15.03.2024, 23:32 ✶
Rozchylił zdziwiony usta, pochylając się w stronę Brenny, gdy ta snuła swoją opowieść o niegodziwości Atreusa Bulstrode'a. Teraz było mu nawet trochę głupio, bo nie przeszło mu zbytnio przez myśl, aby rozpytać o reputację mężczyzny. Bądź co bądź, ta potrafiła często mylić, a nie można było oceniać książki po okładce? Z perspektywy Erika brat Florence jawił się jako dosyć... standardowy kandydat dla Brenny.
Wydawało mu się, że widział zgodność energii między nimi, a co jak co, ale akurat pod tym względem facet musiał być dopasowany do Longbottomówny, jeśli związek miał przetrwać. Opinia podrywacza nie wróżyła jednak niczego dobrego i to dla żadnej ze stron. Każdy wyszedłby z tego układu pokiereszowany. Erik chrząknął głośno, gdy na chwilę zapadła cisza.
— Mogłem popełnić niezamierzony błąd w ocenie sytuacji między wami i tego jaka historia... Ciągnie się za tą gwiazdą — stwierdził z niezadowoleniem. Instynkt go zawiódł i to tak kompletnie. Co było nieco zaskakujące, biorąc pod uwagę, że z reguły rady Erika były wyjątkowo światłe i zapewne niejeden kapłan byłby zdziwiony, jak warto było ich przestrzegać. — Tutaj... Tutaj mnie masz.
Wbił zniesmaczony wzrok w panele biblioteki. Nie orientował się we wszystkich plotkach, jakie krążyły po Ministerstwie Magii. Wystarczyło mu to, że musiał gasić własne pożary. Poza tym naprawdę miał wrażenie, że Atreus i Brenna całkiem nieźle mogliby ze sobą dogadać. Tyle że najwidoczniej za dużo się za nimi ciągnęło, bądź co bądź, w miejsce każdej kochanki Atreusa można było znaleźć, wstawić jedną z wielu tajemnic Brenny, o jakich wiedziało dosyć nieliczne grono ludzi. To by się nie udało. Szkoda, że tyle mu zajęło dotarcie do tego wniosku.
— Póki oboje chcą tego samego, to życzę im szczęścia — wymamrotał, nie bardzo wiedząc, jakiej odpowiedzi oczekuje od niego siostra.
W tej sprawie też miał się kajać? A może miał wziąć na siebie winę za potencjalnie okropny związek Lestrange z Bulstrodem, bo to on zapewnił im przestrzeń, dzięki której na krótką chwilę złapali wspólny język. Mógł być odpowiedzialny za Longbottomów, Norę, Samuela i ewentualnie Thomasa, ale nie mógł robić za opiekunkę każdego Brygadzisty i Aurora, jaki przewinął się przez imprezę. To tak jakby on miał pretensje do Brenny o to, że przez to, że ona urządziła imprezę, to ktoś się na niej pokłócił i było mu smutno. Bo ona też dała tym ludziom przestrzeń.
— Nie chce, żebyś się wyprowadzała. Kompletnie zwariowałaś, jeśli w ogóle przeszło ci to przez myśl. — Ukrył twarz w dłoniach, nie rozumiejąc, jak mógł tak słabo rozumować i jednocześnie pozostawać tak niezrozumianym przez własną siostrę. — Wiesz, o ile łatwiej byłoby, gdybyś powiedziała tak od razu i w prostych słowach? — Opuścił nieco dłonie, chociaż nos i usta dalej miał zasłonięte. — Możesz mi nie wierzyć, ale ja naprawdę nie chce twojej krzywdy. — Przymknął na moment oczy, biorąc głęboki oddech. — Nie ma na tym świecie nikogo, kogo bardziej chciałbym ochronić przed tym, co czyha za tymi murami, bez względu na to, czy chodzi o górskie trolle, Śmierciożerców, złych kochanków, mężów, czy jeszcze nie wiadomo kogo.
Prawda była stosunkowo prosta: Erik cholernie martwił się o Brennę. Mógł ją prześmiewczo porównywać do heroski, która próbowała udźwignąć na swoich barkach problemy całe świata, ale aż za dobrze wiedział, że ona naprawdę zdawała się do tego dążyć. I bał się, że pewnego dnia weźmie za dużo, a jego nie będzie w pobliżu, aby jej pomóc. Nie był dla niej dobrą przeciwwagą w tym sensie, ale miał cichą nadzieję, że kiedyś w jej życiu pojawi się ktoś, z kim będzie mogła faktycznie dzielić to brzemię, zanim to ją ostatecznie wykończy.
