16.03.2024, 00:47 ✶
Nie wiadomo, czy mógł być jej drogowskazem. Już raz spieprzył sprawę, a pokładanie tak dużej nadziei w człowieku mogło okazać się złudne. A jednak, przecież jeszcze nie tak dawno, mimo ich lekko skomplikowanej przeszłości, coś kliknęło. Przyciągali się nawzajem. Mimo potencjalnych różnic, okazywali się być do siebie tak naprawdę całkiem podobni.
Coś sprawiało, że gdy tylko zaczęli znów rozmawiać, Thomas poczuł się jakby wrócił do znajomego miejsca, choć towarzyszyło temu tyle strachu i wyrzutów sumienia. Nie chciał, by to zniknęło.
Możliwe więc, że byłby w stanie wyciągnąć Gerry z najgorszej znanej otchłani, jeśli to oznaczało, że jej nie straci. Tak naprawdę zależało mu na niej, do tego stopnia, że bał się wziąć odpowiedzialność za to, do czego może go to doprowadzić.
Ostatecznie jednak nie dała mu wyboru i sama sprawiła, że nie potrafił jej znów zostawić. Wiedział, że nie mógł odpuścić po pierwszych przeczytanych słowach jej listu.
Nie było tajemnicą, że Thomas umiał trochę gotować. Może nie był w tym wybitny, robił jednak dobrą jajecznice i kilka innych dań, których nauczyła go matka. Co prawda tym razem skorzystał z drobnej pomocy, choć większość wykonał sam.
- No, może pod bacznym okiem skrzatki, która trochę bała się mnie zostawić w kuchni, ale uwierz mi, te ręce potrafią także upichcić coś dobrego. - Mrugnął do niej, odwzajemniając uśmiech, który sprawił, że zrobiło mu się trochę cieplej na sercu. To był dobry znak. Czekał na takich więcej.
Sarkazm trochę zbił go z tropu, przez co przez chwilę bał się, że jednak coś sknocił, szybko jednak odetchnął, gdy okazało się, że jednak słowa Ger były szczere i naprawdę mogli kontynuować spotkanie po jego myśli. To dobrze.
A przynajmniej było, dopóki nie zaczęli iść i nie zapadła między nimi cisza, przez którą przebijał się śpiew ptaków i szum drzew. I która sprawiała, że Thomas nagle czuł się nie na miejscu. Czy to naprawdę dobry pomysł, że się spotkali? Co jeżeli nic z tego nie wyjdzie i cala ich znajomość przepadnie? Czy powinien coś powiedzieć? Co takiego, do cholery?
Sytuację uratowała jednak Ger, a mężczyzna niemal nie odetchnął z ulgi na jej pytanie. Powstrzymał się jednak.
- Tak, zdarza mi się tu przychodzić, gdy chcę na chwilę pobyć sam, bez ograniczających mnie czterech ścian. Szczególnie teraz, gdy jest ciepło i nie muszę się martwić odmrożeniem czterech liter. - Uśmiechnął się znów do Ger, dziękując w myślach, za podrzucenie tematu. Nawet, jeśli mieli rozmawiać o czyhających na czarodziei niebezpieczeństwach. - Tak, masz rację, lepiej nie skończyć dnia jako przekąska dla widm. Najgorsze, że nadal tak mało o nich wiemy, a już tym bardziej nie mamy pojęcia, jak się ich pozbyć - mruknął, spoglądając między drzewa. - Widziałaś je? - zapytał cicho, zaciekawiony tym stwierdzeniem.
Zanim jednak usłyszał odpowiedź, mogli zobaczyć jak drzewa otwierają się na małą polankę, pokrytą lekko przyschniętą trawą, oraz różnymi kwiatami, głównie stokrotkami o białych i różowych kwiatach. Padało na nią lekko rozproszone przez drzewa słońce, tworząc przyjemny półcień. Tu i ówdzie roślinność wydawała się lekko wgnieciona, co wskazywało, że rzeczywiście ktoś tu czasem przychodził.
