Nie sądziła, że tak łatwo jej przyjdzie odrzucenie swoich wyuczonych zachowań. Przez kilka ostatnich lat nie pozwalała sobie na nawet krótki moment nieostrożności. Dbała o to, aby mur, jaki wokół siebie wybudowała był szczelny i nie przepuszczał nikogo, bo nie chciała znowu tego poczuć, bała się bólu i cierpienia, odrzucenia. Zbyt wiele ją to wtedy kosztowało.
Tym razem nie zastanawiała się zbytnio, bo nie było nad czym myśleć, to nie miało żadnego sensu kiedy dwa ciała tak bardzo pragnęły się do siebie zbliżyć, i tak nie wygrałaby tej walki. Serce zwyciężyło z rozumem, nie pierwszy raz. Zapewne, gdy nadejdzie dzień na pewno będzie żałowała tej decyzji, ale teraz, teraz noc była ich przyjaciółką, która chowała ich pod swoim ciemnym płaszczem przed konsekwencjami.
Serce biło jej coraz szybciej, czuła, że ciało zaczyna ją palić, mimo tego chłodu, który jeszcze chwilę wcześniej je przenikał. Podjęli już decyzję, została przypieczętowana pocałunkiem.
Kto wie, co nimi kierowało, czy tęsknota, chwilowa zachcianka, nie było to istotne, ważne, że każde z nich zadecydowało, chociaż nie bardzo można było mówić o jasności umysłu, kiedy pojawiało się pożądanie. Trudno jej się było zachować właściwie kiedy znajdowała się blisko niego. Nadal nie umiała z tym walczyć. Pożądanie było swojego rodzaju słabością, nad którą nie umiała zapanować.
Chciała się teraz zatopić w tych zachłannych pocałunkach, pozwolić duszy się wyrwać, a ciału dać przejąć władzę namiętności. Unieść się gdzieś ponad, na chwilę, bo tak bardzo tego pragnęła.
I nie liczyło się nic więcej, tylko to, by ugasić ten ogień, który zaczął płonąć, po raz kolejny. Tak niewiele jej było trzeba, żeby zrzuciła z siebie niewinność.
Znalazł się nad nią, jego usta pozostawiały palące ślady na jej skórze, nie sądziła nawet, że tak jej tego brakowało. Zapomniała ile przyjemności przynosił jej jego dotyk, zadziwiające, że mimo tych wszystkich emocji czuła przy tym taki spokój.
Jeszcze chwila, moment, a ugaszą swoje pragnienia, zaznają spokoju i będą mogli stąd odejść, jakby nic się nie stało, a jutro miało nie istnieć.