Wydawało mu się, że widział zgodność energii między nimi, a co jak co, ale akurat pod tym względem facet musiał być dopasowany do Longbottomówny, jeśli związek miał przetrwać. Opinia podrywacza nie wróżyła jednak niczego dobrego i to dla żadnej ze stron. Każdy wyszedłby z tego układu pokiereszowany. Erik chrząknął głośno, gdy na chwilę zapadła cisza.
— Mogłem popełnić niezamierzony błąd w ocenie sytuacji między wami i tego jaka historia... Ciągnie się za tą gwiazdą — stwierdził z niezadowoleniem. Instynkt go zawiódł i to tak kompletnie. Co było nieco zaskakujące, biorąc pod uwagę, że z reguły rady Erika były wyjątkowo światłe i zapewne niejeden kapłan byłby zdziwiony, jak warto było ich przestrzegać. — Tutaj... Tutaj mnie masz.
Wbił zniesmaczony wzrok w panele biblioteki. Nie orientował się we wszystkich plotkach, jakie krążyły po Ministerstwie Magii. Wystarczyło mu to, że musiał gasić własne pożary. Poza tym naprawdę miał wrażenie, że Atreus i Brenna całkiem nieźle mogliby ze sobą dogadać. Tyle że najwidoczniej za dużo się za nimi ciągnęło, bądź co bądź, w miejsce każdej kochanki Atreusa można było znaleźć, wstawić jedną z wielu tajemnic Brenny, o jakich wiedziało dosyć nieliczne grono ludzi. To by się nie udało. Szkoda, że tyle mu zajęło dotarcie do tego wniosku.
— Póki oboje chcą tego samego, to życzę im szczęścia — wymamrotał, nie bardzo wiedząc, jakiej odpowiedzi oczekuje od niego siostra.
W tej sprawie też miał się kajać? A może miał wziąć na siebie winę za potencjalnie okropny związek Lestrange z Bulstrodem, bo to on zapewnił im przestrzeń, dzięki której na krótką chwilę złapali wspólny język. Mógł być odpowiedzialny za Longbottomów, Norę, Samuela i ewentualnie Thomasa, ale nie mógł robić za opiekunkę każdego Brygadzisty i Aurora, jaki przewinął się przez imprezę. To tak jakby on miał pretensje do Brenny o to, że przez to, że ona urządziła imprezę, to ktoś się na niej pokłócił i było mu smutno. Bo ona też dała tym ludziom przestrzeń.
— Nie chce, żebyś się wyprowadzała. Kompletnie zwariowałaś, jeśli w ogóle przeszło ci to przez myśl. — Ukrył twarz w dłoniach, nie rozumiejąc, jak mógł tak słabo rozumować i jednocześnie pozostawać tak niezrozumianym przez własną siostrę. — Wiesz, o ile łatwiej byłoby, gdybyś powiedziała tak od razu i w prostych słowach? — Opuścił nieco dłonie, chociaż nos i usta dalej miał zasłonięte. — Możesz mi nie wierzyć, ale ja naprawdę nie chce twojej krzywdy. — Przymknął na moment oczy, biorąc głęboki oddech. — Nie ma na tym świecie nikogo, kogo bardziej chciałbym ochronić przed tym, co czyha za tymi murami, bez względu na to, czy chodzi o górskie trolle, Śmierciożerców, złych kochanków, mężów, czy jeszcze nie wiadomo kogo.
Prawda była stosunkowo prosta: Erik cholernie martwił się o Brennę. Mógł ją prześmiewczo porównywać do heroski, która próbowała udźwignąć na swoich barkach problemy całe świata, ale aż za dobrze wiedział, że ona naprawdę zdawała się do tego dążyć. I bał się, że pewnego dnia weźmie za dużo, a jego nie będzie w pobliżu, aby jej pomóc. Nie był dla niej dobrą przeciwwagą w tym sensie, ale miał cichą nadzieję, że kiedyś w jej życiu pojawi się ktoś, z kim będzie mogła faktycznie dzielić to brzemię, zanim to ją ostatecznie wykończy.
the he-wolf of godric's hollow
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞
❝On some nights, the moon thinks about ramming into Earth,
slamming into civilization like some kind of intergalactic wrecking ball.
On other nights, it's pretty content just to make werewolves.❞