Fernę zatkało. Wpatrywała się w ciemnowłosą kobietę i z każdym słowem, które ta wypowiadała, coraz szerzej otwierała oczy. Nigdy by nie pomyślała, że można do kogoś nieznajomego podejść w ten sposób i zrugać go za cokolwiek. Gdyby nie była w epicentrum całego tego zdarzenia, nie uwierzyłaby, że coś takiego się komuś przytrafiło.
— Ja… Nie… Co… Nie… — zająknęła się Paprotka, próbując wycisnąć z siebie jakkolwiek sensowną odpowiedź.
Otrząśnięcie się ze zdziwienia zajęło jej chwilę i najbardziej pomogło w tym pytanie o sprzedaż miotły. To jakoś przywróciło Fernie logiczne myślenie i nawet dodało odwagi, by zdecydowanym tonem odpowiedzieć.
— Nie. Ta miotła nie jest na sprzedaż, to prezent, zresztą nieważne, nie jest na sprzedaż i koniec. — pionowa zmarszczą, która pojawiła się pomiędzy jej brwiami i ton wskazały, że w pannie Slughorn zawrzało.— A co do dbania o miotłę, to nawet nie mam zamiaru odpowiadać na to pytanie! Ale zrobię to, owszem dbam!
Przyjaciele Ferny mogli zauważyć, że cała sytuacja wywołała w niej dziwne emocje. W końcu nie należała do emocjonalnych osób, wręcz przeciwnie zakopywała je głęboko w sobie i pozwalała im wypływać, kiedy była sama lub z bardzo bliską sobie osobą.
Teraz natomiast widać było, że knykcie zaciśnięte na miotle pobielały, usta zwęziły się do cieniutkiej i zdeformowanej przez bliznę linii. Szare oczy pociemniały, ale Ferna nie potrafiła za długo wpatrywać się w kogoś, a już na pewno nie w kogoś z kim wdała się w taką dyskusję.
— Przepraszam, ale… — zaczęła mówić do Ady, ale przerwała i zerknęła na Menodorę. — Chodźmy po prostu, złapiemy Camerona po drodze.