa mu z twarzy, a z drugiej strony przypływa by wzniecić rumieńce zawstydzenia. Ton może i był grzeczny, ale zbyt często pod uprzejmym tonem ludzie ukrywają złośliwość. Popatrzył zaraz na czarodzieja stającego w jego obronie i biernie patrzył, jak ten upomina znajomego, wytyka wszystkie błędy, usprawiedliwia i tłumaczy. A zaraz na nowo jeszcze bardziej był zdezorientowany kiedy jak obraz w muzeum patrzyli na niego, oceniając i wydając opinię o tym, że kto jak kto, ale wilkołak akurat powinien się bawić do rana. Może gdyby miał z kim... Z Morpheusem na pewno mógłby się do rana bawić, chociaż nie był pewien czy kondycja starszego czarodzieja by podołała. Tak czy inaczej...
Parsknął śmiechem kiedy mężczyzna skończył swój wywód i śmiał się tak chwilę rozbawiony tym chaosem, który na chwilę sprawił, że zapomniał o konkursie tańca, Septimie, kobiecie w płomieniach i nocowaniu w samochodzie. Nawet normalne kolory wróciły mu na twarz. Uniósł kieliszek opierając się o jego ściankę policzkiem, przyglądając się towarzyszom i jednemu i drugiemu, na raz.
-Chyba bardzo dobrzy z was przyjaciele, co?-zagadał, rozbawiony, nie do końca wiedząc jakie pomysły mu chodzą po głowie i co właściwie sugeruje, choć jego wyobraźnia już dawno pogalopowała w oczywistym kierunku.-Podobno w życiu dorosłym nie jest aż tak łatwo o przyjaciół. Wszystko się kończy po szkole, a później to już marne znajomości z pracy utrzymywane tylko dlatego, że widzimy się z kimś codziennie.-westchnął znużonym spojrzeniem przesuwając po krzakach.-Skąd się znacie?-zagadał w końcu, upijając wina, licząc, że języki same z siebie im się rozwiążą.