16.03.2024, 11:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2024, 11:17 przez Brenna Longbottom.)
Zważywszy na to, w jakim stanie Brenna niekiedy wracała do domu, naprawdę nie mogła rzucać kamieniem. Nie podobało się jej to nie ze względu na jakąś tam reputację, ale dlatego, że coś ewidentnie się stało, a Nora… Nora była Norą i raczej ciężko było ją sobie wyobrazić wygrzebującą się z jakichś dziur albo przechodzącą do porządku dziennego nad tym, że omal nie zginęła. (A raczej udawałaby, że wszystko w porządku, jak tamtej nocy, kiedy przyśniły się jej sny – ale Brenna była pewna, że to zostawiło swój ślad.)
– Tak, kiedy tłumaczył, dlaczego cię nie ma – powiedziała, bo Erik trochę się wtedy plątał, a ona absolutnie nie rozumiała, czemu puścił ją samą i o niczym nie wspomniał od razu, w końcu była noc, a Nora piła. Najwyraźniej jednak sukienka była tylko pretekstem. – Potem zajmowałam się gośćmi, więc nie jestem pewna.
Czy zachowywał się dziwnie?
Albo Nora powiedziała mu, gdzie idzie i mógł się czuć z tym dziwnie, albo coś wyczuł z powodu łączącego ich rytuału. Brenna z najwyższym trudem utrzymała język za zębami, nie zadając miliona pytań, cisnących się na usta w tym momencie. Każdy miał prawo do swoich sekretów. Jej własnymi tajemnicami dałoby się zapełnić tę łazienkę, gdyby uznać, że każda z nich jest rozmiarów kuli przepowiedni i składować wszystkie w jednym miejscu. Nie dzieliła się nimi z innymi, bo niektóre były zbyt ciężkie, by wkładać je w cudze ręce, inne zbyt osobiste, a z jeszcze innymi nie wiedziała, co zrobić.
Może Nora zechce powiedzieć, co się stało, Erikowi.
– Możesz mi jutro pomóc przenosić rzeczy, ale powinnaś przede wszystkim się przespać. To pewnie nie zabrzmi dobrze, ale wyglądasz na wpółżywą – oświadczyła Brenna prosto z mostu. Ona sama spała krótko, ale Nora chyba nie spała wcale. A chociaż Figg na pewno przywykła do braku snu równie jak Brenna, w końcu miała małe dziecko i wcześnie otwieraną klubokawiarnię, w której początkowo pracowała sama, to jednak absolutny brak snu po takim wieczorze…
– Chodź tutaj, skarbie – stwierdziła po prostu, wyciągając do Nory ręce, kiedy ta spytała, czy może się przytulić. Pochyliła się lekko, zamknęła Norę w mocnym uścisku i trzymała ją tak przez długą chwilę. Najwyraźniej cokolwiek się stało, dotknęło serca bardziej niż przemarzniętego ciała – na tyle, że Nora pozwoliła sobie na tego okazanie. Brenna więc obejmowała ją, dopóki nie rozległo się kolejne trzaśnięcie i zakłopotana skrzatka, z torbą z ubraniami i koszulą nocną Nory nie przestąpiła z nogi na nogę. Dopiero wtedy Brenna się odsunęła. – Może się przebierzesz, weźmiesz tę szczotkę i pójdziesz się przespać? Zostaw sukienkę Malwie, ten zamek chyba da się naprawić.
– Tak, kiedy tłumaczył, dlaczego cię nie ma – powiedziała, bo Erik trochę się wtedy plątał, a ona absolutnie nie rozumiała, czemu puścił ją samą i o niczym nie wspomniał od razu, w końcu była noc, a Nora piła. Najwyraźniej jednak sukienka była tylko pretekstem. – Potem zajmowałam się gośćmi, więc nie jestem pewna.
Czy zachowywał się dziwnie?
Albo Nora powiedziała mu, gdzie idzie i mógł się czuć z tym dziwnie, albo coś wyczuł z powodu łączącego ich rytuału. Brenna z najwyższym trudem utrzymała język za zębami, nie zadając miliona pytań, cisnących się na usta w tym momencie. Każdy miał prawo do swoich sekretów. Jej własnymi tajemnicami dałoby się zapełnić tę łazienkę, gdyby uznać, że każda z nich jest rozmiarów kuli przepowiedni i składować wszystkie w jednym miejscu. Nie dzieliła się nimi z innymi, bo niektóre były zbyt ciężkie, by wkładać je w cudze ręce, inne zbyt osobiste, a z jeszcze innymi nie wiedziała, co zrobić.
Może Nora zechce powiedzieć, co się stało, Erikowi.
– Możesz mi jutro pomóc przenosić rzeczy, ale powinnaś przede wszystkim się przespać. To pewnie nie zabrzmi dobrze, ale wyglądasz na wpółżywą – oświadczyła Brenna prosto z mostu. Ona sama spała krótko, ale Nora chyba nie spała wcale. A chociaż Figg na pewno przywykła do braku snu równie jak Brenna, w końcu miała małe dziecko i wcześnie otwieraną klubokawiarnię, w której początkowo pracowała sama, to jednak absolutny brak snu po takim wieczorze…
– Chodź tutaj, skarbie – stwierdziła po prostu, wyciągając do Nory ręce, kiedy ta spytała, czy może się przytulić. Pochyliła się lekko, zamknęła Norę w mocnym uścisku i trzymała ją tak przez długą chwilę. Najwyraźniej cokolwiek się stało, dotknęło serca bardziej niż przemarzniętego ciała – na tyle, że Nora pozwoliła sobie na tego okazanie. Brenna więc obejmowała ją, dopóki nie rozległo się kolejne trzaśnięcie i zakłopotana skrzatka, z torbą z ubraniami i koszulą nocną Nory nie przestąpiła z nogi na nogę. Dopiero wtedy Brenna się odsunęła. – Może się przebierzesz, weźmiesz tę szczotkę i pójdziesz się przespać? Zostaw sukienkę Malwie, ten zamek chyba da się naprawić.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.