16.03.2024, 11:04 ✶
Odpowiedzią na jej całkiem zasadne pouczenia były kwęki, plejada min i skinień głową. Tak wiedział, że w Kniei są miejsca zakazane (tu przewrócenie oczu, bo co jak co, ale znał się na Puszczy lepiej niż Brenna, więc kogo ona chciała instruować, pff), bardzo ciekawy był fakt omijania czyjegoś straganu (zmarszczony nos i brwi na znak próby zapamiętania imienia) oraz wyraźne rozpromienienie się na wzmiankę o chuście (tu brwi szybowały wręcz przy linii włosów, ciało instynktownie zadrgało, że już chciał ją zostawić i iść wybrać chustę, och to był doskonały pomysł, sam nie miałby lepszego!).
Ciekawszy pakiet otrzymała przy rozmowie o klątwie. Tu mimo wszystko Samuel pokiwał głową z powątpiewaniem i unikał kontaktu wzrokowego z przyjaciółka, a tak było za każdym razem jak mówiła coś absolutnie odmiennego od nauk, które ofiarowywała mu matka. W domu jego klątwa była traktowana jak błogosławieństwo, pozwalała mu na spędzanie czasu z tymi, których kochał, a nie światem i Systemem, który mu zagrażał. Z drugiej strony bardzo szanował Brennę i cenił jej spojrzenie na świat, dostęp do wiedzy tajemnej jaką było wszystko poza przestrzenią noszącą imię Godryka. A więc konflikt, wewnętrzny, nieprzyjemny, taki, które człowiek chce się jak najszybciej pozbyć i pewnie pozbędzie, gdy tylko młoda Longbottomówna wyjdzie poza zasięg jego radaru.
Ciche westchnienie i zwieszona głowa, na konieczność mówienia rzeczy Norze przed prezentem. To była ważna nauka, której niestety Samuel nie wyciągnął z tej rozmowy. Mówienie rzeczy zwłaszcza Norze było szalenie trudne. Przy niej świat stawał się wyjątkowo pięknym miejscem i równie trudnym właśnie. Samuel czuł się gorszy od pięknej roześmianej księżniczki i cały czas bał się, że cokolwiek powie przekreśli ich relację. Domek w Kniei wydawał mu się za mały, klątwy zbyt przerażające, brak szkoły zbyt upokarzający, podobnie zresztą jak brak pieniędzy. Zacisnął mocniej ręce na pieniądzach, które dostał od Brenny i skupił się na nowym temacie, bezpiecznym temacie, dalszym od kłębiącego się w młodzieńczym sercu kołtuna.
– Teleportacja... Próbowałem tego, ale przy każdym przeskoku... rośliny się pojawiały. To totalnie nie dla mnie z resztą wiesz, mam inne sposoby na szybkie przemieszczanie się a tu, na Dolinę to bardzo wystarczy. Ale Ty... Cały świat będzie przed Tobą stał otworem. Co potem planujesz? Po szkole? Będziesz Bumbulilną jak Twoja rodzina? – pamięć Samuela płatała mu nie raz figle. Jak łatwo przyswajał wszystko spoza kręgu kulturowych tworów, tak nazwy własne należące do społeczności czarodziejów zbyt łatwo mu umykały.
Ciekawszy pakiet otrzymała przy rozmowie o klątwie. Tu mimo wszystko Samuel pokiwał głową z powątpiewaniem i unikał kontaktu wzrokowego z przyjaciółka, a tak było za każdym razem jak mówiła coś absolutnie odmiennego od nauk, które ofiarowywała mu matka. W domu jego klątwa była traktowana jak błogosławieństwo, pozwalała mu na spędzanie czasu z tymi, których kochał, a nie światem i Systemem, który mu zagrażał. Z drugiej strony bardzo szanował Brennę i cenił jej spojrzenie na świat, dostęp do wiedzy tajemnej jaką było wszystko poza przestrzenią noszącą imię Godryka. A więc konflikt, wewnętrzny, nieprzyjemny, taki, które człowiek chce się jak najszybciej pozbyć i pewnie pozbędzie, gdy tylko młoda Longbottomówna wyjdzie poza zasięg jego radaru.
Ciche westchnienie i zwieszona głowa, na konieczność mówienia rzeczy Norze przed prezentem. To była ważna nauka, której niestety Samuel nie wyciągnął z tej rozmowy. Mówienie rzeczy zwłaszcza Norze było szalenie trudne. Przy niej świat stawał się wyjątkowo pięknym miejscem i równie trudnym właśnie. Samuel czuł się gorszy od pięknej roześmianej księżniczki i cały czas bał się, że cokolwiek powie przekreśli ich relację. Domek w Kniei wydawał mu się za mały, klątwy zbyt przerażające, brak szkoły zbyt upokarzający, podobnie zresztą jak brak pieniędzy. Zacisnął mocniej ręce na pieniądzach, które dostał od Brenny i skupił się na nowym temacie, bezpiecznym temacie, dalszym od kłębiącego się w młodzieńczym sercu kołtuna.
– Teleportacja... Próbowałem tego, ale przy każdym przeskoku... rośliny się pojawiały. To totalnie nie dla mnie z resztą wiesz, mam inne sposoby na szybkie przemieszczanie się a tu, na Dolinę to bardzo wystarczy. Ale Ty... Cały świat będzie przed Tobą stał otworem. Co potem planujesz? Po szkole? Będziesz Bumbulilną jak Twoja rodzina? – pamięć Samuela płatała mu nie raz figle. Jak łatwo przyswajał wszystko spoza kręgu kulturowych tworów, tak nazwy własne należące do społeczności czarodziejów zbyt łatwo mu umykały.