Geraldine nie miała pojęcia, o tym, co przydarzyło się jej przyjacielowi, dlatego właśnie była taka zdziwiona tym, że od ręki znalazł dla niej czas. Spodziewała się raczej opcji za kilka dni lub za tydzień. W końcu był najpopularniejszym kawalerem w Wielkiej Brytanii, nawet nie narzekała na to, że musi tyle czekać na spotkanie z nim, bo zawsze była to gra warta świeczki.
- Co, kurwa? - Mrugnęła szybko, jakby nie docierało do niej co mówi. Jego zwiesili? Jakim cudem, przecież Erik był jedną z najbardziej prawych osób jakie znała, dlaczego mieliby go zawiesić w robocie. Teraz jednak zoruzmiała dlaczego znalazł dla niej czas od razu, siedział w domu, na dupie, nie mógł chodzić do pracy. To wiele wyjaśniło, znaczy póki co nie wiele, bo musiała jeszcze z niego wyciągnąć dlaczego go zawiesili, jak się okazało nie musiała nawet nic zrobić, bo sam puścił parę z ust.
- O to się do ciebie przyjebali? Naprawdę? - Trochę była w tym jej wina, bo to ona zajęła się problemem, który męczył mieszkańców Little Hangleton, ale przecież nie mogli pozwolić tej bestii tam bytować, niszczyła ich zbiory i przeszkadzała w życiu, mało brakowało do tego, aby kogoś skrzywdziła. Właśnie dlatego nienawidziła ministerstwa, chuja się znali, a wpierdalali się wszędzie. - Szkoda, że nasz zajebisty Rowle nie zajmie się wreszcie tym gównem, co mieszka w lesie, tym się nie martwi, co? - W jej głosie było słychać złość, może trochę była i wkurzona na siebie, że Erik trochę przez nią został zawieszony, chociaż nie było w tym właściwie jej winy, tylko ten zjebany departament działał po omacku. Na całe szczęście spierdoliła z niego tuż po stażu.
- To dobrze, bo ja też tego potrzebuję, muszę się wyżyć, bo kurwa nie daję rady. - Yaxley była w dziwnym nastroju, to, o czym jej powiedział tylko ją podjudziło. Zdecydowanie musiała się wyładować, szkoda, że akurat na nim, bo jej było go okropnie szkoda po tej akcji, ale z drugiej strony, może akurat tym razem to Erik jej dołoży, nigdy nie wiadomo.
Zastanawiała się, czy wypadało, aby teraz i ona powiedziała mu dlaczego ma chęć się wyżyć, ale chyba wolała pominąć te informację, bo było jej trochę wstyd, póki więc nie naciskał, nie pytał, wolała zignorować temat. Tak było wygodniej, a przy okazji nie weźmie jej za jakąś desperatkę.
- Ta, zanim wyślą tutaj tych frajerów z ministerstwa, to zwierzę zdąży zniszczyć całe zbiory, niech spierdalają, nie twój problem. - Dodała jeszcze.
- Gotowy? - Nachyliła się, żeby unieść swoją szpadę, w końcu mieli tutaj zaraz stanąć w szranki.