- Jesteśmy. - Tomasz wyszedł na środek leśnej łąki, rozkładając ręce, prezentując wybrane przez niego miejsce. - Może rozłożę koc? - Dodał zaraz, odkładając swoje graty.
Coś sprawiało, że gdy tylko zaczęli znów rozmawiać, Thomas poczuł się jakby wrócił do znajomego miejsca, choć towarzyszyło temu tyle strachu i wyrzutów sumienia. Nie chciał, by to zniknęło.
Możliwe więc, że byłby w stanie wyciągnąć Gerry z najgorszej znanej otchłani, jeśli to oznaczało, że jej nie straci. Tak naprawdę zależało mu na niej, do tego stopnia, że bał się wziąć odpowiedzialność za to, do czego może go to doprowadzić.
Ostatecznie jednak nie dała mu wyboru i sama sprawiła, że nie potrafił jej znów zostawić. Wiedział, że nie mógł odpuścić po pierwszych przeczytanych słowach jej listu.
Nie było tajemnicą, że Thomas umiał trochę gotować. Może nie był w tym wybitny, robił jednak dobrą jajecznice i kilka innych dań, których nauczyła go matka. Co prawda tym razem skorzystał z drobnej pomocy, choć większość wykonał sam.
- No, może pod bacznym okiem skrzatki, która trochę bała się mnie zostawić w kuchni, ale uwierz mi, te ręce potrafią także upichcić coś dobrego. - Mrugnął do niej, odwzajemniając uśmiech, który sprawił, że zrobiło mu się trochę cieplej na sercu. To był dobry znak. Czekał na takich więcej.
Sarkazm trochę zbił go z tropu, przez co przez chwilę bał się, że jednak coś sknocił, szybko jednak odetchnął, gdy okazało się, że jednak słowa Ger były szczere i naprawdę mogli kontynuować spotkanie po jego myśli. To dobrze.
A przynajmniej było, dopóki nie zaczęli iść i nie zapadła między nimi cisza, przez którą przebijał się śpiew ptaków i szum drzew. I która sprawiała, że Thomas nagle czuł się nie na miejscu. Czy to naprawdę dobry pomysł, że się spotkali? Co jeżeli nic z tego nie wyjdzie i cala ich znajomość przepadnie? Czy powinien coś powiedzieć? Co takiego, do cholery?
Sytuację uratowała jednak Ger, a mężczyzna niemal nie odetchnął z ulgi na jej pytanie. Powstrzymał się jednak.
- Tak, zdarza mi się tu przychodzić, gdy chcę na chwilę pobyć sam, bez ograniczających mnie czterech ścian. Szczególnie teraz, gdy jest ciepło i nie muszę się martwić odmrożeniem czterech liter. - Uśmiechnął się znów do Ger, dziękując w myślach, za podrzucenie tematu. Nawet, jeśli mieli rozmawiać o czyhających na czarodziei niebezpieczeństwach. - Tak, masz rację, lepiej nie skończyć dnia jako przekąska dla widm. Najgorsze, że nadal tak mało o nich wiemy, a już tym bardziej nie mamy pojęcia, jak się ich pozbyć - mruknął, spoglądając między drzewa. - Widziałaś je? - zapytał cicho, zaciekawiony tym stwierdzeniem.
Zanim jednak usłyszał odpowiedź, mogli zobaczyć jak drzewa otwierają się na małą polankę, pokrytą lekko przyschniętą trawą, oraz różnymi kwiatami, głównie stokrotkami o białych i różowych kwiatach. Padało na nią lekko rozproszone przez drzewa słońce, tworząc przyjemny półcień. Tu i ówdzie roślinność wydawała się lekko wgnieciona, co wskazywało, że rzeczywiście ktoś tu czasem przychodził.
- Jesteśmy. - Tomasz wyszedł na środek leśnej łąki, rozkładając ręce, prezentując wybrane przez niego miejsce. - Może rozłożę koc? - Dodał zaraz, odkładając swoje graty.