16.03.2024, 12:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.03.2024, 12:35 przez Brenna Longbottom.)
W tym całym szaleństwie, w jakie zamieniły się wiosna i lato nawet w oczach Brenny, nigdy przecież nie potrafiącej usiedzieć na miejscu, starała się przynajmniej do pewnego stopnia pamiętać o krewnych i przyjaciołach. A Thomas był już zasadniczo niemal jak członek rodziny i ewidentnie przechodził ciężki moment, oni z kolei zajęci własnymi, trudnymi momentami, chyba wspierali go trochę za mało. Nie wahała się więc długo, i kiedy tylko wstała po nocnym dyżurze i dostrzegła jego minę, od razu zaproponowała, że zabierze się z nim.
– Hm… sama nie wiem, może to ten moment, w którym powinnam rzucić się do ucieczki? – zastanowiła się, kiedy stała u jego boku na wzgórzu i spoglądała w dół, na gospodarstwo Hardwicków. Rozejrzała się przy tym tak, jakby faktycznie szukała odpowiedniej drogi do dokonania szybkiej ewakuacji.
Była ubrana po mugolsku, podobnie jak nosiła się w Dolinie. Skoro wybierali się na wieś, postawiła na jeansy, trochę już wytarte, koszulę z długim rękawem - blizny od wampirzych zębów to nic, co chciałoby się tłumaczyć mugolem - i czapkę z daszkiem. Zamiast torebki plecak, żadnego makijażu, nawet pudru, pod którym kryła ostatnio cienie pod oczami, więc i piegi, latem zwykle wychodzące jej na twarzy, były doskonale widoczne.
Spodziewała się kłopotów. Rodzinne kłótnie, zwłaszcza o pieniądze, bywały już powodami wezwań w Brygadzie Uderzeniowej. Nieszczęśliwa mina Thomasa jasno pokazywała, że sytuacja jest trudna, a jeszcze to że zgodził się ją zabrać ze sobą wskazywało albo na desperację, albo na nadzieję, że krewni odrobinę przyhamują niektóre zapędy w towarzystwie kogoś z zewnątrz. Na całe szczęście, w pracy widziała dostatecznie dużo, aby mieć całkiem sporą odporność na kłótnie, pogróżki, obrażanie siebie nawzajem czy obrywanie rykoszetem.
- Jeśli powiem, że nie będzie tak źle, to pewnie los postanowi udowodnić mi, że jest inaczej? Jakoś damy radę, po zgłoszeniach pani Turpin w Brygadzie nic już mi nie jest straszne. Nie mogę w każdym razie zwiać, to byłaby plama na honorze Gryffindoru. Obiecuję, że postaram się być absolutnie czarująca.
Ruszyła wraz z Hardwickiem w dół wzgórza, ciekawie rozglądając się po sadach, pastwiskach i spoglądając na zabudowania gospodarcze. Świat mugoli nie był Brennie zupełnie obcy: ci mieszkali w Dolinie, a ona lubiła włóczyć się i po niemagicznym Londynie. To jednak zawsze było zupełnie nowe miejsce. Zaczęła też rozumieć, że właściwie to było o co tutaj walczyć – nie znała się może na gospodarce, ale ta konkretna pewnie była warta całkiem sporo.
- Obiecaj mi tylko jedno. Żadnych traktorów – dodała z powagą, bo kiedy ostatnio wpadła na mugolską wieś, do dziadków Aveliny, ona, Erika i panna Paxton omal nie opuścili tego świata w wyniku bliskiego spotkania pierwszego stopnia z rozszalałym traktorem.
Przywołała na twarz uśmiech, kiedy matka Thomasa spytała, kim jest jego towarzyszka.
– Brenna, ja i mój brat pracujemy z pani synem – powiedziała, nagle uświadamiając sobie, że może Thomas nie wspomniał, że w sumie to z nimi mieszka i że chyba nie powinna z tym tutaj tak chlapnąć, bo to może zostać źle zrozumiane. – Ostatnio bardzo im narzekałam, że miałabym ochotę wybrać się na wieś i Thomas był tak miły, że postanowił uratować mojego brata przed tymi marudzeniami i zaproponował, żebym wybrała się z nim tutaj.
