16.03.2024, 10:50 ✶
Zaprawdę powiadam Ci, Samuel potrafił snuć rozwleczone wieprzowymi jelitami opowieści bez końca, gdy siedział nad pracą, a jedyną jego słuchaczką były bardzo rozumne, choć mało responsywne kozy. Wtedy rzeki słów (czy, podążając za wspomnianą analogią, flaków) nie miały nigdy końca. Mimo tego, że był chowany w odcięciu od zewnętrznego świata, a z ludźmi rozmawiał zdecydowanie mniej niż przeciętny zjadacz chleba, to jednak temperamentem i usposobieniem zdawał się być bardzo towarzyski. A może to głód, może potrzeba, która nie znajdowała przez większość życia spełnienia, teraz zalewała mu uszy i język i czyniła ciężkim do zniesienia. Kto wie, zapewne Perseus Black miałby kilka słów do powiedzenia w tym temacie, gdyby jego stolarz kiedykolwiek zgodził się na podjęcie procesu terapeutycznego.
– Pokochasz Lysandra i Ulę – stwierdził uśmiechając się nieco smutno, bo choć sam uwielbiał parę outsiderów, Motyla przysiadającego na głowie młodej Sarenki, o tyle ich obecność była trochę jak plaster na ropiejącą ranę. Kilka słów, uścisków, ciepła i piękna, nie dało rady zaleczyć wyrwy w życiu, nieprzepracowanych traum i osamotnienia spychanego do ciemnej piwnicy podświadomości. – Przyjdź wtedy jutro o świcie, gdy dostaniemy kolejną porcję jabłek. Będę mieć dla Ciebie ostry kozik. – tym razem Samuel sięgnął po swój miód, aby osłodzić sobie gorycz i moc wódy. Mieszanie niezbyt korzystnie powinno wpływać na zachowanie, młody męzczyzna miał jednak za małą wprawę w piciu by znać tę zasadę. Kto wie, może nauczy się porannym kacem?
– Mieszkam... niezbyt daleko stąd.Po drugiej stronie Doliny, w Warowni. – to było bardzo daleko na pieszo, niezbyt daleko po niedźwiedziemu, właściwie tuż obok po krogulczemu. Gdyby nie znosił źle teleportacji... dystans do schronienia wynosiłby mniej niż uderzenie serca. Odległości zdawały się być zaiste bardzo relatywne w postrzeganiu Sama, który nawet nie zrozumiał intencji pytania, bo on na przykład cieszył się z burzy, cieszył się z wiatru szarpiącego jego odrastającą brodę, z siły żywiołu, który konsekwentnie zmierzał w ich kierunku. Pierwsze ciepłe krople już zaczęły znaczyć ich skórę. Przymknął oczy i zadarł głowę głęboko oddychając, nic nie robiąc sobie z wilgoci. Niebo płakało wraz z nim, wiatr szarpał światem, tak jak jego wnętrze szarpane było od kilku dni.
– Pokochasz Lysandra i Ulę – stwierdził uśmiechając się nieco smutno, bo choć sam uwielbiał parę outsiderów, Motyla przysiadającego na głowie młodej Sarenki, o tyle ich obecność była trochę jak plaster na ropiejącą ranę. Kilka słów, uścisków, ciepła i piękna, nie dało rady zaleczyć wyrwy w życiu, nieprzepracowanych traum i osamotnienia spychanego do ciemnej piwnicy podświadomości. – Przyjdź wtedy jutro o świcie, gdy dostaniemy kolejną porcję jabłek. Będę mieć dla Ciebie ostry kozik. – tym razem Samuel sięgnął po swój miód, aby osłodzić sobie gorycz i moc wódy. Mieszanie niezbyt korzystnie powinno wpływać na zachowanie, młody męzczyzna miał jednak za małą wprawę w piciu by znać tę zasadę. Kto wie, może nauczy się porannym kacem?
– Mieszkam... niezbyt daleko stąd.Po drugiej stronie Doliny, w Warowni. – to było bardzo daleko na pieszo, niezbyt daleko po niedźwiedziemu, właściwie tuż obok po krogulczemu. Gdyby nie znosił źle teleportacji... dystans do schronienia wynosiłby mniej niż uderzenie serca. Odległości zdawały się być zaiste bardzo relatywne w postrzeganiu Sama, który nawet nie zrozumiał intencji pytania, bo on na przykład cieszył się z burzy, cieszył się z wiatru szarpiącego jego odrastającą brodę, z siły żywiołu, który konsekwentnie zmierzał w ich kierunku. Pierwsze ciepłe krople już zaczęły znaczyć ich skórę. Przymknął oczy i zadarł głowę głęboko oddychając, nic nie robiąc sobie z wilgoci. Niebo płakało wraz z nim, wiatr szarpał światem, tak jak jego wnętrze szarpane było od kilku dni.