18.03.2024, 00:11 ✶
Kim właściwie była Karen Moher? Delirycznym bytem, który pojawił się w głowie Gerarda w trakcie krótkotrwałej śpiączki po upadku z konia. Karen była harpią, demonem, kobietą fatalną, uosobieniem wszystkich jego najgorszych lęków. Tutaj należy zaznaczyć, że ze wszystkich bestii, z jakimi stary Yaxley kiedykolwiek stoczył bój, ze wszystkimi potworami, z jakimi się siłował oraz monstrach, jakie przyszło mu tropić, najniebezpieczniejszymi były kobiety.
— Mmm... Pasztet, pasztecik — rozmarzył się, a ślina napłynęła mu do ust — W zeszłym tygodniu zrobiliśmy z matką pasztet z królika, to sobie weźmiesz, boś ty mizerna, dziewczyno! A tak to sobie pasztecik zjesz. Gdzie w Londynie taki znajdziesz? Tylko tym razem te... no... pudełka do domu przywieź, bo się matka dąsa, że wszystkie jej zabraliście i nie ma w co wam spakować...
Podrapał się po głowie, zapominając o ranie.
— Niee, ani trochę — zaprotestował, wypinając przy tym dumnie tors, a guziki jego koszuli musiały walczyć, by utrzymać ją w ryzach.
— Dziadek z Doliny Godryka pędzi te cuda — dziadek, zupełnie tak, jakby wcale nie dzieliła ich różnica kilku zaledwie lat! — To i Oddech Bazyliszka. Musisz zostać na kolację, napijemy się...
— Mmm... Pasztet, pasztecik — rozmarzył się, a ślina napłynęła mu do ust — W zeszłym tygodniu zrobiliśmy z matką pasztet z królika, to sobie weźmiesz, boś ty mizerna, dziewczyno! A tak to sobie pasztecik zjesz. Gdzie w Londynie taki znajdziesz? Tylko tym razem te... no... pudełka do domu przywieź, bo się matka dąsa, że wszystkie jej zabraliście i nie ma w co wam spakować...
Podrapał się po głowie, zapominając o ranie.
— Niee, ani trochę — zaprotestował, wypinając przy tym dumnie tors, a guziki jego koszuli musiały walczyć, by utrzymać ją w ryzach.
— Dziadek z Doliny Godryka pędzi te cuda — dziadek, zupełnie tak, jakby wcale nie dzieliła ich różnica kilku zaledwie lat! — To i Oddech Bazyliszka. Musisz zostać na kolację, napijemy się...