Zwykle unikała kłamstw poza pracą, to jednak było łgarstwo - ale przecież nie wspomni, że zaoferowała się w roli wsparcia mentalnego wobec rodzinnych igrzysk śmierci.
– Hm… sama nie wiem, może to ten moment, w którym powinnam rzucić się do ucieczki? – zastanowiła się, kiedy stała u jego boku na wzgórzu i spoglądała w dół, na gospodarstwo Hardwicków. Rozejrzała się przy tym tak, jakby faktycznie szukała odpowiedniej drogi do dokonania szybkiej ewakuacji.
Była ubrana po mugolsku, podobnie jak nosiła się w Dolinie. Skoro wybierali się na wieś, postawiła na jeansy, trochę już wytarte, koszulę z długim rękawem - blizny od wampirzych zębów to nic, co chciałoby się tłumaczyć mugolem - i czapkę z daszkiem. Zamiast torebki plecak, żadnego makijażu, nawet pudru, pod którym kryła ostatnio cienie pod oczami, więc i piegi, latem zwykle wychodzące jej na twarzy, były doskonale widoczne.
Spodziewała się kłopotów. Rodzinne kłótnie, zwłaszcza o pieniądze, bywały już powodami wezwań w Brygadzie Uderzeniowej. Nieszczęśliwa mina Thomasa jasno pokazywała, że sytuacja jest trudna, a jeszcze to że zgodził się ją zabrać ze sobą wskazywało albo na desperację, albo na nadzieję, że krewni odrobinę przyhamują niektóre zapędy w towarzystwie kogoś z zewnątrz. Na całe szczęście, w pracy widziała dostatecznie dużo, aby mieć całkiem sporą odporność na kłótnie, pogróżki, obrażanie siebie nawzajem czy obrywanie rykoszetem.
- Jeśli powiem, że nie będzie tak źle, to pewnie los postanowi udowodnić mi, że jest inaczej? Jakoś damy radę, po zgłoszeniach pani Turpin w Brygadzie nic już mi nie jest straszne. Nie mogę w każdym razie zwiać, to byłaby plama na honorze Gryffindoru. Obiecuję, że postaram się być absolutnie czarująca.
Ruszyła wraz z Hardwickiem w dół wzgórza, ciekawie rozglądając się po sadach, pastwiskach i spoglądając na zabudowania gospodarcze. Świat mugoli nie był Brennie zupełnie obcy: ci mieszkali w Dolinie, a ona lubiła włóczyć się i po niemagicznym Londynie. To jednak zawsze było zupełnie nowe miejsce. Zaczęła też rozumieć, że właściwie to było o co tutaj walczyć – nie znała się może na gospodarce, ale ta konkretna pewnie była warta całkiem sporo.
- Obiecaj mi tylko jedno. Żadnych traktorów – dodała z powagą, bo kiedy ostatnio wpadła na mugolską wieś, do dziadków Aveliny, ona, Erika i panna Paxton omal nie opuścili tego świata w wyniku bliskiego spotkania pierwszego stopnia z rozszalałym traktorem.
Przywołała na twarz uśmiech, kiedy matka Thomasa spytała, kim jest jego towarzyszka.
– Brenna, ja i mój brat pracujemy z pani synem – powiedziała, nagle uświadamiając sobie, że może Thomas nie wspomniał, że w sumie to z nimi mieszka i że chyba nie powinna z tym tutaj tak chlapnąć, bo to może zostać źle zrozumiane. – Ostatnio bardzo im narzekałam, że miałabym ochotę wybrać się na wieś i Thomas był tak miły, że postanowił uratować mojego brata przed tymi marudzeniami i zaproponował, żebym wybrała się z nim tutaj.
Zwykle unikała kłamstw poza pracą, to jednak było łgarstwo - ale przecież nie wspomni, że zaoferowała się w roli wsparcia mentalnego wobec rodzinnych igrzysk śmierci.
Don't promise to live forever. Promise to forever live while you're alive.